Znamy rywalkę Igi Świątek w finale!? Niby tak, ale nigdy nie wiesz, na jaką Belindę Bencić trafisz

Paweł Wilkowicz
Sobota, godzina 8:30, kort centralny w Adelajdzie: Belinda Bencić, finałowa rywalka Igi Świątek, zaprasza na huśtawkę nastrojów. Nigdy nie wolno jej skreślać, ale i nigdy nie można powiedzieć: tego już nie roztrwoni. Była cudownym dzieckiem, teraz ma już za sobą trochę upadków. Od Adelajdy zacznie wielki powrót?

W półfinale Iga Świątek pokonała 23-letnią Szwajcarkę, w finale zmierzy się z 23-letnią Szwajcarką, ale to będą inne światy. Jill Teichmann wciąż ma w tenisie raczej przygodę niż karierę i cieszy się każdym skokiem w rankingu (kiedyś w zbieraniu pieniędzy na juniorskie starty pomagał jej piłkarz Xherdan Shaquiri). A Belinda Bencić to tenisowe dziecko-projekt. Miała pięć lat, gdy mama Martiny Hingis przyjechała ocenić, czy zrobi z niej mistrzynię jak z córki. Miała sześć lat, gdy kolega ojca z hokejowej drużyny wyłożył pieniądze, by jej zbudować profesjonalny sztab. A rywalki z juniorskich czasów wspominają, że gdy one jeszcze miały niewiele, to Belinda miała już wszystko.

Zobacz wideo "Czekamy na mecze Igi Świątek z takimi rywalkami jak Serena Williams"

Australian Open 2021. Iga Świątek po meczu III rundy z Fioną FerroZnamy godzinę finału Igi Świątek. Świetne wieści dla polskich kibiców

Belinda Bencić, Szwajcarka słowacka

Jill Teichmann to Szwajcarka w wersji latino, wychowana w Barcelonie, pokrzykująca na korcie po hiszpańsku. A Belinda Bencić do Szwajcarka słowiańska. Wprawdzie wychowana w kantonie Sankt Gallen, ale po słowacku. W tym kraju dziś mieszka i trenuje. „Provokuj na korte!” – instruowała się w trzecim secie półfinału z Coco Gauff, gdy wreszcie zaczęła sobie ten mecz układać jak chciała. A jeśli krzyczy po słowacku nie do siebie, a w stronę boksu, to można być pewnym, że właśnie odreagowuje na ojcu, Ivanie. On wymyślił jej karierę, zdobył na to pieniądze, doprowadził córkę do pierwszych sukcesów, potem doprowadził też do pierwszego kryzysu. Było nerwowe rozstanie, a potem powrót 2018 roku, bo bez ojca u boku skończyły się sukcesy.  

Ivana Bencicia i jego rodziców wykurzyły z komunistycznej Czechosłowacji wojska Układu Warszawskiego. Po stłumieniu Praskiej Wiosny 1968 roku Benciciowie wyjechali do Szwajcarii. Tam Ivan został hokeistą (grał w lidze szwajcarskiej), potem biznesmenem. I w biznesowej podróży do Bratysławy poznał swoją przyszłą żonę Danielę. W tenisa Ivan grał tylko rekreacyjnie, ale kariery dla swoich dzieci chciał właśnie na korcie. To były czasy wielkiej Martiny Hingis, też słowackiej Szwajcarki.  – Nie było jeszcze Rogera Federera, nie było tak dobrych drużyn piłkarskich jakie mamy teraz. To Martina pokazywała wszystkim Szwajcarom, że nawet ktoś z tego kraju może osiągnąć coś wielkiego w sporcie – wspominała po latach Belinda. Ivan zdobył numer do Melanii Molitor, matki Martiny. Oceniła, że dziecko ma talent i będzie mu pomagać. O pieniądze Ivan poprosił Marcela Niederera, przyjaciela z lodowiska, który zarobione w hokeju pieniądze pomnażał w nieruchomościach, a gdy upadł komunizm, zaczął sprzedawać do Europy Wschodniej co tylko się dało. W Rosji najlepiej schodziła mu Nescafe.  

"Dziadkowie uciekali przed Rosjanami, a ja sfinansowałem jej start do kariery z pieniędzy zarobionych u Rosjan. Niezłe kółko los zatoczył, co?"

- Kiedyś dziadkowie Belindy uciekli z Czechosłowacji przed Rosjanami. Minęło 30 lat i pieniądze, które ja zarobiłem na handlu z Rosjanami sfinansowały początek tenisowej kariery Belindy. Niezłe kółko los zatoczył, co? – mówił „New York Timesowi” Marcel Niederer podczas US Open 2015, gdy wszyscy już wiedzieli, że z osiemnastolatką ze Szwajcarii trzeba się liczyć, że to będzie tenisistka z czołówki rankingu. Już w 2014 była ćwierćfinalistką w Nowym Jorku, wygrała turniej w Eastbourne, w finale pokonując Agnieszkę Radwańską, wygrała turniej w Toronto, choć była w nim nierozstawiona i po drodze wpadała m.in. na Karolinę Woźniacką, Serenę Williams i Simonę Halep (Rumunka skreczowała w finale). 

Do dziś Bencić uzbierała cztery tytuły w WTA Tour, finał w Adelajdzie będzie jej jedenastym, jest dwunastą rakietą świata. Ale jest też w tej karierze sporo niespełnienia: dla byłej najlepszej juniorki świata, dla tenisistki która już jako osiemnastolatka była siódma na świecie, niektóre lata bywały trudną próbą. Kontuzja pod koniec 2015 roku, potem poważniejsza – nadgarstka – która przerwała jej karierę na kilka miesięcy 2017 roku, rozstanie z ojcem trenerem i powrót do niego. Gdy się odbudowała i sezon 2019 ułożył jej się znakomicie - powrót do Top 10, półfinał w US Open (największe osiągnięcie w Wielkim Szlemie), wygrane turnieje w Dubaju i pod koniec roku w Moskwie, półfinał WTA Finals - przyszedł kryzysowy 2020. Zanim wybuchła pandemia, nie mogła ustabilizować formy. Po pandemii zagrała w 2020 tylko jeden mecz: zrezygnowała z wyjazdu na US Open, by skupić się na europejskiej części sezonu na mączce. Ale odpadła szybko w Rzymie po porażce z Danką Kovinić, a Roland Garros straciła przez kontuzję. Wypadła z czołowej dziesiątki rankingu, rok 2021 też zaczęła z mieszanymi odczuciami: porażka już w pierwszej rundzie rozgrzewkowego Grampians Trophy z Soraną Cirsteą, w Australian Open bezdyskusyjna przegrana w trzeciej rundzie  z Elise Mertens. 

Iga ŚwiątekIga Świątek awansuje w rankingu WTA. Najwyższe miejsce Polki w karierze!

"W każdym języku mam inną osobowość". Czasem w setach - też

Gdy Bencić jest pewna siebie i spokojna, potrafi wszystko, doskonale czyta grę. Gdy zaczynają się nerwy, czasem potrzebuje dużo czasu, by ochłonąć. Z Coco Gauff musiała w piątek zagrać trzysetówkę, choć ten mecz spokojnie mogła zamknąć w dwóch setach. - Mówię kilkoma językami i chyba w każdym mam trochę inną osobowość – mówiła kiedyś. I to można rozciągnąć na tenisowe mecze, czasem w każdym secie jest inna Bencić. Ale to, jak pewnie podyktowała warunki w trzecim secie z Gauff, choć wydawało się, że nie wyrzuci  szybko z głowy straconego meczbola i przegranego tie-breaku, przypomniało, że jej nigdy nie wolno zlekceważyć.