Ćwierćfinałowa debiutantka Jessica Pegula mogłaby kupić całe Australian Open, gdyby poprosiła rodziców

Jessica Pegula mogłaby pewnie kupić całe Australian Open, gdyby ładnie poprosiła rodziców. Ale tenis to jej sposób na pokazanie, że umie dojść do czegoś sama. I w Australian Open robi rzeczy wielkie: w pierwszym tygodniu wyeliminowała Wiktorię Azarenkę, w drugim Jelinę Switolinę i zadebiutuje w ćwierćfinale Wielkiego Szlema.

Nigdy jeszcze nie była w czołowej 50 rankingu, nigdy wcześniej nie była w Wielkim Szlemie dalej niż w trzeciej rundzie, nigdy wcześniej nie pokonała tenisistki z Top 10. Wygrała wprawdzie jeden turniej WTA, w Waszyngtonie w 2019, ale najsłynniejszym triumfem rodziny Pegula i tak pozostawało zwycięstwo nad Donaldem Trumpem i Jonem Bon Jovi w wyścigu o kupno klubu NFL Buffallo Bills.

Zobacz wideo Australian Open. 100 niewymuszonych błędów Hurkacza, strój Williams i rozpacz Monfilsa. Co dalej?

Australian Open 2021. Iga Świątek w meczu z Simoną HalepJak porażka z Halep wpłynie na pozycję Igi Świątek? Wirtualny ranking WTA

Aż do dzisiaj: bo Jessica Pegula sprawiła jedną z największych niespodzianek w Australian Open, pokonując w trzech setach 6:4, 3:6, 6:3 rozstawioną z 5 Jelinę Switolinę i awansując do ćwierćfinału. Wcześniej jej największym wielkoszlemowym osiągnięciem była trzecia runda US Open. W Australian Open nierozstawiona Pegula, 61. tenisistka rankingu, zarobiła w tydzień jedną trzecią tego, co przez całą karierę: ponad 400 tysięcy dolarów (505 tys dolarów australijskich). Choć akurat w rodzinie Peguli pół miliona w tę czy w tamtą nie robi większej różnicy.

Jessica Pegula, dziedziczka majątku wycenianego na kilka miliardów dolarów 

Jessica to jedna z dziedziczek rodzinnego majątku, zbudowanego na gazie łupkowym i wycenianego dziś na ponad 5 miliardów dolarów. Tylko Buffalo Bills są dziś warci 2 mld dolarów (w chwili kupna w 2014 – 1,4 mld), a do Terry’ego i Kim Peguli należą też od 10 lat Buffalo Sabres z NHL. Gdy w czwartek Jessica pokonała w Australian Open Samanthę Stosur (byłą mistrzynię US Open, ale teraz już u schyłku kariery), napisała flamastrem na szkiełku kamery właśnie: "Go Bills! Go Sabres!" I jeszcze na prośbę przyjaciółki z kortu, Tunezyjki Ons Jabeur: "Hi, Ons!". A teraz, po zwycięstwie nad Switoliną, zostawiła w kamerze taką wiadomość: "Cześć Mamo, cześć Tato! Do zobaczenia w następnej rundzie, Jen B.". Jen B., czyli Jennifer Brady, która pokonała dziś Donnę Vekić 6:1, 7:5 i zagra z Pegulą o półfinał.  

Pegula wyrasta właśnie na największą niespodziankę kobiecego Australian Open. Karolina Muchova też gra tu ponad oczekiwania, wyeliminowała w poprzedniej rundzie byłą liderkę rankingu Karolinę Pliskovą, a dziś Belgijkę Elise Mertens (7:6 (7-5), 6:4), ale Muchova to tenisistka z Top 30 rankingu. A Pegula dopiero za tydzień, dzięki punktom z Australii, zadebiutuje w Top 50. A też, jak Muchova, wyeliminowała tutaj byłą liderkę rankingu: Wiktorię Azarenkę, już w pierwszej rundzie. W całym turnieju przegrała tylko jednego seta, dziś ze Switoliną. Ale nie było takiego momentu w meczu, w którym Ukrainka czułaby się komfortowo. W pierwszym secie dała się zepchnąć za linię, w drugim wyrównała straty, a trzeciego zaczęła bardzo źle. Pegula wyszła szybko na prowadzenie 4:1 i doprowadziła mecz do końca na swoich warunkach.  

