Nick Kyrgios musi poddać się leczeniu. Po okresie próby znów będzie mógł łamać przepisy?

Nick Kyrgios za swoje skandaliczne zachowanie w Cincinnati otrzymał już 113 tys. dolarów grzywny. Władze ATP postanowiły go dodatkowo ukarać. Jeśli w trakcie 6-miesięcznego okresu próby Australijczyk znów coś przeskrobie, zostanie zawieszony na 16 tygodni i zapłaci dodatkowe 25 tys. dolarów. Wystarczy, że Kyrgios uspokoi się na pół roku?
Zobacz wideo

Nick Kyrgios jest znany z zachowań nieprzystających do tenisowych kortów. W Cincinnati podczas meczu z Rosjaninem Karenem Chaczanowem znów dał popis. Pierwszego seta Australijczyk wygrał 7:6, ale w drugim otrzymał ostrzeżenie od sędziego głównego, Fergusa Murphy'ego. Arbiter uznał, że Kyrgios celowo spowalnia grę przy własnym serwisie. - Chcesz mi powiedzieć, że Rafa [Nadal - przyp. red.] gra bardzo szybko. Tak szybko podczas każdego swojego serwisu? To hańba - kłócił się z sędzią Kyrgios. W ten sposób nawiązał do wolnego wprowadzania piłki do gry przy podaniu przez Hiszpana.

Kilka minut później Australijczyk poprosił arbitra o przerwę toaletową, ale nie uzyskał na nią zgody. Nie przejął się tym, wziął ze sobą dwie rakiety i udał się do szatni. Kamery uchwyciły, jak na korytarzu rozwalił obie rakiety, a następnie wrócił na kort. Po zakończeniu meczu (Kyrgios przegrał 7:6, 6:7, 2:6) Australijczyk nie podał ręki sędziemu i splunął w jego kierunku. Podczas całego spotkania wielokrotnie wyzywał arbitra w niecenzuralnych słowach. Za swoje skandaliczne zachowanie w Cincinnati organizacja ATP ukarała go początkowo grzywną w wysokości 113 tys. dolarów. To jedna z najwyższych kar finansowych przyznanych w tenisie w ostatnich latach.

ATP może zawiesić Kyrgiosa

W czwartek ATP wróciło do sprawy Kyrgiosa. Władze męskich rozgrywek postanowiły dodatkowo ukarać Australijczyka. Komisja dyscyplinarna postanowiła, że zostanie zawieszony na 16 tygodni i otrzyma grzywnę w wysokości 25 tys. dolarów. Kar tych uniknie, jeśli w trakcie 6-miesięcznego okresu próby (rozpocznie się w najbliższy poniedziałek) nie przeskrobie niczego nowego. 

Kyrgios w tym czasie nie może popełnić żadnego wykroczenia, w tym m.in. obraźliwych gestów lub słów w kierunku sędziego, kibica lub zawodnika. Został także zobligowany do kontynuowania współpracy z psychologiem w trakcie trwania rozgrywek ATP. Musi również w przerwie między sezonami 2019 i 2020 podjąć współpracę z poradnią, która specjalizuje się w leczeniu zaburzeń zachowań i osobowości. 

Po okresie próby Kyrgios wróci do swoich zachowań?

Nowy pomysł organizacji ATP ma swoich zwolenników i krytyków. Pojawia się jednak pytanie, czy po półrocznej próbie Kyrgios znów będzie mógł zachowywać się, jak wcześniej? Wystarczy, że uspokoi się na sześć miesięcy i to wszystko?

Jeśli władze światowej federacji autentycznie chcą, by Kyrgios zaprzestał swoich skandalicznych zachowań, powinny pójść inną drogą. Mogą np. wykluczyć go z gry na sześć miesięcy, w czasie których będzie zobowiązany odbyć przymusową terapię z psychologiem. Dopiero po niej mógłby wrócić do rywalizacji i to przy założeniu, że jeśli pojawi się jeszcze jeden wybryk z jego strony, to jako recydywista będzie cierpiał jeszcze dłużej (np. rok wykluczenia i obowiązkowych w tym czasie terapii). Okres próby sprawi, że Australijczyk najprawdopodobniej wróci po pół roku do swoich zachowań.

Łącznie w całej karierze Kyrgios zapłacił już ponad 250 tys. dolarów kary.

ATP wcale nie chce ukarać Kyrgiosa?

Kyrgios musi widzieć, że jego zachowanie nie jest tolerowane w środowisku tenisowym. Jeśli chce brać udział w turniejach, musi dostosować się do obowiązujących zasad. Jeśli nie - droga wolna, może szukać szczęścia w innym zawodzie. Kary finansowe czy okres próby nie sprawią, że zmieni swoje zachowanie. On musi czuć, że nie ma zgody na jego wybryki. Na razie Kyrgios nie ma takiej świadomości. Niedawno wziął udział w turnieju Laver Cup, w którym reprezentował drużynę reszty świata. 

Istnieje teoria, że władzom ATP wcale nie zależy na tym, by Kyrgiosa utemperować. Dlaczego? Chodzi oczywiście o biznes. Mecze Australijczyka są jednymi z najchętniej oglądanych w telewizji. Jego spotkanie z Rafalem Nadalem w 2. rundzie tegorocznego Wimbledonu było w pierwszej piątce pod względem oglądalności. Skandaliści są zawsze rozchwytywani. Szkoda tylko że w ten sposób niszczy się wizerunek dyscypliny, która przez lata uchodziła za ostoję elegancji.