Iga Świątek wygrała Roland Garros! Historyczny sukces polskiej tenisistki!

Iga Świątek zwyciężczynią Roland Garros 2020! W finale z Amerykanką Sofią Kenin nerwowy był tylko pierwszy set, wygrany 6:4. W drugim Świątek nie dała Kenin już żadnych szans. Wygrała 6:1, dając taki koncert jak wtedy, gdy tydzień temu wyrzucała z turnieju rozstawioną z nr. 1 Simonę Halep.

Nigdy wcześniej nie było polskiej mistrzyni w Wielkim Szlemie. I co najpiękniejsze, to jest mistrzyni bezdyskusyjna. Przy jej triumfie w Paryżu nie da się postawić żadnego znaku zapytania, żadne jej zwycięstwo nie było zagrożone, żadna rywalka nie mogła się czuć skrzywdzona przez los czy decyzję sędziego. Tu nie było żadnych "ale". Iga Świątek doszła do finału Roland Garros grając jak w transie, nie przegrywając ani jednego seta, dyktując warunki. Nie wpadała w kryzysy, nie miała w turnieju singlowym żadnego dłuższego momentu frustracji i zwątpienia (taki zdarzył się tylko w deblu, w przegranym półfinale). Od kiedy tydzień temu w 4. rundzie pokonała byłą mistrzynię turnieju, wiceliderkę rankingu Simonę Halep 6:1, 6:2, Polka stała się z dnia na dzień faworytką do wygrania całego turnieju. Ale uniosła i ten ciężar. Polka była najniżej sklasyfikowaną finalistką Roland Garros od 1977 roku. Zajmowała 54. miejsce na świecie, zaczynając turniej w Paryżu (od poniedziałku będzie 17.). Jej rywalką była zwyciężczyni Australian Open 2020 Sofia Kenin, od miesięcy w czołowej dziesiątce rankingu. Ale to Polka czuła się w tym finale swobodniej, ona narzuciła swój scenariusz wydarzeń. Rywalka miała problem z mięśniem uda, w drugim secie poprosiła o przerwę medyczną. Ale to nijak sukcesu Polki nie umniejsza, właśnie dlatego wielkoszlemowe tytuły są tak cenne, że trzeba przez dwa tygodnie zachować jak najwięcej sił i jak najlepsze zdrowie. Świątek pokazała przez te dwa tygodnie to, co w sporcie najcenniejsze: formę tak dobrą, że sprawiała wrażenie iż wygrywa od niechcenia. Że tylko rywalki się męczą, ona nie. 

Zobacz wideo "Świątek wyciągnęła z US Open wszystko, co się dało. Hurkacz rozczarowaniem"

Trudny set, ale wygrany

Początek pierwszego seta był kapitalny w wykonaniu Świątek. Szybko wyszła na prowadzenie 3:0, a na 15 pierwszych punktów wygrała aż 12. Przy stanie 1:0 łatwo przełamała zdezorientowaną Kenin. Polka grała bardzo agresywnie i co najważniejsze skutecznie.

Chwilę później Amerykanka zdobyła pierwszego gema. Później słabszy moment Świątek zaowocował przełamaniem jej podania. Tamtego gema 19-latka zakończyła podwójnym błędem serwisowym. Chwilę później było już 3:3 po kolejnych błędach Świątek, która zaczęła grać zbyt szybko i nerwowo. Ale już w siódmym gemie lepsza była Polka. Po długim gemie, który był wielką próbą nerwów, i w którym genialne zagrania (dwa dropszoty, piłka po długiej wymianie w linie) przeplatała gorszymi, wyszła na prowadzenie 4:3. Następnie znów przełamała Kenin po kolejnym długim gemie. 5:3 i serwis Polki. Swiątek miała piłkę setową, ale jej nie wykorzystała, a chwilę później została przełamana i było już tylko 5:4 dla niej. Nie załamała się tym i przy podaniu rywalki następną piłkę setową już wykorzystała. 6:4 dla Świątek.

Iga Świątek z pierwszym wielkoszlemowym tytułem!

Drugi set zaczął się od przełamań z obu stron. W trzecim gemie lepsza była Polka, która wreszcie posłała kilka lepszych serwisów i łatwo wygrała swoje podanie. Po tym gemie Kenin poprosiła o przerwę medyczną. Po niej Amerykanka zagrała fatalnie, popsuła cztery akcje i została przełamana. 3:1 dla Świątek, która następnie pewnie obroniła serwis i podwyższyła na 4:1. Za chwilę Kenin znów została przełamana, a Świątek wygrała swój serwis i całe spotkanie 2:0.

Przed Świątek polscy zawodnicy wygrywali Wielki Szlem tylko w deblu: Jadwiga Jędrzejowska (Roland Garros 1939), Wojciech Fibak (Australian Open 1978), Łukasz Kubot (Australian Open 2014 i Wimbledon 2017). Gdy Agnieszka Radwańska, finalistka Wimbledonu 2012, kończyła karierę, wydawało się, że polski kobiecy tenis jest na długo skazany na niedosyt. Że szybko się nie powtórzy taka szansa jak ta z 2012. Bez wielkich turniejów w Polsce, bez dzikich kart do nich - Agnieszka Radwańska swoją przepustkę do dużego polskiego turnieju, J&S Cup, wykorzystała kiedyś koncertowo - droga do Wielkiego Szlema wydawała się zbyt daleka. Ale znów w polskim sporcie po mistrzu, który wydawał się niedościgniony, przyszedł godny następca i zrobił kolejny krok. Jak Kamil Stoch po Adamie Małyszu, jak Anita Włodarczyk po Kamili Skolimowskiej, Bartosz Zmarzlik po Tomaszu Gollobie. Ci następcy często starali się uciekać od porównań jak najdalej, bo wiedzieli jaką to nakłada presję. I chcieli napisać historię po swojemu. W Paryżu udało się Idze Świątek. Teraz przed nią przyjemny obowiązek wielkoszlemowych zwycięzców - sesja fotograficzna z pucharami. W niedzielnym finale rozstrzygnie się, kto będzie pozował razem z Polką: jej idol Rafael Nadal, czy Novak Djoković.

Masz ciekawy temat związany ze sportem? Wiesz o czymś, co warto nagłośnić? Chcesz zwrócić uwagę na jakiś problem? Napisz do nas: sport.kontakt@agora.pl

Przeczytaj też: