"Zdyskwalifikuj mnie!". Dalsze słowa ambitnego tenisisty nie nadają się do cytowania

"Zdyskwalifikuj mnie! Z przyjemnością pozwę ATP!" - mówił Kanadyjczyk Vasek Pospisil do sędziego, który uspokajał go po pierwszym secie meczu Miami Open z Mackenziem McDonaldem. "Szef ATP darł się wczoraj na mnie, k..wa, przez półtorej godziny. Za to, że próbuję zjednoczyć tenisistów. Półtorej godziny! Lider ATP. Je..ny dupek" - krzyczał Pospisil, prezes tworzącego się właśnie stowarzyszenia tenisistów. Przegrał mecz, potem przeprosił za swoje zachowanie. Ale walka o władzę w tenisie będzie trwać.

Pospisil stracił panowanie nad sobą w trzech gemach kończących pierwszego seta pojedynku z Mackenziem McDonaldem. Gra z dużo niżej notowanym rywalem (Pospisil jest 67. w rankingu, McDonald w drugiej setce) przestała mu się układać, stracił gema przy własnym podaniu, potem przy podaniu rywala, zaczął się jeszcze mocniej awanturować w kolejnym własnym gemie serwisowym. W pierwszym secie dwa razy rzucał rakietą, wystrzelił piłkę poza kort, głośno narzekał i nie uciszył się mimo ostrzeżeń. Sędzia dał mu w końcu karny punkt. Akurat przy piłce setowej.

Zresztą już od dłuższej chwili Pospisil zachowywał się tak, jakby właśnie to chciał osiągnąć: przegrać seta przez decyzję z góry, a nie po swoim zagraniu. A gdy usiadł na ławeczce po tym karnym punkcie, zaczął swoją tyradę z wyjaśnieniami.  

Zobacz wideo "Czekamy na mecze Igi Świątek z takimi rywalkami jak Serena Williams"

– Wczoraj szef ATP darł się na mnie, k..wa, przez półtorej godziny. Podczas spotkania tenisistów. Za to, że próbuję ich zjednoczyć – mówił sędziemu o spotkaniu tenisistów, na które przyszedł też prezes ATP Andrea Gaudenzi.

Według relacji opencourt.ca Gaudenzi miał przy wszystkich nazwać Pospisila niewychowanym ignorantem. 

10.03.2021, Dubaj, Iga Świątek podczas przegranego meczu z Garbine MuguruząIga Świątek zagra w deblu z byłą liderką WTA! Polka poznała rywalki

„Lider ATP! Dupek. No weź go tutaj. Dlaczego ja muszę znosić coś takiego?!” 

Pospisil i Serb Novak Djoković walczą od miesięcy o utworzenie nowego stowarzyszenia tenisistów. Nie nazywają go związkiem zawodowym, ale taki jest sens utworzenia pod koniec 2020 Professional Tennis Players Association, którego Pospisil został prezesem: walka o to by głos tenisistów był bardziej słuchany, zwłaszcza tenisistów z klasy średniej i niższej, tych, dla których tenis nie jest finansowym rajem, tylko czasem zakładem z losem: teraz mam straty, ale wydatki na trenera i podróże kiedyś mi się zwrócą. Albo nie.  

- Darł się na mnie przez półtorej godziny! Lider ATP. No weź go tutaj. Je..ny dupek! Dlaczego ja muszę znosić coś takiego? – ciągnął dalej Pospisil. Gdy sędzia Arnaud Gabas zwrócił mu uwagę, że już wystarczy i jeśli ma problem, o którym chce pomówić głośno, niech to zrobi poza kortem, Kanadyjczyk odpowiedział: - Jak chcesz, to mnie zdyskwalifikuj. Z przyjemnością pozwę całą organizację – zapowiadał. Ale dokończył mecz, przegrał 3:6, 6:4, 3:6, to McDonald zagra w drugiej rundzie w Miami z Johnem Isnerem. Konferencja prasowa Pospisila po meczu została odwołana, ale Kanadyjczyk przesłał przeprosiny za swoje zachowanie. "Obraziłem sport, który kocham. Bardzo mi przykro z tego powodu. Jeśli mogę się wytłumaczyć: zostałem mocno zdenerwowany podczas spotkania tenisistów z władzami ATP i nie doceniłem, jakie było żniwo tych emocji. To wyszło dopiero na korcie. Przepraszam za zachowanie i za język" – napisał Pospisil.  

Pospisil i Djoković chcą zmian po swojemu. Nadal i Federer ich nie poparli 

To pierwsza taka wielka publiczna awantura związana z walką o przyszłość tenisa, ale nastroje buzują od dawna, podgrzewane przez cięcia wymuszone pandemią. Podczas ostatniego US Open Vasek Pospisil i Novak Djoković zwołali na spotkanie przy korcie kilkudziesięciu tenisistów. Chcieli stworzyć stowarzyszenie, które będzie miało jakąś realną siłę w negocjacjach z ATP, będzie mogło zagrozić wiarygodnie bojkotem. Jeszcze podczas tego spotkania zawodnicy zaczęli dostawać wiadomości od ATP, żeby nie próbować takich działań, bo przyszłość tenisa jest dziś niepewna i to byłoby dodatkowe ryzyko. 

Maja Chwalińska podczas finału z Anstazją Komardiną w turnieju WSG Open na kortach LegiiPolska tenisistka wykluczona z gry. Nie zagra w trzech turniejach

Pospisil i Djoković nie posłuchali, powołali Professional Tennis Players Association i teraz pracują nad tym, by organizacja nabrała kształtów. Poproszono ich po tym o odejście z rady zawodników ATP. Rafael Nadal i Roger Federer nie poparli ich walki, wysłali sygnał, że pandemia to nie jest czas na takie zmiany. Ale jakieś zmiany muszą się dokonać, bo tenis, jeśli chodzi o zarabianie pieniędzy, został z tyłu za sportami, które ustępują mu popularnością. „Bloomberg Businessweek” w tekście o finansowych dylematach tego sportu przytacza badania SportBusiness z 2018: wartość medialna praw tv do tenisa jest mniejsza niż praw do golfa czy krykieta, choć bazę fanów na świecie tenis ma większą. Tenis nie korzysta z tej popularności, ponieważ jest podzielony. Osobno rządzą się Wielkie Szlemy, osobno ATP i WTA oraz ITF, organizująca turnieje niższej rangi i puchary drużynowe. Do tego nie ma zgody między tenisistami a organizatorami turniejów, między tenisistami a tenisistkami.

„Tenisiści chcą grać mniej a zarabiać więcej. Organizatorzy turniejów chcieliby, żeby tenisiści grali więcej, zarabiali mniej. To telenowela” 

Sześćdziesiąt procent rocznego przychodu tenisa – całość to 2,3 mld dolarów – generują Wielkie Szlemy, czyli imprezy, którymi nie rządzi ATP ani WTA, tylko federacje tenisowe krajów gospodarzy lub kluby tenisowe. ATP i WTA to organizacje, które powstały, by była równowaga sił między zawodnikami a organizatorami turniejów. Ale ta równowaga sił w zarządzie dziś oznacza utrącanie wszelkiej kreatywności i ciągłe spory o to, czyje będzie na wierzchu: zawodników, czy organizatorów. "Tenisiści chcą grać rzadziej a zarabiać więcej. Organizatorzy chcą, żeby tenisiści grali częściej, a zarabiali mniej. – To jak telenowela – mówi Charlie Passarel, który spędził dwie dekady w zarządzie ATP jako przedstawiciel organizatorów turniejów.

"Możesz przestać to śledzić przez dwa lata, a po przerwie włączasz i akcja jest dalej w tym samym miejscu" – pisze "Bloomberg Businessweek”. Sam Andrea Gaudenzi ostrzegał niedawno, że tenis zdziadzieje, jeśli nie dojdzie do jakiegoś porozumienia w sprawie zmian. On jest za tym, żeby jakoś połączyć siły z WTA i być zgodnym w czasie pandemii.

Gaudenzi był kiedyś znakomitym tenisistą, w pewnym momencie 18. w rankingu. Jako prezes ATP trafił na czas nieszczęść. Zaczynał w styczniu 2020, czyli od pożarów lasów w Australii, które przerwały turniej w Canberze. Potem przyszła pandemia. Trzeba było ratować, co się dało, a nie iść do przodu z reformami. Choć plany reform Gaudenziego są mniej więcej znane: uzależnienie podwyżek premii od wzrostu przychodu organizatorów turniejów, rozbudowanie turniejowych drabinek, by zarabiało więcej graczy, próba połączenia sił przy sprzedaży praw telewizyjnych z organizatorami Wielkich Szlemów. I wreszcie: wspomniana już próba zawarcia sojuszu z WTA. Przez lata tenisiści byli temu niechętni, uważali, że połączenie się z tenisem kobiecym będzie oznaczać, że oni stracą, żeby kobiety zyskały.

Teraz atmosfera jest bardziej sprzyjająca, bo wsparcia pomysłowi udzielili i Rafael Nadal i Roger Federer, spotkania między przedstawicielami ATP, WTA i Wielkich Szlemów nabrały regularności. Latem mają być poddane pod głosowania propozycje Gaudenziego. Szef ATP rozmawiał też na początku swojej kadencji z Pospisilem i Djokoviciem. Wysłuchał ich żali i planu, zapytał, czy mogliby trochę poczekać, aż jego plan nabierze kształtów. Nie zgodzili się na to. Pracują nad przepisami swojej organizacji, rekrutują pracowników, namawiają zawodników, by do nich dołączyli. Efektem są takie spotkania jak to, które wywołało złość Pospisila. Drugi z założycieli PTPA, Novak Djoković, zrezygnował ze startu w turnieju w Miami.  

Więcej o: