Kontrowersyjny pomysł organizatorów Roland Garros. Turniej z kibicami, we Francji rekordy zakażeń

We Francji padają rekordy zakażeń koronawirusem, a organizatorzy nadchodzącego Roland Garros chcą wpuścić kibiców na trybuny. - Mam nadzieję, że najpierw dobrze zabezpieczą zawodników, zanim zaczną zarabiać - mówi Wiktoria Azarenka. Obaw nie kryje także Rafael Nadal. Trwający Tour de France powinien być ostrzeżeniem dla władz turnieju w Paryżu.

27 września rozpocznie się wielkoszlemowy Roland Garros. Eliminacje do paryskiego turnieju rozpoczną się tydzień wcześniej. Impreza w stolicy Francji - w przeciwieństwie do zakończonego w niedzielę w Nowym Jorku US Open - odbędzie się przy ograniczonej liczbie widzów na trybunach. Organizatorzy zamierzają wpuścić na widownie kibiców, choć w tym samym czasie we Francji padają rekordy zakażeń na koronawirusa. W ostatnią sobotę potwierdzono 10 561 nowych przypadków. To najwyższy dobowy przyrost we Francji od początku wybuchu pandemii. Wcześniej rekord należał do poprzedniego czwartku, gdy naliczono 9843 przypadki.

Zobacz wideo "Świątek wyciągnęła z US Open wszystko, co się dało. Hurkacz rozczarowaniem"

Francja walczy z drugą falą pandemii

Łącznie we Francji zdiagnozowano już ponad 387 tys. zakażonych (13. miejsce na świecie), z czego zmarło ponad 30 tys. osób (7. miejsce). Podobnie duże przyrosty notują obecnie tylko Indie, Rosja, USA i Iran. Od początku sierpnia, gdy nadchodziła druga fala zakażeń, wiele miast we Francji przywróciło obowiązek noszenia masek we wszystkich miejscach publicznych. Za brak maski grozi mandat do 135 euro. Premier Jean Castex przekazał, że prawie połowa z 96 departamentów, na które podzielona jest Francja, zostało zaliczonych do czerwonej strefy. Jednocześnie francuskie media informują, że władza nie chce przywrócić lockdownu, ale może być do tego zmuszona. W lipcu skrócono kwarantannę z 14 do 7 dni.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, nastąpiły też zmiany w przeprowadzaniu testów. - Od 25 lipca każdy Francuz może się przebadać za darmo, bez skierowania lekarskiego i w dowolnie wybranym miejscu. Upowszechnienie testów przyniosło jednak skutek uboczny w postaci długich kolejek i zakorkowania laboratoriów. Premier zarządził zatem przyznanie priorytetu osobom mającym symptomy zakażenia i tym, które miały bezpośredni kontakt z chorymi, a także personelowi medycznemu. Laboratoria wyznaczą przedziały czasowe zastrzeżone tylko dla nich - czytamy w „GW”.

Tak duża liczba przypadków to efekt testów przeprowadzanych na masową skalę. W ostatnim tygodniu Francuzi robili ich ponad 140 tys. dziennie. Dla porównania w Polsce w poniedziałek wykonano ich 12 tys. Jak w takich warunkach organizować turniej tenisowy z kibicami?

Roland Garros chce grać z kibicami

Władze Francuskiej Federacji Tenisowej poinformowały kilka dni temu o szczegółach. Bilety są sprzedawane tylko na korty imienia Philippe’a Chaterier (kort główny), Suzanne Lenglen i Simone Mathieu. Na dwa pierwsze obiekty może wejść maksymalnie po pięć tysięcy widzów, a na ostatni 1,5 tys. Rozpoczynający się za niecałe dwa tygodnie Roland Garros codziennie będzie mogło odwiedzić maksymalnie 11,5 tys. osób. Początkowo liczono, że uda się zapełnić trybuny w 50 procentach, co oznaczałoby 20 tys. kibiców dziennie. Ostatecznie ma być ich mniej, a każda z osób będzie musiała nosić maskę. Nowe zasady mają ograniczyć gromadzenie się kibiców i zwiększyć bezpieczeństwo.

Początkowo otwarte mistrzostwa Francji w tenisie miały rozpocząć się pod koniec maja, ale z powodu pandemii zostały przełożone na przełom września i października. Zawodnicy, podobnie jak w US Open, podlegać będą ścisłemu rygorowi sanitarnemu. Ich aktywność będzie ograniczona do meczów i treningów. Co kilka dni mają przechodzić testy. Zamieszkają w dwóch hotelach, a od tej zasady nie będzie wyjątków jak w Nowym Jorku, gdzie np. Novakowi Djokoviciowi i Serenie Williams pozwolono wynająć apartament na własną rękę. Udział w paryskim turnieju ma zapewniony troje naszych singlistów: Magda Linette, Iga Świątek i Hubert Hukacz. Na ten moment do stolicy Francji nie przylecą Roger Federer, Nick Kyrgios i liderka rankingu WTA Ashleigh Barty.

Obawy tenisistów

Obaw przed wpuszczaniem kibiców na trybuny w Paryżu nie kryją tenisiści. - Mam nadzieję, że organizatorzy Roland Garros najpierw dobrze zabezpieczą zawodników, zanim zaczną zarabiać - powiedziała po półfinałowym zwycięstwie w US Open nad Sereną Williams Wiktoria Azarenka.

Nie potrafię przewidzieć, co się wydarzy w Paryżu. Zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja z koronawirusem. Trzeba czekać - dodał Rafael Nadal, pytany podczas turnieju w Rzymie czy kibice powinni być wpuszczani na trybuny Roland Garros. - Miejmy nadzieję, że będziemy tak bezpieczeni jak w Nowym Jorku - powiedziała Simona Halep, wiceliderka rankingu.

Sport a bezpieczeństwo

Od początku wybuchu pandemii wydarzenia sportowe kilkukrotnie przyczyniały się do wzrostu liczby zakażeń. Tak było chociażby we Włoszech i w Hiszpanii, gdy pod koniec lutego Atalanta Bergamo zmierzyła się w Mediolanie z Valencią przy komplecie 40 tys. widzów w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Także cykl turniejów Adria Tour organizowany w czerwcu na Bałkanach przez Novaka Djokovicia przyniósł przypadki zakażeń wśród zawodników i kibiców.

Z kolei w marcu, gdy trwała już pandemia, odbyły się wybory samorządowe we Francji. Wzrosła po nich liczba zanotowanych przypadków, czego obawiał się Wojciech Fibak mieszkający na stałe w Monako. - W ostatnią niedzielę ponad 20 mln Francuzów poszło na wybory mimo pandemii. To nie do uwierzenia - mówił wówczas w rozmowie ze Sport.pl najlepszy polski tenisista w historii.

Częściowo można zrozumieć organizatorów Roland Garros, bo na braku kibiców tracą nie tylko oni (brak wpływów z biletów), ale także sam tenisiści. Przed US Open cieszyliśmy się na powrót wielkiego tenisa, ale po imprezie w Nowym Jorku wiemy, jak nieobecność widzów wpływa na odbiór całej imprezy. Fanów brakowało np. w decydujących fragmentach finału Dominic Thiem - Alexander Zverev, gdy emocje sięgały zenitu. Z drugiej strony kwestie bezpieczeństwa wydają się być priorytetowe. Tym bardziej we Francji, gdzie od kilku dni w ścisłym rygorze sanitarnym trwa kolarski Tour de France, a mimo to kibice nie zawsze przestrzegają ustalonych zasad.

Tour de France ostrzeżeniem dla Roland Garros

Startujące w TDF grupy muszą bardzo się pilnować, bo jeśli w jednej z nich dwóch kolarzy zachoruje na koronawirusa, cala ekipa zostanie wykluczona z wyścigu. Nie pomagają w tym kibice, którzy gromadzą się przy trasie poszczególnych etapów, nie zawsze w maskach na twarzy. - Gdy zobaczyłem tych wszystkich kibiców, pomyślałem najpierw: to jest Tour de France. Sekundę później dotarło do mnie: cholera, to nie jest dobre - powiedział Nicolas Roche z ekipy BMC Racing po sobotnim etapie, cytowany przez portal nu.nl.

Przed startem Tour de France organizatorzy wyścigu apelowali do kibiców, którzy będą stali przy trasie, o noszenie masek i zachowanie dystansu społecznego. Wychodzi z tym różnie. Michał Kwiatkowski z ekipy INEOS podczas ostatniego podjazdu na ósmym etapie wskazywał gestem kibicom, aby założyli maski i trzymali dystans. Zdjęcie przedstawiające Kwiatkowskiego opublikował na Twitterze Sven Nys, manager belgijskiej grupy Telenet-Fidea Lions. - Jako kolarz i ekipa będziesz codziennie przechodził testy, nie będziesz mógł opuszczać hotelu, będziesz musiał się pilnować. A potem patrzysz, jak inni nie przestrzegają zasad - napisał Nys.

- Na przełęczy Peyresourde było zdecydowanie za dużo ludzi - przyznał Roche. - Bardzo dobrze, że Kwiatkowski wykonał ten gest. Nie miałem już na to siły. Ważne jest, aby dalej rozpowszechniać apel, by kibice nosili maski - dodał Roche.

Przeczytaj też: