Prorocze słowa Igi Świątek po zwycięstwie w Roland Garros. Szybko się spełniły

Jesienią ubiegłego roku po zwycięstwie w Paryżu Iga Świątek wspomniała z nadzieją o powstaniu turnieju WTA w Polsce. Pięć miesięcy później impreza została już ogłoszona. Niesamowite jest tempo zmian wokół 19-latki i dzięki niej.

Rozwój kariery Igi Świątek jest imponujący. Wrażenie robi zwłaszcza tempo zmian. Tenisistka nie skończyła jeszcze 20 lat (urodziny obchodzi w maju), a ma już na koncie tytuł wielkoszlemowy, zwycięstwo w turnieju WTA w Adelajdzie oraz wejście do grona 15 najlepszych zawodniczek świata według rankingu WTA. 

Zobacz wideo "Czekamy na mecze Igi Świątek z takimi rywalkami jak Serena Williams"

Sukces w Roland Garros 19-latka odniosła w swoim siódmym występie w Wielkim Szlemie. Zwycięski finał w Adelajdzie był jej dopiero 36. spotkaniem na kortach twardych. Triumf w Paryżu przyciągnął w niecałe pół roku wielkich sponsorów: Rolex, PZU, Xiaomi. Grzegorz Kita, specjalista z zakresu marketingu i konsultingu sportowego, cieszy się, że do współpracy z Rolexem doszło tak szybko. - Na początku kariery tenisistki, tuż po pierwszym sukcesie. Tak szybka reakcja Szwajcarów to forma docenienia jej zwycięstwa i potencjału - wskazuje

Po sukcesach Igi wraca turniej do Polski

Szybkie zmiany zachodzą nie tylko u Igi Świątek, ale także dzięki niej. Kilkanaście dni temu ogłoszono, że w lipcu w Gdyni odbędzie się kobiecy turniej tenisowy rangi WTA 250. Będzie to największa tego typu impreza w Polsce. Nie ma przypadku, że wielki tenis wraca do naszego kraju w momencie, gdy nazwisko Świątek staje się coraz bardziej rozpoznawalne. Tym bardziej że turniej organizuje firma Tennis Consulting. Prezesem spółki jest Tomasz Świątek, ojciec Igi, w zarządzie są też Paulina Wójtowicz, menadżerka Igi oraz Marcin Matkowski, były świetny deblista, który został dodatkowo dyrektorem gdyńskich zawodów.

- Spotkaliśmy się w listopadzie 2020 roku, my - to znaczy tata Igi Tomasz, jej menedżerka Paulina, Tomasz Wiktorowski [były trener Agnieszki Radwańskiej, dziś komentator tenisa - przyp. red.] i ja - gdyż uznaliśmy, że po sukcesie Igi w Roland Garros mamy w kraju zdecydowanie najlepszy moment, by po latach przerwy przywrócić wielki tenis kobiecy w Polsce - mówił Matkowski w rozmowie z "Rzeczpospolitą". 

Iga Świątek o turnieju WTA

Pamiętam, jak kilka dni po zwycięstwie Igi Świątek w Paryżu odbyła się w Warszawie konferencja prasowa z jej udziałem. Nastolatka zapytana przez jednego z dziennikarzy, kiedy będzie można ją zobaczyć na korcie w Polsce, wyraziła nadzieję, że w przyszłości powstanie w naszym kraju turniej głównego cyklu WTA. - Na dłuższą metę mam nadzieję, że Puchar Federacji nie będzie jedynym turniejem rozgrywanym w Polsce. I że może to moje zwycięstwo w Paryżu będzie miało jakiś pozytywny wpływ na to, żeby kiedyś był jakiś turniej WTA? - zastanawiała się Świątek. Słowa te padły z jej ust w połowie października ubiegłego roku. Niedługo później osoby z otoczenia tenisistki zaczęły wprowadzać taki pomysł w życie.

Paradoksem był fakt, że nasz kraj doczekał się mistrzyni wielkoszlemowej, a nie miał turnieju z głównego cyklu WTA. Ostatni odbywał się w Katowicach do 2016 roku. Wcześniej największe gwiazdy przyjeżdżały do stolicy na korty Warszawianki w pierwszej dekadzie XXI wieku. Mimo sukcesów Agnieszki Radwańskiej nie udało się utrzymać turnieju WTA w Polsce. Nowa impreza w Gdyni ma odbywać się przez co najmniej pięć lat. 

Już dwa lata temu pojawiła się koncepcja organizacji turnieju kobiecego przez fundację Józefa Wojciechowskiego JW Tennis. W projekt zaangażowani byli m.in. Wiktorowski i Matkowski. Dyrektorem miał być ten drugi, a impreza zaplanowana była w drugim tygodniu US Open, czyli 6-13 września 2020. Pula nagród miała być trochę mniejsza niż najniższy rangą turniej WTA 125 tys. dolarów. Byłby to dobrze opłacany challenger, który ostatecznie nie odbył się z powodu pandemii. Iga Świątek nie mogłaby w nim wystąpić ze względu na zbyt wysokie miejsce w rankingu. W imprezie w Gdyni formalnie może już wziąć udział. W tym roku nie zagra ze względu na igrzyska olimpijskie, ale w kolejnych latach najprawdopodobniej pojawi się nad Bałtykiem.

Obok PZT

Turniej w Gdyni powstaje bez udziału Polskiego Związku Tenisowego. - Była to nasza prywatna inicjatywa. Związek nie wiedział o naszych staraniach, chociaż robimy to i tak dla polskich zawodniczek. Nie przewidujemy współpracy z PZT, bo tak naprawdę mają chyba inne działania i nie jest im taka rzecz potrzebna - mówił Matkowski w rozmowie z weszło.fm. 

Związek nie informuje nawet o imprezie na swojej stronie internetowej i na kanałach w mediach społecznościowych, co krytycznie ocenił Tomasz Świątek.

- Trzeba pamiętać, że gdyby nie Iga, to nie wiem, czy udałoby nam się pozyskać prawa do organizacji imprezy w Gdyni. Rywalizowaliśmy z takim przeciwnikiem, że w pewnym momencie zwątpiłem, czy uda nam się zdobyć licencję na ten turniej. Ostatecznie ją uzyskaliśmy. Cieszę się, podobnie jak wielu kibiców, którzy deklarują już, że chcą odwiedzić zawody w Gdyni - mówił nam ojciec mistrzyni Roland Garros.

Jaki pomysł ma PZT

Czy PZT myśli, by samemu zorganizować turniej WTA/ATP w Polsce? - Uważam, że warto organizować taki turniej, w którym nasi zawodnicy mają szansę zajść daleko. Wygrać go albo być co najmniej w półfinałach, zebrać jak najwięcej punktów. Im wyższy poziom nasi tenisiści będą prezentowali, tym wyższej klasy turniej będziemy chcieli zorganizować. Dziś możemy teoretycznie stworzyć turniej halowy kobiet WTA z pulą nagród 250-300 tys. dolarów, jeśli dostaniemy pomoc od państwa i od Lotosu. Tylko, która Polka dotrze w nim co najmniej do półfinału? Jedna Iga to za mało - mówił jesienią prezes PZT Mirosław Skrzypczyński w rozmowie ze Sport.pl. 

Skrzypczyński przypominał wtedy sytuację sprzed lat z turnieju w Katowicach. - Była jedna Agnieszka Radwańska, która mogła zawalczyć. Niestety przytrafiła jej się kontuzja. To pokazuje, że nie można nigdy stawiać na jednego zawodnika. Zbieg okoliczności, choroba, uraz mogą zburzyć wszystkie plany. W Szczecinie od lat jest piękny turniej z wieloma kibicami na trybunach. Tam jednak też brakuje tej kropki nad "i" - sukcesu Polaka - twierdził.

- Zależy nam, by osiągnąć pełen sukces: sportowy i marketingowy. Nie o to chodzi, by wydać teraz wielkie pieniądze na imprezę, w której główne nagrody i największą liczbę punktów zgarną zagraniczni zawodnicy. Chcemy to organizować dla naszych tenisistów. Dlatego trzeba tak umiejętnie dostosowywać rangę turniejów, by odpowiadały poziomowi naszych zawodników. Z czasem chcemy mieć turnieje o coraz większej puli nagród - tak, by korzystali z nich w głównej mierze polscy tenisiści - tłumaczył Skrzypczyński.