"Kiedyś przez swoje nazwisko cierpiałam, potem się z tym pogodziłam, a teraz się tym bawię"

Pegula ma własny biznes (linię wegańskich kosmetyków Ready 24), własną fundację charytatywną (pomagającą psom, Lending Paw), ale to tenis był dla niej zawsze głównym sposobem pokazania, że potrafi osiągnąć coś w życiu bez pomocy rodziców. Dziś mówi, że już się nauczyła, że nie musi nikomu nic udowadniać na siłę, ale bywało inaczej. – Kiedyś przez te skojarzenia z naszym nazwiskiem cierpiałam, potem się nauczyłam z tym żyć, a teraz już się tym bawię. Ale tenis jest tylko mój. To moja praca, moja kariera i rodzice nie mają tu już nic do powiedzenia – mówi Jessica.  

Jej ojciec Terry Pegula założył firmę East Resources w 1983 roku, za 7,5 tysiąca dolarów pożyczki, a sprzedał większość zasobów należących do ER Shellowi za 4,7 mld dolarów w szczycie boomu na gaz łupkowy. Kolejną część – za 1,7 mld firmie Aubrey McClendon’s American Energy Partners. Część pieniędzy z tych transakcji zainwestował w Sabres, Bills, w nieruchomości, hotele, branżę rozrywkową. Pandemia mocno uderzyła w tę część biznesu rodzinnego, i teraz Terry Pegula chce znów mocniej postawić na branżę wydobywczą, licząc na to, że znów zainwestuje w dołku i sprzeda z ogromnym zyskiem.  

Ale najmocniej w górę idą ostatnio notowania Jessiki: już zapewniła sobie awans na 43. miejsce nowego rankingu, a nie jest w meczu z Brady na straconej pozycji, choć to rywalka arcytrudna na twardej nawierzchni. 

Kolejna niespodzianka w Australian Open! Przegrywała już 0:4, ale zwyciężyłaKolejna niespodzianka w Australian Open! Przegrywała już 0:4, ale zwyciężyła

Patrząc na Pegulę można nabrać jeszcze większego dystansu do porażki Igi Świątek z Simoną Halep 

Warto prześledzić sobie drogę 26-letniej Peguli w ostatnich sezonach, by nabrać dystansu do tego, co stało się wczoraj w meczu Igi Świątek z Simoną Halep i docenić tegoroczne Australian Open Igi. Jeszcze półtora roku temu Tomasz Świątek w rozmowie ze Sport.pl mówił z nutką zazdrości, że Jessice udał się taki turniej, którego chciałby dla swojej córki: wykorzystana wielka szansa w Citi Open 2019 w Waszyngtonie, ze zwycięstwem nad Igą w drugiej rundzie, wygranym z finałem przeciw Camili Giorgi, z taką zdobyczą punktową, że dała awans do szóstej dziesiątki rankingu. Ale to Iga Świątek przez następne półtora roku była mistrzynią korzystania z szans, była dwa razy w czwartej rundzie Australian Open, wygrała Roland Garros, jest w czołowej 20 rankingu. A Jessice Peguli przez tych kilkanaście miesięcy udało się tylko dwa razy wygrać w turniejach więcej niż po dwa mecze (w Auckland i Western&Southern Open 2020), w Wielkim Szlemie też nie było przełomów. Dopiero teraz przyszła kolej Peguli. Choć dopiero też nie jest dobrym słowem: bo jest dziś w tenisie cały zastęp tenisistek, na czele z choćby Aryną Sabalenką, które mogłyby o sobie powiedzieć: umiem tak dużo, że to ja mogłabym być Świątek z Roland Garros, Sofią Kenin z Australian Open 2020, albo Pegulą z Australian Open 2021. Mogłyby, ale udało się jednak Idze, Sofii i Jessice.  

Więcej o: