"Tata Igi Świątek jest ojcem jej sukcesu. Pamiętam, jak się z niego śmiali"

- Ojcem sukcesu jest tata Igi, Tomasz Świątek. Pamiętam, jak niektórzy go deprecjonowali, trochę się śmiali z niego i z tego jak dąży do celu - mówi Dawid Olejniczak. Były tenisista to także były trener Igi Świątek. W sobotę w Paryżu 19-latka zagra z Sofią Kenin w finale turnieju Roland Garros. Mecz o godz. 15, relacja na żywo na Sport.pl, transmisje: Eurosport i TVN.

Łukasz Jachimiak: Oglądając mecze Igi Świątek w turnieju Roland Garros wykrzykuje Pan hasło "Niech żyje tenis!", które Pan propaguje w mediach społecznościowych?

Dawid Olejniczak: Mógłbym tak krzyczeć, zdecydowanie! Czy dobrze pamiętam, że rozmawialiśmy po meczu Igi w pierwszej rundzie?

Zgadza się.

- I mówiłem, że Igę stać na duży wynik? Lepszy niż czwarta runda sprzed roku. Tylko, że musi iść krok po kroku?

Znów: zgadza się.

- Ale nie będę teraz opowiadał, że się spodziewałem, że Iga dojdzie do finału. Tym bardziej, że zrobi to w takim stylu: nie tracąc seta i w sześciu meczach przegrywając w sumie tylko kilkanaście gemów. Nie ma co szukać słów do opisania jej wyczynu. Kosmos! Chciałbym tylko bardzo, żeby jeszcze w sobotę wygrała. Na potwierdzenie, że to jej turniej.

Wygra?

- Wierzę w to, chociaż będzie bardzo trudno. Sofia Kenin już w finale Wielkiego Szlema grała. I wygrała [Australian Open 2020]. Ale na razie pocieszmy się chwilę sukcesem. Krótką chwilę. Iga na pewno tak zrobi, żeby się nie wytrącić z harmonii, w której jest.

Zobacz wideo Porównujemy Igę Świątek i Sofię Kenin. "Większą presję będzie odczuwała Iga"

Powtarzamy sobie, że łatwo nie będzie i okazuje się, że nie mamy racji. W ćwierćfinale miało być trudno, bo Iga występowała w roli faworytki. W półfinale to samo - znów presja była na niej. A ona nic sobie z tego nie robi.

- To prawda, ja się obawiałem zarówno ćwierćfinału, jak i półfinału, bo Iga była faworytką, a jej rywalki nie miały nic do stracenia. Trevisan i Podoroska doszły bardzo daleko, ale tenisowych argumentów na Igę nie miały. Żadnych. Iga wchodziła na swój poziom i rywalki nie miały nic do powiedzenia. Te dwie bardzo dalekie rundy Wielkiego Szlema Iga przeszła jak burza. To ją na pewno buduje przed finałem.

Powiedział Pan, że nie spodziewał się Igi w finale jeszcze na początku tego turnieju. A czy prowadząc Igę kilka lat temu, pomyślał Pan, że wyrośnie z niej aż tak znakomita tenisistka?

- Nigdy w życiu! Wiedziałem, że Iga może grać na bardzo wysokim poziomie, to na pewno. Wszyscy trenerzy mówili, że Iga ma smykałkę do tenisa. I do innych sportów też. Bardzo dobrze grała również w piłkę nożną. Ale nikt o zdrowych zmysłach nie myślał o 12-, 13-letniej dziewczynie, że zagra kiedyś w finale Wielkiego Szlema. Bez żadnego wazeliniarstwa trzeba teraz serdecznie pogratulować tacie Igi. To jest jego zasługa. On bardzo chciał, żeby jego córki grały w tenisa. Agata, trzy lata starsza córka, w pewnym momencie nie była w stanie poradzić sobie zdrowotnie, więc w końcu pan Tomek wszystko poświęcił Idze. Widziałem, jak wiele wyrzeczeń go to kosztowało. Dzisiaj na pewno nie żałuje ani sekundy z tamtych lat. Czapki z głów przed nim. I przed trenerami. To jest też olbrzymi sukces całego teamu, na czele z Piotrem Sierzputowskim. Dla niego też chapeau bas, bo chłopak nie grał jakoś wybitnie w tenisa, nie kręcił się w tym środowisku, a jako trener Igi odnalazł się znakomicie. Jest opanowany, spokojny, wyważony, inteligentny, widać, że ma coś do powiedzenia nie tylko o tenisie. Jednak gdybym miał wskazać jednego ojca sukcesu, to wybieram tatę. To jemu Iga najwięcej zawdzięcza.

Iga tego nie kryje. Mówiła w wywiadach, że tata bardzo pilnował, żeby się przykładała do treningów. I że nigdy nie była takim pracusiem jak jej siostra.

- Pamiętam, jak do mnie zadzwonił. To był 2012 rok. Iga trenowała na kortach klubu Mera Warszawa, stamtąd się znaliśmy. Dzwoni więc do mnie Tomasz Świątek i pyta, czy nie chciałbym pomóc jego córkom. Mówię, że tak, a on pyta, co o nich uważam. "Powiem tak: Iga ma olbrzymi potencjał, ale jest leniuszkiem, natomiast Agata ma trochę mniejszy potencjał, za to jest jedną z najbardziej pracowitych osób, jakie widziałem" - usłyszał ode mnie. Odpowiedział: "Masz rację. I teraz trzeba zrobić tak, żeby Idze wpoić taki etos pracy, jaki ma Agata". Wydaje się, że Iga w końcu to zrozumiała i że od pewnego momentu kariery zasuwa prawie tak, jak zasuwała Agata. Bo nie powiem, że tak samo, ponieważ świetnie pamiętam, że Agata była tytanem pracy. W każdym razie do talentu Iga dołożyła pracowitość. I jest efekt. Talent w tenisie to tylko kilka procent sukcesu. Zgadzam się z Łukaszem Kubotem, który zawsze tak mówi. Tu trzeba swoje wypracować. I w siebie wierzyć. Iga pracuje aż miło, wiary jej nie brakuje, a skoro tak, to wierzmy, że do końca pójdzie za ciosem. I że z tytułem wielkoszlemowym dla Polki tenis w naszym kraju przestanie być traktowany po macoszemu.

Przydałby się prawdziwy narodowy program rozwoju tenisa, prawda?

- Bardzo. Od lat go brakuje. Wierzę, że teraz w końcu coś ruszy. Jesteśmy dużym krajem. Państwa z taką liczbą mieszkańców mają tenis o wiele lepiej rozwinięty.

To samo można powiedzieć o znacznie mniejszych od nas Czechach.

- Czesi to jest szczyt. Tam świetnie działa system. Oby u nas to po prostu zaczęło iść w tę stronę. Trzymam kciuki za sobotę Igi, bo tytuł na pewno może pomóc.

Iga już osiągnęła gigantyczny sukces, ale jeśli wygra wielkoszlemowy finał, to chyba łatwiej jej będzie dalej rozwijać karierę? Ktoś może zaprotestować, bo przecież nasze oczekiwania będą wtedy większe. Ale dla Igi, dla jej komfortu, gra w kolejnych latach z już zdobytym tytułem wielkoszlemowym byłaby chyba czymś bezcennym? Natomiast przegrany finał mógłby spowodować, że będzie w niej niecierpliwość.

- Zgadzam się. I na pewno rację ma I na pewno rację ma Tomek Wiktorowski, który w jednym z wywiadów powiedział, że życie Igi teraz się zmieni, że będzie trudniejsze, bo ona już przestanie być nierozszyfrowana.

To z naszej rozmowy, na Sport.pl

- Rzeczywiście. Czytam wszystko, tylko później już czasem nie pamiętam, gdzie czytałem. Iga na pewno będzie musiała się nauczyć żyć z tym, że już ją wszyscy znają. I tu znów przyda się tata, który wiele razy umiał sprowadzać Igę na ziemię. Wracam do Tomasza Świątka, bo pamiętam, że niektórzy jego osobę deprecjonowali, trochę się śmiali z niego i z tego jak dąży do celu. Dziś obok Igi to on jest największym zwycięzcą. Warto też mówić więcej o tym, że rodzice sióstr kładli nacisk na to, żeby się one dobrze uczyły. Iga cały czas miała czerwony pasek, co jest bardzo ważne. Na pewno dzięki inteligencji, wiedzy, ona lepiej myśli na korcie. W trakcie gry czasu jest bardzo mało, trzeba błyskawicznie różne rzeczy analizować i reagować. Jak nie myślisz dobrze w życiu, to na korcie twoje decyzje będą spóźnione. Za chwilę na Idze będą się wzorowali młodzi ludzie, którzy powinni wiedzieć, że tenis tenisem, ale życie poza nim, czyli nauka, rozwijanie pasji, to tak samo ważne sprawy.