Boris Becker oskarża Niemców i broni swoje dzieci. "Dlaczego?"

Boris Becker od lat kojarzy się głównie z hulaszczym trybem życia, unikaniem podatków i nieudanymi interesami. Ten wizerunek powoli jednak się zmienia. Legendarny tenisista zaangażował się w ruch Black Lives Matter. Krytykuje przy tym swoich rodaków, pytając: "Dlaczego staliśmy się krajem rasistów?". Becker w walce z rasizmem jest wyjątkowo autentyczny.

Boris Becker brał udział w demonstracjach przeciwko rasizmowi w Londynie. Jego zaangażowanie w ruch Black Lives Matter spotkało się z wieloma negatywnymi komentarzami. Zamieszczono je m.in. pod postem, który Becker wrzucił na Twitterze. Opublikował tam wideo, na którym widzimy go z ręcznikiem na ustach podczas demonstracji.

Zobacz wideo "Tenis zawodowy będzie jednym z ostatnich sportów, które ruszą"

Boris Becker krytykuje Niemców

Większość krytycznych odpowiedzi pochodziła od jego rodaków z Niemiec. Legenda tenisa jest tym zaskoczona. - Jestem wstrząśnięty, zszokowany, przestraszony wieloma obelgami, wyłącznie z Niemiec, za moje wsparcie demonstracji Black Lives Matters w Londynie! Dlaczego staliśmy się krajem rasistów? - pytał Becker na Twitterze.

Były gwiazdor tenisa donosi o permanentnych atakach na tle rasistowskim na jego dzieci. - Moja trójka starszych dzieci doświadcza rasistowskich incydentów przynajmniej raz w tygodniu -  powiedział Becker w rozmowie z "Bild am Sonntag". I dodał, że tylko jego najmłodszy syn, 9-letni Amadeusz jak na razie unika takich ataków. Pozostałe dzieci: 20-letni Elias, 26-letni Noah oraz 20-letnia Anna nie mają tyle szczęścia. Noah był nawet obrażany przez jednego polityków skrajnie prawicowej partii AfD.

Była żona Beckera, Barbara, jest córką Afroamerykanki i Niemca, a matka drugiej żony, Lilly, pochodzi z Surinamu. - Zbyt wielu ludzi zginęło tylko z powodu koloru skóry. Nie możemy na to pozwalać. Jeśli masz coś do populacji czarnoskórych, atakujesz także i mnie - przekonuje. A co z kibicami tenisa, którzy nie popierają jego aktywności w ruchu Black Lives Matter? - Poradzę sobie bez nich - odpowiada Becker.

Trzykrotny zwycięzca Wimbledonu apeluje, by nie być obojętnym na wszelkie przejawy rasizmu. - Nie mieszkamy już na drzewach. Rozwinęliśmy się od małpy do człowieka i powinniśmy traktować innych ludzi z takim samym szacunkiem - przekonuje.

Boris Becker odzyskuje szacunek

Zaangażowanie niemieckiej legendy tenisa w walkę z rasizmem sprawiło, że zmienia się jego postrzeganie. Ostatnio kojarzony był głównie z długami, z powodu których musiał rok temu zlicytować prawie wszystkie swoje trofea i pamiątki. Posługiwanie się fałszywym paszportem dyplomatycznym, unikanie podatków, nieudane interesy, uzależnienie od używek - jego wizerunek w ostatnich latach nie był najlepszy.

Dziś Becker zyskuje, bo jego walka z ksenofobią i nienawiścią wydaje się być autentyczna, także z powodu jego rodziny. Brytyjski "Daily Star" nazywa go "najlepszym Beckerem od końca kariery tenisowej" [czyli od 1999 roku - przyp. red.]. Niemiecki "Spiegel" artykuł na jego temat zatytułował: "Boris zostaje panem Beckerem". Dalej czytamy: "Becker pozostał marką globalną, jest może nawet najbardziej znanym Niemcem na świecie, bardziej niż Angela Merkel. Nigdy jednak nie osiągnął wielkiego uznania w swoim rodzinnym kraju".

Z byłego tenisisty wyśmiewano się w Niemczech, nie traktowano go poważnie. Kpiono z jego błędów w życiu prywatnym po zakończeniu kariery, z jego oderwania od rzeczywistości. - W internecie nie dostaję nic poza nienawiścią i złośliwością - narzekał. Nagle jednak, za sprawą demonstracji w Londynie i jego reakcji na krytykę, zaczął zyskiwać szacunek. Otrzymuje wsparcie nie tylko od fanów tenisa. "Rób tak dalej", "Wspieramy cię" - takich komentarzy w internecie jest coraz więcej. Boris Becker przechodzi właśnie długą drogę. Od bohatera sportu przez upadłą legendę po szanowanego obywatela.

Przeczytaj też: