"Poczułam palący ból w plecach. Później zobaczyłam nóż". Największa tragedia w kobiecym tenisie

Monica Seles była jak odkrycie nowego lądu na tenisowej mapie. Miała nogi jak patyki, uśmiech na twarzy i łomotała z końcowej linii jak automat do wyrzucania piłek. Niewiele tenisistek wdarło się do czołówki z takim impetem, jak ona. Żadna z nich nie grała tak agresywnie i żadna nie używała dwuręcznego forehandu. Młodziutka Jugosłowianka nawet skróty grała, trzymając rakietę w dwóch rękach. - Kiedy byłam mała, nie produkowano rakiet dla dzieci. Musiałam radzić sobie inaczej - tłumaczyła po latach. Nie dawała chwili oddechu żadnej rywalce, atakując każdą piłkę. Rywalizacja ze Steffi Graf stała się jej przeznaczeniem i przekleństwem.

Tylko w trzecim secie spędziły 91 minut na korcie. - Nikt nie zasłużył na porażkę - rozpoczął korespondencję dziennikarz Associated Press. Kobiecy finał French Open w 1992 roku wygrała ostatecznie Monica Seles, która pokonując 6-2, 3-6, 10-8 Steffi Graf, znalazła się w połowie drogi po Wielkiego Szlema. To był jej trzeci, wygrany finał na korcie Suzanne Lenglen. Dwa lata wcześniej została najmłodszą w historii zwyciężczynią w Paryżu. 

Zobacz wideo "Tenis zawodowy będzie jednym z ostatnich sportów, które ruszą"

Miała 19 lat, 6 tytułów wielkoszlemowych na koncie i była numerem jeden na świecie (jako najmłodsza w historii), kiedy wygrała z Niemką w epickim finale French Open. - To najbardziej emocjonalny mecz w moim życiu. Nigdy go nie zapomnę - przyznała na korcie. Pierwszy finał French Open wygrała, mając dokładnie 16 lat i 189 dni. Wtedy także pokonała Steffi Graf. W kolejnym sezonie zgarnęła trzy wielkoszlemowe zwycięstwa, omijając jedynie Wimbledon, z którego wyeliminował ją ból piszczeli. Wyglądało jednak na to, że tym razem nic jej nie zatrzyma w drodze po Venus Rosewater Dish.

Prekursorka kortowego stękania

- Pewnego razu usłyszałem na kortach przeciągłe jęki, jak kocie zawodzenie, a później zobaczyłem malutką tenisistkę, która biegała jak opętana - opowiadał o ich pierwszym spotkaniu słynny trener Nick Bollettierii. Wziął ją później pod skrzydła swojej akademii. I to właśnie ta malutka zadziora podzieliła świat tenisa "gruntingiem". Po polsku najbardziej pasuje "jęczenie" albo "stękanie". Zrobiło się o nim głośno dosłownie i w przenośni. Poziom hałasu zmierzono Seles na poziomie 93 decybeli i porównywano do młota pneumatycznego (100 dB) albo silnika odrzutowego (110 dB). To nic, że później pojawiły się inne jęczące tenisistki, na czele z Marią Szarapową. I tak przy wszelkich porównaniach wraca się do Seles.

"Nie zdążyłam pokochać trawy"

To właśnie antyjękowa koalicja być może pozbawiła ją Wielkiego Szlema. Podczas ćwierćfinałowego meczu na kortach Wimbledonu, w 1992 roku, Francuzka Nathalie Tauziat zgłaszała uwagi sędziemu na temat jęków rywalki i tego jak przeszkadzają w grze. To samo zrobiła w półfinale Martina Navratilova.

Seles dotarła do finału, tylko że bulwarowa nagonka odniosła skutek. W finale przeciwko Graf zdusiła w sobie nie tylko jęki, ale także pewność siebie. Skończyło się na cichym zwycięstwie Niemki do 1 i do 2. - To nie miało na mnie wpływu, trzeba oddać Steffi, że zagrała świetny mecz - powiedziała Seles po finale. - Grałam najlepszy tenis w życiu, ale myślę, że ta historia mogła jej coś odebrać - stwierdziła na konferencji Graf. Mimo sporego rozczarowania Seles była fair i nie szukała usprawiedliwień. - Nie zdążyłam pokochać trawy. Nie liczyłam na zwycięstwo, nawet awansując do finału - zakończyła.  Na twardej nawierzchni Flashing Meadows nie pozostawiła już wątpliwości i wygrywając US Open, zakończyła rok z trzema wygranymi w Wielkim Szlemie.

Atak, który zmienił wszystko

Kiedy 1993 rok zaczęła od wygrania Australian Open, wyglądało na to, że zdominuje kolejny sezon. To było ósma wygrana w ostatnich dziesięciu turniejach wielkoszlemowych. Koszmar zaczaił się niespodziewanie za jej plecami na kwietniowym turnieju w Hamburgu. - Poczułam palący ból w plecach. Później zobaczyłam nóż. Nie miałam pojęcia, co się stało, ale to było straszne - powiedziała.

Guenther Parch miał obsesję na punkcie Steffi Graf i jeden cel w chorej psychice: wyeliminować Monicę Seles. Co z tego, że został obezwładniony i wyprowadzony. Uznano, że jest niepoczytalny i nie został skazany na więzienie. – Nie mogłem znieść, że ktoś może wygrywać z moją ukochaną Steffi. Jej oczy błyszczą jak diamenty. Ona jest boginią, jest kobietą moich marzeń - tłumaczył przed sądem.

Seles dłużej wracała na kort, niż Parch się leczył. - Fizycznie byłam gotowa do gry po 6 miesiącach, ale mentalnie zdecydowanie nie - opowiadała 20 lat później. - To największa tragedia, jaka zdarzyła się w kobiecym tenisie. Była na najlepszej drodze, by zdobyć wiele, wiele kolejnych tytułów wielkoszlemowych. To kompletnie zmieniło ją i jako osobę i jako tenisistkę - przyznała Lindsay Davenport, zwyciężczyni w trzech turniejach wielkoszlemowych. Gdybanie to niewdzięczna materia, ale tenisowe rekordy kobiet pewnie wyglądałyby inaczej. Niestety Parch osiągnął cel. Pokiereszował nie tyle plecy tenisistki, co jej psychikę. Nigdy już do końca się nie podniosła.

Graf powinna pauzować razem z Monicą

Ojciec Moniki, Karolj, domagał się sprawiedliwości, twierdząc, że Steffi Graf powinna pauzować do czasu powrotu jego córki na kort. Nic z tego. W ciągu dwóch i pół roku walki Seles z sobą samą, Niemka zdobyła pięć tytułów wielkoszlemowych. Parch musiał być zachwycony. Ale gdy Seles w końcu wróciła na kort, zrobiła to w imponującym stylu. Najpierw wygrała turniej w Toronto, a chwilę później dotarła do finału w US Open, w którym po raz pierwszy od dawna spotkała się z odwieczną rywalką, Steffi Graf. Znowu były wielkimi wojowniczkami na korcie, znowu grały wspaniale, a kiedy publiczność pod koniec meczu skandowała jej imię, szczerze się uśmiała. Po meczu tenisistki padły sobie w objęcia.

Ostatni, wielki sukces

Co prawda Seles wygrała jeszcze Australian Open 1996 (już jako Amerykanka, zmieniła obywatelstwo w 1994 r.), ale jak stwierdziła: - Nie byłam nawet blisko formy sprzed ataku - stwierdziła. Choć dochodziła później do finałów, to właśnie w Melbourne po raz ostatni schodziła z kortu jako zwyciężczyni turnieju wielkoszlemowego. Zaczęły pojawiać się młode, żądne krwi, jak Martina Hingis. A Seles już nie była do końca sobą. W dodatku życie nie miało dla niej taryfy ulgowej i w 1998 roku rak zabrał jej ukochanego ojca.

Zjeść cokolwiek

Nie dawała sobie z w tym wszystkim rady. Na korcie trenowała normalnie i z poświęceniem. Ale kiedy kończyła zajęcia, ukrywała lęki w jedzeniu: chipsy, hamburgery, frytki, taco, ciastka, pieczone ziemniaki, pizza. Cokolwiek. - W jedzeniu szukałam ucieczki przed demonami - napisała w biografii. Zmieniła się tak bardzo, że angielskie bulwarówki wytykały jej "machanie patelnią na korcie". Wciąż była dobra, wygrywała pojedyncze turnieje, zdobyła brąz igrzysk olimpijskich w Sydney, ale trudno było ukryć i nadrobić niedoskonałości w przygotowaniu fizycznym. - Przychodziły nowe dziewczyny. Silniejsze i ładniejsze. Już nie wystarczyło dobrze grać, trzeba było także dobrze wyglądać - zwierzyła się w telewizyjnym wywiadzie w 2006 roku. Karierę skończyła tak niepostrzeżenie, że znalazła się nawet w programie na French Open, mimo że w nim nie startowała.

Napisała książkę "Getting a Grip: On My Body, My Mind, My Self", w której zwierzyła się z walki z depresją i uzależnieniem od jedzenia. Dziś dzieli się doświadczeniami z innymi. Zaangażowała się w walkę z bulimią i anoreksją, propaguje sport, świetnie wygląda. Związała się ze starszym o 32 lata miliarderem, Tomem Golisano, współwłaścicielem klubu NFL. Żadna symulacja nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, ile mogła osiągnąć, gdyby nie atak w Hamburgu. - Po tym wydarzeniu wiele się zmieniło. Kiedy pędził w twoim kierunku tłum, było wiadomo, że chcą autografów. Ale teraz nikt nie wiedział, czy mają w rękach długopis, czy nóż -  mówiła Martina Navratilova. Guenther Parch z całą pewnością zabił w Monice Seles fragment wybitnej tenisistki. Być może najwybitniejszej w historii.

Autor korzystał z artykułów: Sueddeutsche Zeitung, New York Times, Time oraz z programów telewizyjnych Tennis Channel i ABC News. 

Przeczytaj także: