Rywalka Igi Świątek: niezmordowana emigrantka Sofia Kenin. Kto ją zlekceważy, ten się prosi o kłopoty

Iga Świątek stanie w finale naprzeciw niewysokiej rywalki, ale bardzo wysokiej przeszkody. Sofia Kenin jest wiecznie niezadowolona z siebie, niezmordowana i bardzo trudno zmusić ją do poddania się. Tak wygrała Australian Open 2020: cały czas o kimś było głośniej niż o niej. Ale puchar zabrała Kenin.

Krąży po korcie jak nieprzystosowany społecznie geniusz: między wymianami drepcze, mówi coś pod nosem, złości się na siebie. Wygląda jakby ciągle żyła jakimś poprzednim zagraniem, nie umiała wyrzucić frustracji z głowy. Gdy przysiada się do niej ojciec i trener Aleksander Kenin - choć nie w Wielkich Szlemach, tu coaching jest nadal niedozwolony - czasem aż się włos jeży od jego kazań. A jednak ona po tym wszystkim wraca na kort jak po miękkim resecie, bez fochów, z jasnym spojrzeniem na mecz. Z reguły myśleniem na korcie wyprzedza rywalkę, ma odpowiedź na jej uderzenie, na zmianę taktyki, na przewagę wzrostu.

Zobacz wideo Porównujemy Igę Świątek i Sofię Kenin. "Większą presję będzie odczuwała Iga"

Sofia Kenin - ona woli, żeby mówić na nią Sonia, a jej deblowa partnerka Bettanie Mattek-Sands mówi "Peter" - przez całą karierę była tenisowym cudownym dzieckiem. Ale w Stanach Zjednoczonych to oznacza ciągłe rywalizowanie z całym zastępem innych cudownych dzieci. Kenin nigdy nie dostała niczego na tacy, nigdy jej nie ogłoszono następną księżniczką tenisa. Nawet gdy wygrała Australian Open 2020 - właściwie w żadnym meczu nie będąc zdecydowaną faworytką - potraktowana została jak sympatyczny wybryk losu. Nigdy przed Australian Open nie dotarła nawet do ćwierćfinału Wielkiego Szlema, nigdy przed tym triumfem nie była w czołowej 10 rankingu i było podejrzenie, że szybko może wrócić, skąd przyszła. Albo przepaść przez kłopoty ze zdrowiem, jak Bianca Andreescu, triumfatorka US Open 2019 i inne niespodziewane mistrzynie. Ale minęło dziesięć miesięcy i Sofia Kenin nigdzie nie zamierza wracać.

Specjalność Sofii Kenin: zamieniać własne kryzysy w płacz rywalek

Przeżywała po drodze rozczarowania, całkiem niedawno w Rzymie została odprawiona przez Wiktorię Azarenkę 6:0, 6:0, a w US Open w czwartej rundzie zaskakująco łatwo przegrała z rozpędzoną wtedy Elise Mertens. Ale otrzepała się i wróciła. Jest drugi raz w finale wielkoszlemowego turnieju i ma w nich w 2020 bilans, którego już nie wolno zlekceważyć: 17 meczów, 16 zwycięstw. Do tego Sofia Kenin, to cudowne dziecko traktowane przez tenis bardzo zwyczajnie, ma jeszcze jedną ważną cechę: szczególnie się mobilizuje na rywalki, które już ogłoszono rewelacją. W Australian Open odprawiła po drodze Coco Gauff (po 6:0 w decydującym secie Gauff schodziła z kortu z płaczem), która ma być przyszłością amerykańskiego tenisa, zepsuła Australijczykom "Barty party", eliminując w półfinale ich ulubienicę, Ashleigh Barty. A w finale pokonała Garbine Muguruzę, mimo że przegrała pierwszego seta. 

To Igą Świątek zachwycają się na razie w Paryżu, nie Sofią Kenin. I to jest dla Kenin wymarzony scenariusz. Ona rośnie z każdym meczem, mobilizuje się w kłopotach. Do trzysetówek w Paryżu zmusiły ją Ludmiła Samsonowa, Ana Bogdan, Fiona Ferro, Danielle Collins, rywalki, przy których miała prawo czuć się faworytką. Ale gdy przyszedł półfinał z faworyzowaną Petrą Kvitową, Amerykanka odprawiła ją w dwóch setach. Z Igą Świątek nie grały jeszcze wśród seniorek. Cztery lata temu w Roland Garros juniorek górą była trzy lata młodsza Polka.

Kenin gra z gwiaździstym sztandarem namalowanym na rakiecie, ma tylko amerykański paszport, ale z ojcem rozmawia na korcie po rosyjsku. A "Dawaj!" wplata w pogadanki z samą sobą między wymianami. Urodziła się w Rosji, a wychowała na Florydzie, jak Maria Szarapowa. Jeśli chodzi o warunki fizyczne, jest na innym biegunie niż Maria, gra dla USA, a nie dla Rosji jak Szarapowa, nigdy jej nie obsypano deszczem kontraktów reklamowych, jak Marię. Ale sporo je łączy. Sofia też przyjechała kiedyś do USA dzięki ojcu, który miał ledwie kilkaset dolarów w kieszeni, ale głowę w chmurach i czuł, że American dream – to o nim.

Potem się okazało, że to jednak o jego córce. Mała Sofia szybko pokazała talent i opowiadała jako dzieciak do kamery o tym, że odłożyła w pewnym momencie lalki Barbie, wzięła rakietę i już się z nią nie chciała rozstać. Była jeszcze w podstawówce, a grała już pokazówki z Sereną Williams i Jimem Courierem. A potem wyskoczyły kolejne cudowne dzieci i wydawało się, że Sonia Kenin już nigdy nie będzie w centrum uwagi.

Sofia Kenin z nagrodą za największy postęp w WTA w 2019

Wyrwała to sobie uporem, mądrą i urozmaiconą grą, rosnącą pewnością siebie, którą można było wychwycić już w 2019, przed wielkim wystrzałem w Australian Open 2020. Z Roland Garros 2019 wyeliminowała Serenę Williams w dwóch setach. Wcześniej w Australian Open mocno wymęczyła w drugiej rundzie rozstawioną z nr 1 Simonę Halep, ale przegrała w trzech setach. Liderki rankingu się w 2019 zmieniały, ale Kenin przed żadną nie czuła respektu: potrafiła wygrać w 2019 i z Barty, i Osaką (w Toronto i Cincinnati). Za cały ubiegły rok dostała nagrodę dla tenisistki, która zrobiła w WTA największy postęp. Oprócz wygranej w marcu 2020 w turnieju w Lyonie wszystkie tytuły w WTA Tour: trzy w singlu (w Hobart, Mallorca Open i Guangzhou International) i dwa w deblu – ostatnio tworzy świetną parę z Bethanie Mattek-Sands – zdobyła właśnie w 2019.

Najlepiej się czuje za końcową linią, ale nie tylko w obronie: mimo skromnych warunków lubi atakować, dyktować warunki meczu. Umie wyszukać słaby punkt u przeciwniczki i atakować go tak wytrwale, aż zrobi swoje. Umie wyciągać się z kłopotów. Tak jak po przegranym secie w finale z Muguruzą w Australian Open, jak wtedy gdy broniła piłek setowych w półfinale z Barty, albo gdy w 2017 w pierwszym wygranym meczu w Wielkim Szlemie pokonała w US Open rozstawioną Lauren Davis, choć w pierwszym secie przegrywała 0:4. Po tym meczu zdecydowała, że studia na uniwersytecie w Miami muszą poczekać, na razie wybierze zawodowstwo w tenisie.

Nie da się pisać o Sofii, nie pisząc o Saszy Keninie. Jego stroje, jego pogadanki podczas coachingu, jego dramy na trybunach, to jest temat na osobną opowieść. To jest tenisowy rodzic w starym stylu. Nie zostawi córki w rękach któregoś ze znanych trenerów, musi wszystkiego dopilnować sam. Stylistów się nie radzi, czasem siada na trybunach ubrany jak na zawody wędkarskie. I spala się z nerwów przy oglądaniu. Czasem mówi Sofii podczas coachingu bardzo przykre rzeczy. Ale mówi też, że to najlepsza córka na świecie.

Trudne życie emigrantów. Ale potem zaczął się amerykański sen

Wielu powątpiewało, czy Sofia wykorzysta w pełni talent, pracując z ojcem jako głównym trenerem. Keninowie posyłali córkę do najlepszych akademii tenisowych, ale decydujące słowo w sprawie jej sportowych wyborów nadal należy do Aleksandra. Od niego córka nauczyła się grać, gdy zabierał ją na swoje amatorskie treningi. Jego upór zdecydował, że zbudowali swój świat w Stanach Zjednoczonych, choć trzeba było do tego dwóch podejść. Najpierw po długich staraniach Keninowie wyrwali się z ZSRR do Nowego Jorku, tam imali się różnych prac, Aleksander dorabiał nocami jako taksówkarz. Wrócili do Moskwy w 1998, gdy miała urodzić się Sonia, bo uznali, że będą potrzebować na początku pomocy swoich rodziców przy opiece nad dzieckiem. Gdy wrócili z małą do USA – „Z Rosją jej prawie nic nie łączy” – odpowiadał Aleksander Kenin na pytania, czy wahali się, dla którego kraju córka ma grać - zakotwiczyli już na stałe Florydzie, w raju tenisa. I American dream w końcu się spełnił. Zdobyła wielkoszlemowy tytuł, została najwyżej notowaną Amerykanką (dziś jest szósta w WTA, od poniedziałku będzie czwarta lub wyżej), została doceniona dobrym kontraktem z Fila i realizuje się przy nim jako przyszła projektantka strojów.

Jak to w jej karierze: to ona jest wielkoszlemową mistrzynią, ale przed finałem w Paryżu głośniej o młodej Polce, która nie straciła tu jeszcze seta. O najniżej notowanej tenisistce (teraz jeszcze 54. WTA, od poniedziałku nie niżej niż 24) w finale Roland Garros od Rumunki Florenty Mihai w 1977. Gdy porównuje się drogę Świątek i Kenin do finału, Polka wydaje się faworytką. Ale gdy się staje przeciw Kenin, rola faworytki bywa wyjątkowym ciężarem.

Masz ciekawy temat związany ze sportem? Wiesz o czymś, co warto nagłośnić? Chcesz zwrócić uwagę na jakiś problem? Napisz do nas: sport.kontakt@agora.pl

Przeczytaj też: