Odrodzenie Eugenie Bouchard! "Już nie czuję, że muszę codziennie wrzucać zdjęcia mojego tyłka"

Mogło umknąć, ale Eugenie Bouchard nadal gra w tenisa. Awansowała do półfinału w Stambule, to jej pierwszy taki sukces od dwóch lat. W ratowaniu kariery pomogli Steffi Graf i Andre Agassi. - Może się starzeję? - mówi Kanadyjka. - Już nie czuję, że muszę codziennie wrzucać zdjęcia mojego tyłka.

Była kiedyś piątą rakietą świata, grała w finale Wimbledonu, trzy kolejne turnieje Wielkiego Szlema kończyła w czołowej czwórce, a marketingowcy szacowali, że na rynku reklamowym będzie gdzieś między Neymarem a Usainem Boltem. Teraz wraca po wielkiej zapaści. Nie była w finale żadnego turnieju od czterech lat, w ubiegłym sezonie przegrała 13 meczów z rzędu, wypadła poza trzecią setkę rankingu. Nie dawała o sobie w tym czasie zapomnieć: a to odważne zdjęcia, a to opowieści o randkach, a to charytatywna randka, a to reklama portalu randkowego. Jak tłumaczy, tak sobie życzą sponsorzy i nie zamierza tego zmieniać. Mówi, że gdy wygrywała, ludzie ją kochali za to, co wrzucała do sieci. Kiedy zaczęła przegrywać, za to samo jej nienawidzą.  

Zobacz wideo "Świątek wyciągnęła z US Open wszystko, co się dało. Hurkacz rozczarowaniem"

"Zamiast tyć na sofie, wzięłam się do treningów"

Kiedyś zabiegali o jej start szefowie turniejów z całego świata, teraz nawet w eliminacjach nie jest faworytką. W tym roku nie przebrnęła kwalifikacji do Australian Open, na miejsce w drabince US Open nie miała szans. Ale po pandemii wróciła odmieniona. Z sierpniowego turnieju w Pradze odpadła dopiero w ćwierćfinale z Elise Mertens, późniejszą ćwierćfinalistką US Open. Zmusiła Belgijkę do trzysetowego pojedynku. Wcześniej pokonała Weronikę Kudermietową, numer 40 na świecie, i Tamarę Zidansek, nr. 72. A teraz w Stambule gra jeszcze lepiej. W piątek pierwszy raz od dwóch lat awansowała do półfinału turnieju WTA Tour, pokonała w trzech setach Czarnogórkę Dankę Kovinić. Ale jeszcze głośniej było o niej dzień wcześniej, gdy też po trzysetowym, pełnym zwrotów akcji meczu, po dwóch tiebreakach, wyeliminowała turniejową jedynkę, Swietłanę Kuzniecową. Tak wysoko notowanej rywalki - 34. WTA - nie pokonała od 2018 roku.  

Zaczynała turniej w Stambule od eliminacji, w których musiała pokonać Szwajcarkę Leonie Kung, też wyżej notowaną od niej i ostatnio w dobrej formie. A w sobotę o 13:30 zagra o finał i nie będzie bez szans w meczu z Hiszpanką Paulą Badosą Gibert. Odmieniona Bouchard zaskakuje przygotowaniem fizycznym i pewnością siebie na korcie. W pewnym momencie meczu z Kuzniecową roztrwoniła dużą przewagę, ale nie dała się złamać. W półfinale z Kovinić początkowo nogi w ogóle jej nie niosły, potem miała problem z barkiem, ale w trzygodzinnej walce dopilnowała awansu. - Podczas pandemii miałam do wyboru siedzieć w domu i tyć na sofie, albo wziąć się za siebie. Przygotowanie fizyczne było u mnie do poprawy - opowiada. 

W Las Vegas z Agassim i Steffi Graf

Już jesienią ubiegłego roku zaczęła pracować z Gilem Reyesem, trenerem przygotowania fizycznego, któremu sławę zapewniła praca z Andre Agassim. Agassi i jego żona Steffi Graf też czasem grają z nią treningowo w Las Vegas, gdzie Bouchard przeniosła się, by ćwiczyć pod okiem Reyesa. - Jest najlepszym na świecie specjalistą od treningu kondycyjnego - chwali go. Jej sparingpartnerką w Vegas bywa też Asia Muhammad, półfinalistka obecnego US Open w deblu. A od wiosny Bouchard współpracuje też z Rennae Stubs, kiedyś deblistką numer jeden na świecie i byłą trenerką Karoliny Pliskovej. Jak przyznała w podcaście magazynu tennis.com, jej nastawienie do niektórych spraw się zmienia.  - Może się starzeję. Już nie czuję, że muszę codziennie wrzucać zdjęcie mojego tyłka - mówiła.  

Bouchard ma dopiero 26 lat i próbuje nawiązać do swoich najlepszych czasów na korcie, sprzed 6 lat. Mówi, że z wiekiem nauczyła się doceniać to, że sport jest tak fantastycznym zajęciem. Na początku, gdy była cudownym dzieckiem i wygrywała juniorski Wimbledon, a potem grała tam w finale wśród seniorek, to było dla niej oczywiste. Potem przyszło zniechęcenie, które udało się teraz odpędzić. - Nawet radość po zwycięstwie przypomina 2014 rok - napisał po zwycięstwie nad Kuzniecową komentujący tenis w portugalskiej TV Jose Morgado, nawiązując do najlepszego sezonu w karierze Bouchard, tego z trzema półfinałami Wielkiego Szlema. - Pora wracać z emerytury: Ana, Caro, Aga, Maria - napisał o gwiazdach sprzed kilku lat: Ivanović, Woźniackiej, Radwańskiej i Szarapowej.  

Dzięki wynikom w Pradze Bouchard wróciła do trzeciej setki rankingu, a dzięki punktom ze Stambułu dostanie się do drugiej. Ale to nadal za nisko, żeby wystartować w kwalifikacjach Roland Garros. Pozostaje jej liczyć na dziką kartę. Dla byłej półfinalistki French Open, która pokazała już w tym roku, że daną jej szansę potraktuje poważnie.  

Przeczytaj także: