Ekspert: Iga mówiła, że zrezygnuje z tenisa, jeśli nie wskoczy do czołówki

- Zdrowie to jedyny dzwonek alarmowy u Igi. Ona miała już takie problemy. Miała dwie poważne kontuzje, które wyeliminowały ją odpowiednio na pół roku i trzy miesiące. Jeśli wszystko będzie dobrze z organizmem, to będziemy mieli pociechę z Igi przez najbliższe 10 lat - mówi Tomasz Wolfke, komentator Eurosportu, w rozmowie ze Sport.pl.

Dominik Senkowski: Co jest dla pana większym zaskoczeniem: triumf Igi Świątek w turnieju Rolanda Garrosa czy styl jej kolejnych zwycięstw w paryskim turnieju?

Zobacz wideo Świątek wygrała Roland Garros. "Kiedyś przetrwała mentalny kataklizm"

Tomasz Wolfke: Nie potrafię powiedzieć, co bardziej. To wszystko jest niesamowite. Jeśli ktokolwiek dziś będzie mówił, że się tego spodziewał, to mija się z prawdą. Rozmiar zwycięstw Świątek jest w stylu Rafaela Nadala. Po drodze nie musiała zagrać nawet jednego tie-breaka. Można wypominać, że miała łatwe rywalki w ćwierćfinale czy półfinale, ale to tylko, jak spojrzymy na ich rankingi, bo te dziewczyny też grały dobrze w Paryżu. Przed losowaniem wydawało się, że Iga spotka się z Simoną Halep w czwartej rundzie i będzie to samo, co rok temu.

Jej zwycięstwo w turnieju Rolanda Garrosa jest nieprawdopodobnie zaskakujące. To jedna z największych niespodzianek w historii polskiego sportu. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Dziewczyn w wieku 18-22 lata, które grają podobnie jak Iga, jest dziś w światowym tenisie kilkanaście. Żadna nie wygrała Wielkiego Szlema w takim stylu, jak Polka. Fenomenalne zwycięstwo w najlepszym stylu Rogera Federera, Novaka Djokovicia, Rafaela Nadala, Marii Szarapowej czy Sereny Williams.

Najlepszy mecz Świątek w Paryżu był w 4. rundzie Simoną Halep?

- To był wyjątkowy pojedynek. Ash Barty, liderka rankingu WTA, od pół roku nie gra w tenisa. Halep jest w tej chwili faktycznie najlepszą tenisistką świata. Grała dobrze ze Świątek, a ugrała tylko trzy gemy. To chyba najlepszy wymiar tego, co Iga zrobiła w Paryżu. Wygrała całkowicie zasłużenie i całkowicie sensacyjnie. Nikt się nie miał prawa tego spodziewać.

Co jest największą siłą Igi Świątek?

- Od strony technicznej na pewno forhend w stylu Rafaela Nadala. W finale kilka razy przecierałem oczy ze zdumienia, bo ona grała ten forhend i piłka odbijała się mniej więcej na linii serwisowej, nie było to bardzo głębokie uderzenie o niesamowitej precyzji, ale rotacja tego zagrania była taka, że Kenin nie wiedziała w ogóle, co z tym ma zrobić. Jak odbiła jedną lub drugą piłkę, to już trzeciej nie potrafiła. Iga grała tak już w czasach juniorskich. Zagrywała z tą nietypową rotacją, niezwykle rzadko spotykaną w kobiecym tenisie.

Zresztą Świątek sama przyznaje, że jej idolem jest właśnie Nadal. Mnie się to akurat do końca nie podoba, bo wolę tenis Federera od Nadala. Uważam, że Rafael Nadal i Serena Williams skierowali tenis w nie najlepszą stronę - fizyczności. Ale co ma Iga poradzić? Nagle ma zostać anorektyczką, schudnąć, przestać być silna? Takie ma warunki, jakie ma. Zapewne odziedziczone w genach po ojcu, który był olimpijczykiem w wioślarstwie. Wykorzystuje te warunki fenomenalnie, do tego jest naprawdę dobra technicznie. Ma bardzo nietypowy forhend oraz płaski, mocny bekhend. Dobrze serwuje, gra przy siatce. 

Dobrze, że Iga rywalizowała w Paryżu także w debla?

- To był świetny pomysł. Zwłaszcza gdy z ofertą gry wyszła 13. w rankingu deblowym Nicole Melichar, która przed chwilą była w finale US Open. Skoro chciała zagrać z nastolatką, która jest w drugiej setce debla, to należało z tego korzystać. Jeśli Iga mogła pograć z nią, zamiast trenować między kolejnymi meczami singlowymi, to nie można było odmówić. Pewnie gdyby Iga przegrała finał, to znaleźliby się eksperci, którzy mówiliby, że to dlatego, że zmęczyła się grą deblową. To nieprawda, bo ona gra w tenisa od 15 lat, trenuje pewnie po kilka godzin dziennie, jak znam zawodowy sport.

Co może przeszkodzić Świątek w zrobieniu wielkiej kariery?

- Nie wszyscy pewnie wiedzą, jaką kontuzję odniósł nasz tenisista, 23-letni Kamil Majchrzak. Miał zmęczeniowe pęknięcie kości miednicy. To już brzmi strasznie, a jak się przełoży na język sportu, to oznacza, że nie wytrzymał treningu. Nie gry, bo gra normalnie, tyle, co wszyscy. Nie wytrzymał treningu. Mimo że to zdrowy, młody chłopak, który tenisistą jest już od kilkunastu lat. Sport to zdrowie, ale nie wyczynowy. Zdrowie to też jedyny dzwonek alarmowy u Igi. Ona miała już takie problemy. Miała dwie poważne kontuzje, które wyeliminowały ją odpowiednio na pół roku i trzy miesiące. Jeśli wszystko będzie dobrze z organizmem, to będziemy mieli pociechę z niej przez najbliższe 10 lat. Ten sukces ją na pewno uskrzydli. Nie sądzę, by wygrywała teraz Wielkie Szlemy taśmowo, ale będzie się liczyć.

Jestem spokojny, bo widzę, jakie ma Iga podejście do życia. Jest bardzo świadoma. Podjęła decyzję, że wstrzymuje studia na co najmniej rok. Dodała, że jeśli w tym czasie nie uda jej się wskoczyć do czołówki, to rezygnuje z tenisa. Nie będzie się błąkała po challengerach, bo to nie ma sensu. Wie, czego chce w życiu. Otacza się bardzo sensownymi ludźmi. To, że trener Piotr Sierzputowski jest od niej starszy raptem o dziewięć lat, okazało się, że nie ma znaczenia. Został przy niej, gdy wyszła z tenisa juniorskiego, choć było wiele głosów, że Iga potrzebuje przy sobie fachowca, by mogła zrobić postęp. Sierzputowski to trener, który nigdy nie trenował zawodniczki z rozgrywek WTA.

To tak samo jej sukces, jak i jego.

- Oczywiście. To pokazuje, że nie ma utartych recept. Pewnie, że np. Patrick Mouratoglou prowadzący Serenę Williams, właściciel słynnej akademii tenisowej, wie więcej o tenisie. Nie można jednak mówić, że powinna zmienić trenera na kogoś bardziej doświadczonego. Może właśnie z Sierzputowskim ma specyficzną więź, rozumieją się bez słów, może jest w stanie dotrzeć do jej psychiki? Okazuje się, że współpraca Igi z psycholog Darią Abramowicz dała kapitalne efekty. Rok temu Iga była zupełnie inną zawodniczką. Teraz nie przestraszyła się Halep, rangi turnieju, presji. Ma mnóstwo argumentów za tym, by być wybitnym sportowcem.

Rozmawialiśmy nawet w gronie komentatorskim Eurosportu przed jej spotkaniem półfinałowym z Nadią Podoroską twierdząc, że jeśli Iga ten mecz przegra, to znaczy, że nigdy nie będzie wybitną tenisistką. To nie jest tak, że ona ma jeszcze czas, bo skończyła dopiero 19 lat. Iga jest tu i teraz. Stała przed niepowtarzalną szansą, która może się nigdy więcej nie zdarzyć. Za chwilę pojawi się inna Iga Świątek w Chinach albo w Czechach, wrócą Bianca Andreescu lub Ash Barty, odżyje sportowo Serena Williams i Iga może z którąś z nich odpaść w trzeciej rundzie. Jeżeli dostaje się od losu taką szansę, przy oczywistej własnej wybitnej pomocy, i pojawia się anormalny turniej, to trzeba z tego korzystać.

Masz ciekawy temat związany ze sportem? Wiesz o czymś, co warto nagłośnić? Chcesz zwrócić uwagę na jakiś problem? Napisz do nas: sport.kontakt@agora.pl

Przeczytaj też: