Najdziwniejszy turniej Wielkiego Szlema w historii. "Nigdy o nim nie zapomnę"

Za nami US Open, najdziwniejszy turniej wielkoszlemowy w historii. Turniej, w którym tenisistki przyćmiły tenisistów, zasady dyktowała pandemia, a zwycięzca kończył finał, kulejąc. - Nigdy o nim nie zapomnę - powiedział Novak Djoković.

Po prawie półrocznej przerwie spowodowanej pandemią wrócił wielki tenis. W niedzielę w Nowym Jorku zakończył się US Open. Okoliczności sprawiły, że był to najdziwniejszy turniej wielkoszlemowy w historii. Bez kibiców, z zawodnikami w większości skoszarowanymi w hotelach, bez wielu gwiazd.

Zobacz wideo "Świątek wyciągnęła z US Open wszystko, co się dało. Hurkacz rozczarowaniem"

Turniej tak dziwny, jak jego finał

Finał męskiego turnieju był tak wyjątkowy, jak cały tegoroczny US Open. Zmierzyli się w nim Dominic Thiem i Alexander Zverev. Taki skład osobowy finału byłby praktycznie niemożliwy, gdyby Rafael Nadal i Roger Federer przylecieli do Nowego Jorku, a Novak Djoković nie został zdyskwalifikowany w 4. rundzie. Zwycięzcą okazał się Thiem, choć w finałowym spotkaniu przegrywał 0:2 w setach, a w piątej partii nie mógł chodzić. Austriak został pierwszym mistrzem Wielkiego Szlema urodzonym w latach 90.

Pandemia koronawirusa miała duży wpływ na tegoroczne zmagania tenisistów w Nowym Jorku. Oprócz Nadala i Federera u mężczyzn nie zagrali m.in. ubiegłoroczny ćwierćfinalista Gael Monfils, 11. na świecie Fabio Fognini, trzykrotny triumfator wielkoszlemowy Stan Wawrinka, Nick Kyrgios i Jo-Wilfried Tsonga. Jeszcze większe braki były u kobiet. Nie wystąpiły: liderka rankingu WTA Ashleigh Barty, wiceliderka Simona Halep, piąta na świecie Elina Svitolina, ubiegłoroczna zwyciężczyni Bianca Andreescu, światowa siódemka Kiki Bertens, dziewiątka Belinda Bencić i doświadczona Swietłana Kuzniecowa. Marion Bartoli, zwyciężczyni Wimbledonu z 2013 roku, przekonywała, że "nie możesz nazwać Wielkim Szlemem turnieju, w którym nie wystąpi tak wiele gwiazd". Francuzka twierdziła, że tegoroczne zwycięstwa będą mniej prestiżowe niż zwykle.

Pozytywne zaskoczenie w turnieju kobiet

Być może jest tak w przypadku męskiego turnieju, gdzie poziom półfinałów i finału zdecydowanie rozczarował. Thiem i Zverev w finale popełnili łącznie ponad 100 niewymuszonych błędów. Jednak w turnieju pań na fajerwerki nie mogliśmy narzekać. Półfinały Jennifer Brady - Naomi Osaka, Serena Williams - Wiktoria Azarenka oraz finał Azarenka - Osaka stały nie tylko na niezwykle wysokim poziomie, ale były też bardzo dramatyczne. Pierwszy raz od lat to rywalizacja tenisistek była w Wielkim Szlemie bardziej pasjonująca. Pojawiły się nawet głosy, iż szkoda, że zawodniczki nie grają w imprezach wielkoszlemowych do trzech wygranych setów. Taki pięciosetowy pojedynek Osaka - Azarenka pasowałby jak nigdy.

Wyjątkowy reżim sanitarny

Z powodu zagrożenia epidemiologicznego na trybunach kortów Flushing Meadows nie było kibiców. Zawodnicy to rozumieli, ale wielu narzekało na brak wsparcia publiczności. W piątym secie finału Thiem - Zverev, gdzie emocje sięgały zenitu, cisza wokół kortu była aż nienaturalna. To ma się zmienić w Roland Garros, który rusza już 21 września. Organizatorzy paryskiej imprezy zamierzają częściowo zapełnić trybuny. Pytanie, czy wzrastająca liczba przypadków zakażeń we Francji nie pokrzyżuje im tego planu. Po US Open można zrozumieć, dlaczego Francuzi tak bardzo naciskają na obecność kibiców. Raz, że to zysk finansowy dla organizatorów, a dwa, że wielki tenis bez widzów siedzących wokół kortu trochę traci na wielkości.

Surowy reżim sanitarny sprawił, że tenisiści mogli zabrać do Nowego Jorku tylko trzyosobowy sztab. Zverev po finale narzekał, że z tego powodu nie przylecieli jego rodzice. Jako rozstawiony i tak miał lepiej, bo mógł korzystać z loży na Arthur Ashe Stadium. Najlepsi zawodnicy spędzali w takiej loży prawie cały czas z wyłączeniem treningów na korcie. Do dyspozycji mieli tam własną siłownię, kuchnię oraz balkon. Kamery Eurosportu nie raz pokazywały, jak Thiem czy Osaka oglądali pojedynek rozgrywany akurat na głównym nowojorskim korcie. Kolejny niecodzienny widok, którego wcześniej w Wielkim Szlemie nie było. Jak duża była to korzyść dla rozstawionych zawodników, najlepiej świadczą słowa Tomasza Świątka, ojca Igi. - Przebywanie przez dłuższy okres tylko na trasie hotel - korty jest męczące. Iga mogła tylko spać, jeść i grać. Nigdzie wyjść. Bardzo ciężka i nietypowa sytuacja. Jeszcze gdyby ktoś tak musiał za karę funkcjonować, ale gdy zgadzasz się na to na własne życzenie, to tym bardziej jest męczące - mówił Świątek w rozmowie ze Sport.pl.

Największe zamieszanie w związku z reżimem sanitarnym dotknęło francuskich tenisistów, którzy mieli kontakt z zakażonym Benoitem Pairem. On został wykluczony, oni początkowo mogli grać dalej, ale ostatecznie dopuszczono tylko niektórych. I tak Adrian Mannarino mógł zmierzy się z Alexandrem Zverevem w trzeciej rundzie singla, a Kristina Mladenović grająca w parze z Węgierką Timeą Babos, najwyżej rozstawione w rywalizacji deblistek, zostały wykluczone z turnieju. Mladenović nie mogła pogodzić się z tą decyzją. - Żyję w jakimś koszmarze. Spędziłam z Paire łącznie jakieś półtorej godziny. Godzina treningu się nie liczy, bo byliśmy po przeciwnych stronach kortu, więc wszystko przez te pół godziny gry w karty. Oczywiście, że byliśmy w maskach - mówiła Mladenović. Organizatorzy US Open byli niewzruszeni. Podobnie jak wtedy, gdy zawodnik na korcie prosił o pomoc fizjoterapeutę. Mógł ją uzyskać tylko, gdy założył maskę i specjalne okulary. Mimo wielu ograniczeń pojawiały się głosy, że trzeba się cieszyć z tego, co jest. Jeszcze w połowie sierpnia nie było jasne, czy US Open uda się rozegrać, a Zverev pytany o występ w Nowym Jorku twierdził, że wolałby nie przyjeżdżać.

Historyczna dyskwalifikacja Djokovicia i dziwaczne zwolnienie trenera

Co jeszcze zapamiętamy z US Open 2020? Oczywiście dyskwalifikację Novaka Djokovicia. Serb miał niewiarygodnego pecha, że po zakończeniu gry trafił piłką w krtań sędzię liniową. Organizatorzy nie mieli jednak wyjścia - zgodnie z przepisami musieli go zdyskwalifikować. Djoković pytany o to zdarzenie przyznał w poniedziałek, że prawdopodobnie nie zapomni o nim już do końca kariery. Jeszcze w czasie US Open doszło do zwolnienia trenera w najdziwniejszych możliwych okolicznościach. Z Saszą Bajinem rozstała się Ukrainka Dajana Jastremska. Dlaczego? Otóż kilka dni wcześniej po porażce z Naomi Osaką w Cincinnati Jastremska miała pretensje do Bajina, że pogratulował zwycięstwa Japonce. - Gratulacje dla Naomi Osaki. Była dziś lepszą zawodniczką. Powodzenia w dalszej części turnieju - napisał Niemiec na Twitterze. - Zawsze myślałam, że w twoich oczach pozostanę najlepszą zawodniczką na korcie, nawet jeśli przegram - odpowiedziała Ukrainka, która po porażce w drugiej rundzie US Open rozstała się z Bajinem.

Wielki sukces tenisowych mam

US Open 2020 to także wielki sukces tenisowych mam. Pierwszy raz w historii Wielkiego Szlema do ćwierćfinału awansowały trzy tenisistki, które wcześniej urodziły dziecko. Największy wyczyn dokonała 33-letnia Cwetana Pironkowa, która doszła do najlepszej ósemki turnieju, choć w tenisa nie grała przez ostatnie trzy lata. W półfinale odpadła 38-letnia Serena Williams, kolejna z mam. W finale była 31-letnia Wiktoria Azarenka. Białorusinka wraca do wielkiej formy po przerwie, gdy zamiast na tenisie musiała skupić się na walce o prawo do wychowywania syna.

To był też dziwny turniej dla polskich tenisistów. Kamil Majchrzak miał grać w pierwszej rundzie z Benoitem Pairem. Gdy wyszło, że Francuz ma koronawirusa, nowym rywalem Polaka został Hiszpan Marcel Granollers. Ten jednak zrezygnował, bo wolał skupić się na deblu. Ostatecznie dopiero kilka godzin przed meczem Majchrzak poznał ostatecznego przeciwnika. Był nim reprezentant gospodarzy Ernesto Escobedo. Okoliczności trudne, ale i tak nie tłumaczą w pełni trzysetowej porażki ze 185. na świecie tenisistą. Rozczarowaniem był również występ Huberta Hurkacza, który odpadł w drugiej rundzie. Lepiej wypadły Magda Linette i Iga Świątek - obie doszły do trzeciej rundy. Świątek pokazała dwa różne oblicza, bo w drugim meczu z Sachią Vickery popełniła ponad 60 niewymuszonych błędów, a w kolejnym z Wiktorią Azarenką długimi fragmentami była równorzędną rywalką dla faworyzowanej Białorusinki. 

Przeczytaj też: