Piekielnie trudne zadanie Igi Świątek. "To był kosmos. Przejechała się po niej jak walec"

- Umówmy się: Iga grała słabo - mówi Dawid Celt. W piątek Iga Świątek zwycięsko dokończyła mecz z Sachią Vickery w drugiej rundzie US Open. W sobotę z Wiktorią Azarenką będzie musiała zagrać zupełnie inaczej. - Powiem szczerze: myślałem, że jest już po Azarence, tymczasem oglądałem jej mecz z Sabalenką i to był kosmos. Przejechała się po niej jak walec - dodaje kapitan reprezentacji Polski w Pucharze Federacji, a prywatnie mąż Agnieszki Radwańskiej. Według rozkładu Świątek i Azarenka wyjdą na kort ok. północy.

Iga Świątek - Sachia Vickery 6:7, 6:3, 6:4 - wynik meczu drugiej rundy US Open wygląda o wiele lepiej, niż wyglądała gra polskiej 19-latki.

W czwartek Iga przegrała pierwszego seta, mimo że w tie-breaku prowadziła 5:0 (od tego momentu straciła siedem punktów z rzędu). Chwilę później mecz przerwał deszcz.

Spotkanie dokończono w piątek. Notowana na 53. miejscu w rankingu WTA Świątek znów bardzo męczyła się z dopiero 160. Amerykanką, ale w końcu zdołała wygrać. W trzeciej rundzie Iga zagra z byłą liderką zestawienia, Wiktorią Azarenką (dziś 27 WTA). Białorusinka to dwukrotna finalistka US Open, a jej największymi sukcesami w karierze są dwa wygrane turnieje Australian Open.

Łukasz Jachimiak: Iga Świątek awansowała do trzeciej rundy US Open, mimo że w meczu z Sachią Vickery popełniła aż 69 niewymuszonych błędów. Rzadko zdarza się wygrać, mając takie statystyki, prawda?

Dawid Celt, kapitan reprezentacji Polski w Pucharze Federacji, były tenisista, komentator: Rzeczywiście liczba niewymuszonych błędów Igi jest bardzo duża. I trochę niepokojąca. Na pewno ten mecz, delikatnie mówiąc, nie stał na wysokim poziomie. Ale najważniejsze, że Iga ten mecz wygrała. Potwierdziło się, że jest jeszcze tenisistką nieprzewidywalną. Potrafi zagrać fajne, solidne spotkanie, jak w pierwszej rundzie z Kudermietową, a za chwilę przychodzi mecz z Vickery, gdzie jest zdecydowaną faworytką, i dźwiga ten ciężar, ale z wielkim trudem. Oczywiście podkreślam, że jednak dźwiga, to jest najważniejsze. Widziałem wiele takich meczów jak Igi z Vickery kończących się tak, że zwycięstwo faworyzowanym zawodniczkom uciekało. Iga sobie poradziła. Koszt duży, tak. Mogła wygrać to spotkanie dużo łatwiej, dużo szybciej. Była lepsza, to było widać gołym okiem, ale brakowało jej spokoju, wyrachowania i chyba też odpowiedniej taktyki. Za szybko chciała wszystko zrobić, za bardzo się spieszyła, stąd aż tyle błędów. A przecież Vickery ani nie serwowała dobrze, ani nie generowała prędkości z głębi kortu, nie miała niczego, czym mogłaby Idze zagrozić.

Statystyki pokazują, że ze swoich 114 wygranych punktów Vickery znacznie mniej sama wywalczyła (45) niż dostała w prezencie od Igi (podkreślmy jeszcze raz: Polka zrobiła aż 69 niewymuszonych błędów).

- Dokładnie. Idze brakowało cierpliwości, wyrachowania, wyczekania odpowiedniego momentu do ataku. Vickery wiele piłek przebijała, ale bezpiecznie, nie robiła Idze żadnej krzywdy, a Iga się niecierpliwiła i psuła. Grała za szybko, za ostro i jeżeli w trzeciej rundzie z Azarenką chce powalczyć, to musi wejść na wyższy poziom.

Może, prawda?

- Wiemy, że stać ją na to, żeby grać lepiej, na wysokim poziomie. Brakuje jej ogrania, ale jak wszystkim w tym roku, bo przerwa przez pandemię koronawirusa była bardzo długa.

Wiktorii Azarence ta przerwa chyba bardzo się przydała. Dopiero co wygrała przeniesiony do Nowego Jorku turniej z Cincinnati, teraz w US Open w drugiej rundzie zmiotła z kortu swoją rodaczkę Arynę Sabalenkę 6:1, 6:3, a przecież młodsza z Białorusinek była rozstawiona z numerem 5.

- Powiem szczerze: myślałem, że jest już po Azarence, że gra, bo gra, bo może lubi, bo chce, ale że już nie osiągnie wielkiej formy. Tymczasem ona gra jak za swoich najlepszych czasów. Oglądałem jej mecz z Sabalenką i to był kosmos. Poziom bardzo wysoki, widać było koncentrację i determinację, widać, że ona jest głodna dużego sukcesu, skupiona na celu i ona do tego celu zmierza. Podbudowała się zwycięstwami, zobaczyła, że może wygrywać z czołowymi zawodniczkami i znowu oglądamy Azarenkę grającą kapitalny tenis. Po Sabalence się przejechała jak walec. Grała blisko linii, szybko po koźle, wchodziła w kort, wchodziła na piłkę, nie dekoncentrowała się, nie popełniała błędów.

Przypomniały się Panu jej mecze z pańską żoną?

- Oczywiście, to dobra znajoma Agnieszki z kortów. Było mnóstwo meczów Azarenka - Radwańska. Myślę, że ona poukładała sobie różne rzeczy i złapała wewnętrzny spokój. Wiemy, że miała mnóstwo problemów natury osobistej [długo walczyła o prawo do opieki nad swoim dzieckiem] pokonała je i teraz pokazuje, że nie zapomniała, jak się gra w tenisa. Pironkowa też powiedziała, że to, że jest mamą, nie znaczy, że zapomniała jak się gra. Coś w tym jest.

To może i Agnieszka Radwańska za jakiś czas zechce pokazać, że nie zapomniała?

- Na razie nie ma takich planów.

Iga ma coś, czym może zaskoczyć Azarenkę? Może wyjść i zagrać taki tenis, że Białorusinka nie znajdzie odpowiedzi?

- Iga jest przede wszystkim bardzo waleczna, charakterna i nie pęka. Umówmy się: z Vickery grała słabo, a nie wyprowadziło jej to z równowagi. Poza tym posiada dużą siłę gry, potrafi siać spustoszenie uderzeniami z głębi kortu. Jeżeli będzie miała dobry dzień, będzie dobrze serwować, dobrze wejdzie w mecz i nie da Azarence odskoczyć, to na pewno może powalczyć. Na pewno bym Igi nie skreślał, ale stoi przed bardzo trudnym zadaniem. Ważne jest jeszcze to, że presji na Idze teraz będzie mniej. Z Kudermietową i Vickery musiała wygrać, trzeba było te dwie rundy szarpnąć. Teraz presja przeniesie się na Azarenkę, a Iga może z tego skorzystać. Tylko musi się wznieść na swój wysoki poziom.