Tomasz Świątek: Bardziej jestem zmartwiony niż zaskoczony tą informacją. Niestety siła wyższa. Wirus rozprzestrzenia się i tenis także zaczął to odczuwać.
- Iga przebywa tam od tygodnia z trenerem Piotrem Sierzputowskim i psycholog Darią Abramowicz. Jestem w miarę spokojny. Unikają dużych skupisk ludzi, nie mieszkają też w dużym hotelu. Aczkolwiek wszystkiego nie da się przewidzieć.
- O 5 rano dostałem wiadomość od jej trenera, że będą czekali na decyzję organizatorów turnieju w Miami [ma się odbyć w dniach 23 marca - 5 kwietnia - przyp. red.]. Podejrzewam, że zapadnie ona w miarę szybko, bo większość zawodników jest w takim samym położeniu jak Iga. Czekamy na rozwój wypadków. Jeśli odwołają imprezę w Miami, córka ze sztabem zapewne wrócą do Polski, chyba że trener zdecyduje inaczej, bo to on ustala z Igą kalendarz jej występów. Iga traci niewiele punktów za Indian Wells i Miami - łącznie tylko 40.
- Jestem właśnie ciekaw, jak do tej sytuacji ustosunkują się organizacje WTA i ATP? Czy mają jakiś plan? Co zrobią z tymi, którzy stracą dużo punktów przez turnieje, które się nie odbędą? Jeśli zawodnik zgubi punkty, a nie będzie miał szansy ich odrobić, to jest to nieuczciwe. Cały czas patrzę pod kątem igrzysk olimpijskich [do nich liczy się ranking z 8 czerwca - przyp. red.]. Jeśli niektórzy nazdobywali punktów, zanim ta epidemia się rozprzestrzeniła, a inni, w tym np Iga, z powodu wirusa będą stratni punktowo, to będzie to wyjątkowo nieuczciwe i krzywdzące. Lepiej byłoby zamrozić te punkty.
- A czy mamy deadline, kiedy epidemia się skończy? Nie wiemy, ile to jeszcze potrwa. Można planować wszystko, ale to jest nie do przewidzenia. Sądzę, że turniej w Indian Wells nie zostanie rozegrany w tym roku. Pytanie tylko, co się stanie z tymi punktami? Iga akurat traci niewiele, ale liczyłem, że zdobędzie więcej punktów w tych dwóch amerykańskich turniejach i nadrobi to, co straci za Lugano, które w tym roku się nie odbędzie [Iga Świątek była w finale w Lugano w 2019 roku - przyp. red]. Może przez to spaść w rankingu około 60. miejsca, a cały czas myślimy o igrzyskach.
- Nie wiemy, jak wyglądały tam rozmowy ze sponsorami. Oni chcą, by przyszło kilkanaście tysięcy ludzi, którzy zostawią pieniądze za bilety, jedzenie i inne atrakcje. Jeśli mają tylko wyłożyć pieniądze na organizację, a nie zarobią, to mogą być przeciwni. Jestem tym ogólnie przerażony. Dość dużo przypadków zachorowań jest w Europie Zachodniej, gdzie od kwietnia zaplanowanych jest najwięcej turniejów. Robi się olbrzymi bałagan. Do Azji nie polecimy, bo to stamtąd przyszedł ten wirus.