Magiczne sztuczki tajwańskiej Radwańskiej. Gra jakby punkt zdobyty zwyczajnie był obrazą dla tenisa

Su-Wei Hsieh to kobieta pułapka: gra na stojąco, uderza od niechcenia, grzecznie się uśmiecha. Zaprasza rywalki do gry w kotka i myszkę. W Australian Open dały się już na to złapać Cwietana Pironkowa i Bianca Andreescu. W czwartkową noc w trzeciej rundzie Hsieh zagra z Włoszką Sarą Errani.

Jest numerem jeden na świecie w deblu i rzadkim gatunkiem w singlu. Gra tak, jakby punkt zdobyty w zwyczajny sposób był obrazą dla tenisa. Każdym uderzeniem szuka dziury w systemie: rotacją, kątem odbicia, ustawieniem ciała. Naprowadza rywalki na fałszywą odpowiedź, niechętnie zrywa się do biegu, woli patrzeć, jak one przyspieszają na marne. Su-Wei Hsieh w deblu wygrała trzy Wielkie Szlemy, w singlu nigdy nie wyszła poza czwartą rundę. Ale po dwóch rundach obecnego Australian Open magia filigranowej Tajwanki \trwa. W I rundzie pokonała 7:5, 6:2 co prawda kwalifikantkę, ale ostatnio będącą w dobrej formie - Cwietanę Pironkową. W drugiej rundzie odesłała Biancę Andreescu, mistrzynię US Open sprzed dwóch lat. Andreescu wróciła do gry po długiej przerwie, ale to ona była faworytką. Przegrała 3:6, 2:6 i nie będzie chciała wracać do skrótów z tego meczu. Hsieh co chwila łapała ją w jakąś zasadzkę, na wykroku, bez odpowiedzi. Było to jej czwarte zwycięstwo na siedem ostatnich meczów z zawodniczkami z pierwszej dziesiątki rankingu WTA.

Zobacz wideo Australian Open. 100 niewymuszonych błędów Hurkacza, strój Williams i rozpacz Monfilsa. Co dalej?

Iga Świątek pokonała Camilę Giorgi 6:2, 6:4"Ziemiaczany styl Ferro". Zagadka przed Igą Świątek w trzeciej rundzie Australian Open

Zabawa w kotka i myszkę

- Ona ma naprawdę mocne strzały. Więc musiałam wykorzystywać jej siłę i odgrywać piłki - mówiła po meczu. Dla niej to normalny dzień w pracy: Hsieh bazuje na doskonałym czytaniu gry, defensywie, kombinacyjnych zagraniach, sprycie i świetnych akcjach przy siatce. Bardzo dobrze potrafi grać wolejem, smeczem. Gra bardzo różnorodny tenis na linii końcowej i bliżej siatki. Często wykorzystuje skróty, loby oraz slajsy.

Czy Tajwanka jest jedną z najlepszych technicznie tenisistek świata?

- Nie chce się wypowiadać arbitralnie. Ma fantastyczne czucie i grę kombinacyjną. Jej ruchy są naturalne, ładne, ale nie jest to technika, którą bym widziała u moich zawodników. Te zagrania nie są dopieszczone, lecz takie, by wprowadzić piłkę w kort, w różne miejsca, ale niekoniecznie z siłą. Czasem nawet ma się wrażenie, że są niechlujne. Hsieh nigdy nie polowała na to, by wygrać akcję jak najszybciej, ale lubiła bawić się w kotka i myszkę. Ma niewygodne zagrania i jest bardzo nieprzyjemną rywalką - mówi Sport.pl Joanna Sakowicz-Kostecka, kiedyś tenisistka, obecnie trenerka i komentatorka.

Oburęczny forhend jak Seles

Hsieh gra oburęczny forhend i już to ją wyróżnia. Tak grających można pewnie policzyć w wielkich turniejach na palcach jednej ręki. Kiedyś zapoczątkowała ten styl dziewięciokrotna zwyciężczyni turniejów wielkoszlemowych Monica Seles, potem grali tak Marion Bartoli oraz Fabrice Santoro.

- Gdyby Hsieh lepiej się ruszała, przeszłaby na jeszcze wyższy poziom. Brakuje jej dynamiki. Zawsze powłóczyła nogami. Ale jak na swoje warunki fizyczne to i tak dużo osiągnęła w tenisie - dodaje Sakowicz-Kostecka.

Jej styl gry porównuje do Agnieszki Radwańskiej. - Doskonałe czucie, fantastyczna antycypacja. Niekonwencjonalna postawa na korcie, umiejętne wytrącanie z równowagi. Czasem ma się wrażenie, że Tajwanka potknie się o własne nogi, ale doskonale kontruje. To azjatycka Aga Radwańska - przyznaje. Sama Radwańska przekonała się o umiejętnościach i niewygodnym stylu gry Hsieh. Trzy lata temu w 1/16 finału Australian Open Azjatka wygrała w dwóch setach 6:2, 7:5.

Udany rewanż wzięła na niej nasza obecnie najlepsza tenisistka Iga Świątek w II rundzie ubiegłorocznego Rolanda Garrosa. Wygrała pewnie 6:1, 6:4. Polka przed meczem chwaliła rywalkę. - Ona jest wyjątkowa. Jej styl gry jest naprawdę bardzo specyficzny. Będziemy musieli się do tego meczu dodatkowo przygotować i przedyskutować z trenerem taktykę. Zawsze dyskutujemy, ale tym razem to będzie jeszcze bardziej istotne - przyznała.

Czy Hsieh stać na to, by w wieku 35 lat zajść w Wielkim Szlemie najdalej w karierze? - W moim kraju nie mówi się publicznie, ile kobieta ma lat - śmiała się, ucinając pytanie z wywiadu na korcie po zwycięstwie nad Andreescu. - Czuję się kilka lat młodsza - mówiła. 

W sztabie szkoleniowym ma Australijczyka Paula Mcnamee, jednego z najlepszych deblistów świata na przełomie lat 70 i 80.  - Paul pojawia się na turniejach Wielkiego Szlema. Daje mi mnóstwo rad, ale powiedziałam mu, żeby nie przesadzał z mówieniem, bo nie spamiętam wszystkiego. Jeśli ktoś mówi do mnie za dużo, wyłączam się. Nieobecność rodziców w Melbourne? Oni by ciągle rozmawiali, a ja zapomniałabym, po co tu przyjechałam.

Taki trochę odludek

Właśnie poczucie humoru sprawiło, że z biegiem kariery stała się jedną z ulubienic kibiców i innych zawodniczek.

- Pamiętam, że jak miała bodaj 15 lat, to była niepozorna i powtórzę się - powłóczyła nogami. Nikt poważnie jej nie traktował. Była trochę z innej planety, nie mówiła po angielsku i trudno się było z nią dogadać. Taki trochę odludek - opowiada Sakowicz-Kostecka. 

Hsieh jest jednak bardzo otwartą osobą i skarbem dla dziennikarzy. - Praktycznie na każdej konferencji prasowej kradnie show oryginalnymi wypowiedziami. Zawsze powie coś nowego, ciekawego. Bo niestety większość zawodniczek mówi to samo, tak jakby miały to nagrane. Jej rozwój, nie tylko na korcie, jest niesamowity. Jest jedną z najbardziej sympatycznych zawodniczek w tourze - dodaje Sakowicz-Kostecka.

W czwartkową noc Tajwanka w III rundzie turnieju zmierzy się z dwa lata od siebie młodszą Włoszką Sarą Errani. - To będzie bardzo ciekawa konfrontacja. Gdyby to były korty ziemne, to postawiłabym na Errani, a tak wszystko jest możliwe - mówi Sakowicz-Kostecka. Czy Hsieh może namieszać w turnieju wielkoszlemowym? - Będzie jej coraz trudniej. Być może tak, ale tylko w pojedynczym przypadku. Teraz jest bowiem era siłowej walki na korcie. Taki tenis dominuje.

Kłótnia Fogniniego z Caruso.Awantura na korcie po ostatniej piłce! Interweniować musiała ochrona! Poszło o "Pier... fart!"

Co ciekawe, w tej części drabinki, w której jest Hsieh, jest również Iga Świątek. Kolejny polsko-tajwański pojedynek tym razem mógłby wypaść w ćwierćfinale Australian Open.

Więcej o: