Wybić się z tak zacofanego tenisowo kraju jak Polska to nie lada wyczyn. Hurkacz na drodze do czołówki

W zeszłym roku Hubert Hurkacz dołączył do grona najlepszych zawodników młodej generacji. Teraz ma szansę zbliżyć się do ścisłej światowej czołówki. Jaki będzie to sezon dla najlepszego obecnie polskiego tenisisty?

W biografii Łukasza Kubota autorstwa Artura Rolaka możemy przeczytać, że według 37-letniego tenisisty: "W tenisie trzeba mieć dużo szczęścia. A moim zdaniem szczęście sprzyja nie tyle lepszym, ile lepiej przygotowanym". Młodszy o 15 lat od Kubota Hubert Hurkacz wychodzi z podobnego założenia. Naśladując swojego idola z kortów i zarazem starszego kolegę, bardzo rozważnie buduje karierę. Nawet dietę dopasował do potrzeb organizmu i tak, jak Novak Djoković jest weganinem. Wszystko po to, by z kariery wyciągnąć jak najwięcej i wykorzystać swój potencjał. A, że Hurkacz potencjał ma spory, to kibice na całym świecie mogli się przekonać w poprzednim sezonie.

Rok 2019 zaczynał jako 88. na świecie, a skończył na 37. miejscu w rankingu. Po drodze wygrał pierwszy turniej ATP w karierze w Winston-Salem. Było to pierwsze turniejowe zwycięstwo polskiego singlisty od 37 lat, gdy Wojciech Fibak triumfował w Chicago. Ponadto Hurkacz pokonał w poprzednim sezonie m.in. Kei Nishikoriego (dwa razy), Stefanosa Tsitsipasa i Dominica Thiema, a w 3. rundzie Wimbledonu postawił trudne warunki Novakovi Djokoviciowi. Na co stać wrocławianina w tym sezonie?

Pierwsze rozstawienie w Wielkim Szlemie

Jeśli ominą go kontuzje, to może zapukać do pierwszej 20-stki światowego rankingu. Po świetnym występie w ATP Cup Hurkacz awansuje w poniedziałek na 34. pozycję na świecie. Za tydzień będzie już w Melbourne, gdzie od 20 stycznia rozpocznie się Australian Open. Nasz zawodnik pierwszy raz w karierze będzie tam rozstawiony na Wielkim Szlemie. Zagra z nr 32, bo klasyfikowani wyżej od niego Lucas Pouille i Kei Nishikori zrezygnowali ze startu z powodu urazów. To będzie pierwsze wielkoszlemowe rozstawienie dla polskiego singlisty od sześciu lat, gdy ten przywilej na Wimbledonie miał Jerzy Janowicz. Do Janowicza Hurkaczowi wciąż trochę brakuje, bo łodzianin najwyżej w rankingu był 13., a w Wielkim Szlemie w półfinale wimbledońskiej imprezy 7 lat temu. Nasz najlepszy obecnie tenisista idzie jednak wytrwale drogą, która może go zaprowadzić nawet wyżej niż Janowicza.

W czym tkwi siła Hurkacza?

Hurkacz znakomicie rozpoczął 2020 rok. W ATP Cup pokonał Diego Schwartzmana (13. ATP), Bornę Coricia (28. ATP) i Dominica Thiema (4. ATP). W Australian Open z racji rozstawienia w dwóch pierwszych rundach powinien wylosować teoretycznie łatwiejszych rywali. Na słabeuszy liczyć nie może, ale przynajmniej nie trafi od razu na Novaka Djokovicia jak w 1. rundzie zeszłorocznego Roland Garros. Co też ważne, Polak rok temu w Melbourne odpadł już po pierwszym meczu z Ivo Karloviciem, dlatego tym razem każde kolejne zwycięstwo będzie dawało mu awans w rankingu.

Na tle swoich tenisowych rówieśników Hurkacz jest oazą spokoju. Nie prowokuje kibiców jak Daniił Miedwiediew, nie łamie podczas meczu rakiety za rakietę jak Alexander Zverev. Opanowanie to jego duży atut, który podkreślają najwięksi tenisowi eksperci na czele z Matsem Wilanderem, dziś komentatorem Eurosportu.

W zeszłym sezonie Polakowi momentami brakowało doświadczenia, by niektóre spotkania zakończyć zwycięsko. Tak było chociażby w Madrycie ze Zverevem (6:3, 4:6, 4:6) czy w Szanghaju z Tsistipasem (5:7, 6:3, 6:7). Rywale w tych pojedynkach byli lepsi raptem o kilka piłek. To zdobyte doświadczenie Hurkacz w tym sezonie będzie mógł już wykorzystywać.

Sukces już jest, kolejne to kwestia czasu

Kilka dni temu w rozmowie ze Sport.pl 22-latek z Wrocławia przyznał: Czuje się świetnie na początku nowego roku. Szczególnie zadowolony jestem z tego, że podczas tych spotkań poprawiłem te elementy gry, nad którymi pracowaliśmy ostatnio z trenerem w przerwie między sezonami. Mój serwis i return wyglądają teraz dużo lepiej. Dzięki temu łatwiej mi się buduje punkty podczas meczu, mam więcej sił w kolejnych wymianach.

Jeśli Hurkacz będzie utrzymywał regularność w serwisie (a tego brakowało mu czasem w zeszłym roku), to w tym sezonie może zrobić kolejny krok w stronę najlepszych. Nie ma sensu stawiać przed nim wygórowanych oczekiwań. Nikt nie oczekuje zwycięstwa w Wielkim Szlemie czy pokonania w jednym turnieju Rafaela Nadala, Novaka Djokovicia i Rogera Federera. Wystarczy, że polski tenisista dalej będzie rozwijał się konsekwentnie pod okiem amerykańskiego trenera Craiga Boyntona, a wartościowe wyniki przyjdą same. Najlepsze prawdopodobnie na kortach twardych, do których jego styl gry stworzony jest idealnie.

Hurkacz już dziś zaliczany jest do grona najlepszych zawodników młodej generacji. Nie ma jeszcze takich sukcesów, jak m.in. Stefanos Tsistipas, Alexander Zverev, Denis Shapovalov, Matteo Berrettini i Daniił Miedwiediew, ale wszystko to zdaje się być tylko kwestią czasu. Tym bardziej, że Polak ma już na koncie wielkie osiągnięcie - wybić się do światowej czołówki z tak zacofanego tenisowo kraju jak nasz to nie lada wyczyn. W Polsce od lat brakuje systemu, talenty muszą rozwijać się w oparciu o rodziców i znajomych. Nie ma turniejów głównego cyklu ATP, reprezentacja jest w trzeciej lidze Pucharu Davisa. Mimo to doczekaliśmy się tenisisty, który w najbliższych latach może bić się o najważniejsze trofea. W tym sezonie Hurkacz spróbuje jeszcze bardziej zniwelować dystans do najlepszych.

Więcej o: