Polska zdegradowana w Pucharze Davisa. Żeby się odwołać do CAS, PZT robi zbiórkę pieniądzy wśród kibiców

Nasi tenisiści wskutek reformy Pucharu Davisa zostali zdegradowani o dwa szczeble rozgrywek. Szefowie Polskiego Związku Tenisowego zapowiedzieli w lutym odwołanie do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w Lozannie. Teraz zbierają pieniądze na ten cel.

Reprezentanci Polski pokonali w zeszłym roku Słowenię, Zimbabwe i Rumunię, dzięki czemu wywalczyli awans do Grupy I Strefy Euro-afrykańskiej. Na zapleczu Grupy Światowej jednak nie zagrają, bo spadli do… Grupy III Strefy Euro-afrykańskiej. Dlaczego? Wszystko z powodu zmian organizacyjnych w Pucharze Davisa.

Porównujemy Huberta Hurkacza do Kamila Majchrzaka. Zobacz, który z nich ma większy talent:

Zobacz wideo

Reforma Pucharu Davisa ze stratą dla Polski

Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) postanowiła we współpracy z firmą Kosmos, należącą do piłkarza Barcelony Gerarda Pique, zreformować rozgrywki drużynowych mistrzostw świata mężczyzn. Ustalono, że w listopadzie odbędzie się w Madrycie turniej finałowy Pucharu Davisa, w którym weźmie udział 18 zespołów. Pozostałe ekipy będą zaś rywalizować na szczeblach kontynentalnych. Drużyny podzielono na szczeble od nowa, biorąc pod uwagę jedynie miejsce w rankingu narodów, a nie zwracając uwagi na ostatnie ich wyniki. Polski zespół ucierpiał na tych zmianach najbardziej. Na korcie nasi zawodnicy wywalczyli awans do Grupy I, ale wskutek niskiej pozycji w rankingu musieli grać w Grupie III. Wyżej od nas grają m.in. Słowenia, Rumunia i Zimbabwe, które pokonaliśmy w zeszłym roku na korcie.

PZT odwołał się tylko od kary finansowej

W zestawieniu narodów jesteśmy dopiero na 69. miejscu. To efekt kary, jaką nałożyło na nas ITF w 2016 roku. Trzy lata temu rywalizowaliśmy w Gdańsku z Argentyńczykami i podczas tego pojedynku Polski Związek Tenisowy położył w Ergo Arenie nieprzepisową nawierzchnię. Polska federacja została ukarana grzywną oraz utratą aż 2000 punktów do rankingu. Kara ta wciąż jest brana pod uwagę przy ustalaniu klasyfikacji narodów. Ówczesne władze PZT odwoływały się od decyzji ITF, prosząc o zmniejszenie kary finansowej. O utraconych punktach w odwołaniu zapomniano wspomnieć.

Polscy tenisiści ponoszą dziś więc konsekwencje błędnych działań byłych już działaczy PZT. Obecne władze naszego związku złożyły do ITF apelację w tej sprawie, ale została ona odrzucona. W lutym na konferencji prasowej w Zielonej Górze przy okazji rozgrywanego turnieju Fed Cup pań padła zapowiedź skierowania wniosku do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w Lozannie. - Jesteśmy na etapie wyboru kancelarii, która zajmie się apelacją, którą wyślemy do CAS. Mamy już przygotowaną dokumentację. Będziemy walczyć. - mówił szef wyszkolenia Rafał Chrzanowski.

Kolejne miesiące minęły, a Polacy zmuszeni byli, by przystąpić do rywalizacji na poziomie Grupy III Strefy Euro-afrykańskiej. We wrześniu w Atenach pokonali Greków 2:1, dzięki czemu zapewnili sobie udział w barażu o awans do Grupy II.

Związek szuka pieniędzy w internecie

Tymczasem we wtorek Polski Związek Tenisowy raz jeszcze wrócił do sprawy degradacji naszej reprezentacji. - Żądamy sprawiedliwości dla polskiego tenisa i potrzebujemy Waszego wsparcia. Zbieramy na walkę o zwycięstwo naszych reprezentantów w sporze z ITF przed Sądem Arbitrażowym w Lozannie - napisano na profilu PZT w mediach społecznościowych. Zamieszczono również link do zbiórki pieniędzy na ten cel. 

Polscy działacze apelowali już do ITF o cofnięcie utraty 2000 punktów. Uzasadniali, że gdy w 2016 roku światowe władze nakładały tę karę, nie było wiadomo, jak duże znaczenie będzie miało trzy lata później miejsce w rankingu narodów. Ponadto od tego czasu zmieniły się władze w naszym związku tenisowym. - Nie rozumiem tego. Wszystkie trzy drużyny, które pokonaliśmy w ubiegłym roku, teraz znalazły się w wyższej klasie rozgrywek niż my. Jeśli więc teraz wygramy w Grupie III, to pewnie za rok spadniemy do Grupy V - kpił w lutym w Zielonej Górze Victor Archutowski, wiceprezes PZT ds. kontaktów międzynarodowych.