Urodził się w rodzinie bogaczy, która nagle straciła niemal wszystko. Niezwykła historia półfinalisty Rolanda Garrosa

Pradziadek Diego Schwartzmana uciekł z transportu wiozącego polskich Żydów na zagładę. Rodzice Diego stracili niemal cały majątek podczas zawirowań w Argentynie. A sam Diego ze 170 cm wzrostu właściwie nie miał czego szukać w tenisie. Ale właśnie awansował do półfinału Roland Garros.

- Miałem w życiu wiele poważniejszych problemów niż to, że jestem niższy od reszty tenisistów. Cokolwiek mnie spotka w karierze, będzie niczym wobec tego, co przeżyli moi rodzice. A to, co przeżyli moi rodzice, będzie niczym wobec tego, co przeżyli moi dawniejsi przodkowie - mówi Diego Schwartzman, 27-latek z Buenos Aires, który po pięciu godzinach walki i pięciu setach wyeliminował z Roland Garros mistrza US Open Dominika Thiema, swojego przyjaciela i partnera deblowego, i pierwszy raz w karierze zagra w półfinale Wielkiego Szlema.   

Zobacz wideo "Świątek wyciągnęła z US Open wszystko, co się dało. Hurkacz rozczarowaniem"

Schwartzman mierzy ledwie 170 cm. Jest równy wzrostem najniższym tenisistkom, które jeszcze pozostały w grze w Roland Garros 2020, Sofii Kenin i Nadii Podoroskiej, i niższy o 6 cm od Igi Świątek. Poprzednim tak niskim tenisistą w czołówce światowego rankingu (Schwarztman jest dziś 14., ale po Roland Garros pierwszy raz awansuje do czołowej dziesiątki) był Harold Salomon - cztery dekady temu. W XXI wieku najważniejszą postacią argentyńskiego tenisa był Juan Martin Del Porto, blisko dwumetrowa "Wieża z Tandil", mistrz US Open 2009. Tenis rozwijał się w takim kierunku, że niskim zawodnikom i zawodniczkom coraz trudniej było się w nim odnaleźć. Ale wielki talent zawsze znajdzie sposób, jak wspomniana już Kenin, zwyciężczyni ostatniego Australian Open. Schwartzman nigdy nie tłumaczył swojej trudnej drogi do czołówki mikrymi warunkami fizycznymi. - Mogłem tu nie dotrzeć. Ale to nie ma nic wspólnego z moim wzrostem - mówił kilka miesięcy temu w poruszającym wywiadzie dla strony ATP Tour.  

Cud uratował pradziadka: wagon odczepił się od transportu do obozu koncentracyjnego 

Schwartzmann to ze strony matki potomek polskich Żydów, a ze strony ojca - potomek Żydów rosyjskich. Chodził do hebrajskiej szkoły, tenisa uczył się w klubie Nautico Hacoaj (hakoach znaczy - siła), założonym w początkach XX wieku przez Żydów, których w tamtych czasach w Buenos Aires nie przyjmowano do nieżydowskich klubów sportowych. Jego pradziadkowie przypłynęli do Argentyny po drugiej wojnie światowej. A pradziadek ze strony matki, Abraham Tuchsznajder, cudem uratował się z transportu do obozu koncentracyjnego. Wagon, w którym był zamknięty, odczepił się i pradziadek zdołał uciec, zanim Niemcy zorientowali się, co się stało. Uciekał z transportu z trójką przyjaciół, z którymi los go złączył na całe życie. Wszyscy razem wyemigrowali po wojnie do Argentyny. - Gdy pradziadkowie przypłynęli, nie znali słowa po hiszpańsku, tylko jidysz. Nie było łatwo wymyślić nowe życie po wojnie. Ale zrobili to. Dlatego uważam się za szczęściarza - mówi Diego.  

Schwartzman: urodzony w rodzinie bogaczy, która potem straciła niemal wszystko 

Jego przodkowie ułożyli sobie to nowe życie w Argentynie tak dobrze, że Diego - rocznik 1992, imię dostał po Maradonie, próbował sił również w piłce, kibicuje Boca Juniors - urodził się w rodzinie bogaczy. Rodzice mieli firmę odzieżową i jubilerską, daczę w Urugwaju, kolekcję samochodów. Ale przyszły zawirowania gospodarcze, ograniczenia importu i eksportu: firmy upadły, Schwartzmanowie stracili majątek. Gdy Diego zaczął pokazywać talent do tenisa, z majątku zostały resztki, wyprzedawane, żeby sfinansować podróże na turnieje. Do tego doszła diagnoza lekarzy, że Diego nie urośnie wyższy niż 170 cm i może tenis nie jest dobrym wyborem. Schwartzmanowie, w przeciwieństwie do rodziców Leo Messiego, nigdy nie zdecydowali się na kurację hormonalną. - Bałam się. Jestem przeciw takim kuracjom. W duchu czułam, że i bez tego Diego da radę. Powiedzieliśmy sobie z mężem, że po prostu będzie się musiał starać bardziej niż inni - opowiada Silvana Schwartzman. 

Najpierw to rodzice nie pozwolili, by syn zwątpił w swoje marzenia, a potem znaleźli się ludzie, którzy uwierzyli w jego talent i pomogli finansowo. Ale to była cały czas kariera w drugim szeregu argentyńskiego tenisa. Nawet gdy Diego wygrał już w 2016 pierwszy turniej ATP, w Stambule, a z Argentyną Puchar Davisa. We wrześniu 2019, po awansie do ćwierćfinału US Open (był najniższym ćwierćfinalistą od 1994) Schwartzman został najwyżej notowanym Argentyńczykiem, przypominał, że najlepszy jest nadal Del Potro, że to on nadal niesie sztandar argentyńskiego tenisa i kłopoty wywołane kontuzjami tego nie zmienią.

Ale teraz Diego już nie musi sobie umniejszać. Po wielkim rozczarowaniu w US Open, z którego odpadł już w pierwszej rundzie, z nierozstawionym Cameronem Norriem, pokazuje znakomitą formę na mączce. W poprzedzającym Roland Garros turnieju w Rzymie wyeliminował w dwóch setach samego Rafaela Nadala po meczu, który nazwał najlepszym w karierze. Przegrał dopiero w finale z Novakiem Djokoviciem. W Roland Garros 2020 do meczu z Thiemem nie stracił seta. W półfinale zmierzy się Rafaelem Nadalem.

Przeczytaj także: