Hubert Hurkacz: Cieszymy się bardzo. Słyszałem o tym i myślę, że to będzie dla nas fantastyczne przeżycie. Wszystkie grupy są bardzo mocne. To będzie dla nas duże wyzwanie, wystąpić w tym turnieju, tak dobrze obsadzonym.
- Myślę, że to był bardzo dobry sezon dla mnie. Trochę szkoda, że nie udało się więcej osiągnąć, ale patrzę przez pryzmat tego, że zdobyłem ogromne doświadczenie, wielu rzeczy się nauczyłem. Zadomowiłem się na tych turniejach ATP. Myślę, że dzięki temu sezonowi będziemy wiedzieli ze sztabem, nad czym pracować w okresie przygotowawczym, by polepszyć moją grę. Będę też pracował mentalnie nad sobą, by być jeszcze silniejszym pod tym względem. Mam dużo nowej wiedzy, jak grać w tenisa na najwyższym poziomie i to dla mnie ogromny krok do przodu.
- Patrzę na to szerzej. Na to, ile spotkań udało mi się wygrać, jak bardzo poprawiłem grę. Oczywiście z pierwszego tytułu w cyklu ATP bardzo się cieszę. Było to dla mnie niezwykłe przeżycie, niezapomniane.
- Rzeczywiście moja gra pasuje do tej nawierzchni. Inna sprawa, że najwięcej turniejów w ciągu roku jest właśnie na betonie, dlatego najłatwiej jest, by najlepsze wyniki osiągać na tej nawierzchni. Choć wiem, że jestem w stanie grać tak dobrze na każdym korcie.
- Po Winston-Salem było ogromnie dużo emocji związanych z tym, że udało się wygrać ten turniej. Później staraliśmy się się z Craigiem [Boyntonem - trenerem Hurkacza - przyp. red.] wrócić do jak najlepszej formy. To się udało w Szanghaju, gdzie grałem bardzo dobrze i zabrakło mi tylko kilku piłek, by pokonać Stefanosa Tsitsipasa. Tym większa szkoda takiego meczu. Zresztą od tamtego spotkania staramy się udoskonalić mój return, by był skuteczniejszy.
Ostatnie dwa turnieje w Wiedniu i w Paryżu nie poszły tak, jakbym to sobie wymarzył. Na pewno mogłem lepiej zagrać w obu tych meczach z Karenem Chaczanowem i Marinem Ciliciem. Z drugiej strony to bardzo mocni rywale. Trochę zabrakło, ale też dzięki doświadczeniu zabranemu w ostatnich miesiącach myślę, że będę wygrywał w przyszłym sezonie także takie zacięte spotkania, w których o końcowym wyniku decyduje raptem kilka piłek.
- Staramy się dużo na ten temat rozmawiać z trenerem. Myślę, że jestem w stanie coraz lepiej wyciągać wnioski z porażek. Coraz bardziej świadomie analizować mecze, który nie wyszły, szybciej też mentalnie podnieść się, pozbierać i od razu mieć dużą motywację do poprawy kolejnych elementów.
- Miałem okazję potrenować z nimi półtorej godziny. To wielka sprawa móc z nimi pograć. Nadal prawdopodobnie zakończy ten sezon na 1. miejscu w rankingu. Miedwiediew w tym roku wykonał niesamowity krok do przodu. Oglądanie, jakie oni wybierają rozwiązania na korcie, jest bardzo inspirujące. Analizujemy z trenerem, dlaczego tak dobrze sobie radzą, co robią lepiej na ten moment ode mnie.
- Nie, czuję się już swobodnie wśród tych najlepszych jak Nadal czy Miedwiediew. Też przez to, że cały rok razem jeździmy, gramy w tych samych turniejach. Bardziej poznaliśmy się z widzenia, czasami możemy zamienić ze sobą parę słów. Nie jest to tak niezwykłe przeżycie dla mnie, co kiedyś. Nie jestem też już anonimowy w tym gronie.
- W poprzednich latach się z tym nie spotkałem. Wcześniej tak naprawdę nikt mnie nie znał, nikt o mnie nie słyszał poza kortami tenisowymi. Musiałem się przyzwyczaić do zmiany na tym polu. Bardzo się jednak cieszę, że mam takie wsparcie w kibicach. To naprawdę miłe.
- Miło jest zamienić kilka słów z kibicami. To żaden problem i tylko dowód, że idę w dobrym kierunku, skoro ludzie częściej o mnie słyszą z powodu lepszych wyników.
- Szukam sposobów na uzyskanie lepszej koncentracji. To też poprawia moją świadomość na korcie.
- Dopiero po sezonie będzie można to ocenić, ale może być trudniejszy, niż ten rok. To będzie nowe przeżycie, bo na różne turnieje będę miał okazję wrócić, a nie w nich debiutować. Tam gdzie zagrałem dobrze, będę chciał zajść jeszcze dalej, z czym także będę musiał sobie poradzić.
- Występ na igrzyskach na pewno jest moim marzeniem. To będzie wyjątkowy start. Nie mogę się też doczekać tego, że w deblu w Tokio zagram z Łukaszem Kubotem. Jesteśmy już dogadani co do tego.
- Tak. Podziwiam Roberta za to, co przeszedł i jakim jest człowiekiem. Pokazuje niesamowitą determinację. Jest wzorem dla innych, jak walczyć o marzenia mimo problemów zdrowotnych.