Iga Świątek podbija USA. "Czasami nie chce się wierzyć, że to Polka"

- Iga Świątek idzie torem zarezerwowanym dla wyjątkowych zawodniczek. Czasami nie chce się wierzyć, że to jest Polka, patrząc na to, jakie mamy w naszym kraju warunki do uprawiania tenisa i jaką popularnością cieszy się u nas ta dyscyplina - mówi Joanna Sakowicz-Kostecka, była tenisistka, obecnie trenerka i komentatorka TVP Sport w rozmowie ze Sport.pl.

Iga Świątek ma apetyt na sukces. "Na pewno ma duże rezerwy"

Zobacz wideo

Trwa dobra seria Igi Świątek w dużych amerykańskich turniejach na twardych kortach. W poniedziałek 18-letnia Polka (55. WTA) pokonała 25. na świecie Francuzkę Caroline Garcię 7:6 (7-1), 6:1 w 1. rundzie turnieju w Cincinnati. W kolejnej rundzie Świątek zmierzy się z byłą liderką rankingu Angelique Kerber (Niemcy, 13. WTA) lub Anettą Kontaveit (Estonia, 20. WTA).

Dominik Senkowski: Iga Świątek pokonała w 1. rundzie w Cincinnati Caroline Garcię. Jak Pani ocenia jej występ? Czy to duża niespodzianka, bo Francuzka jest 25. na świecie? A może niekoniecznie, gdyż Iga ostatnio znów złapała formę, a jej rywalka notowała gorsze wyniki?

Joanna Sakowicz-Kostecka: Zwycięstwo Igi nie było dla mnie niespodzianką. Jak zobaczyłam losowanie, to spodziewałem się, że to nasza tenisistka zamelduje się w drugiej rundzie. Zwłaszcza, że Garcia ma faktycznie ostatnio kryzys, a Iga jest na fali wznoszącej. To było wyraźnie widać na korcie. 

W Toronto - i w poniedziałek w Cincinnati Polka - zagrała zupełnie inaczej niż dwa tygodnie temu w Waszyngtonie z Amerykanką Jessicą Pegulą. Teraz widzimy taką "prawdziwą Igę", pełną niesamowitej energii i wigoru. W jej oczach dostrzec można było ogień. Tamten mecz z Pegulą zaś był kryzysowy [Świątek przegrała 7:5, 4:6, 1:6 - przyp. red.], ale najważniejsze, że szybko wyciągnięte zostały wnioski. Do tego doszedł też wcześniej nieudany sezon na trawie i występ na Wimbledonie. Wiele osób zaczęło już lamentować nad jej formą, teraz przez jakiś czas mogą spać spokojnie. 

Iga złapała formę podczas turniejów na kortach twardych w Stanach Zjednoczonych. Jak można to wytłumaczyć? Wyjątkowo służy jej ta nawierzchnia? Coraz lepsze efekty daje jej współpraca z psycholog, Darią Abramowicz?

- Nie da się tego jednoznacznie ocenić, dlaczego Iga notuje obecnie wzrost formy. Na to składa się wiele czynników. Iga jest wciąż bardzo młodą zawodniczką. Nie wszyscy może wiedzą, ale Polka znajduje się aktualnie w najlepszej dziesiątce tenisistek na świecie poniżej 21. roku życia. Gra bez żadnych obciążeń, nie ma wielu punktów do obrony, więc dlatego cały czas awansuje w rankingu. Na pewno trudny będzie dla niej przyszły rok, gdy po raz pierwszy będzie musiała bronić dużej liczby punktów. 

Podoba mi się to, że Iga właściwie każdą szansę, którą sama sobie wypracuje, to wykorzystuje. Wiele zawodniczek ma z tym problem. Dochodzą często do ściany i nie są mentalnie gotowe na sukces, który zaraz mogą osiągnąć. Iga już po zeszłorocznym zwycięstwie na Wimbledonie juniorek miała jasno sprecyzowane cele - to m.in. triumfy w Wielkich Szlemach. Dlatego nasza tenisistka kolejnymi zwycięstwami nie zachłystuje się. Widać to było chociażby przy okazji wygranej nad Caroline Wozniacki w Toronto. Bardzo chłodno i ze spokojem przyjęła to zwycięstwo. 

W kolejnej rundzie w Cincinnati Świątek zmierzy się z Angelique Kerber lub Anettą Kontaveit. Jakie będzie miała szanse?

- Bez względu na to, z kim ostatecznie zagra, Iga nie będzie faworytką. Aczkolwiek w takich meczach, gdy to przeciwniczka jest tą wyżej sklasyfikowaną, 18-latka radzi sobie zdecydowanie lepiej. Z drugiej strony Iga nie jest już anonimową tenisistką w tourze. Kerber i Kontaveit mogły śledzić jej występy i będą należycie przygotowane do tego meczu. Musimy też pamiętać, że Polka ma w nogach już trzy spotkania rozegrane w Cincinnati, bo grała dwa mecze kwalifikacyjne. Z kolei jej następna rywalka dopiero zaczyna turniej od 1. rundy. To też może mieć wpływ. 

To pierwszy sezon Igi Świątek w karierze, w którym występuje wśród seniorek w głównym cyklu WTA. Obecnie jest 55. na świecie, w rankingu WTA live nawet 49. Niebawem prawdopodobnie wskoczy do TOP 50. Czy spodziewała się Pani w styczniu takiego rozwoju jej gry?

- Zwykle się nad tym nie zastanawiam, bo musi się na to złożyć wiele czynników, by dana zawodniczka mogła zanotować sukcesy, wzrost formy. Często to jest wróżenie z fusów, jak potoczy się dalsza kariera, zwłaszcza w damskim tenisie, który jest tak zmienny. Od trzech lat, gdy Iga startuje już w turniejach zawodowych, pnie się wyłącznie do góry. Na razie nie zrobiła żadnego kroku w tył ani nie stanęła w miejscu. Układa się to u niej bardzo harmonijnie, do czego nie jesteśmy, jako polscy kibice tenisa, przyzwyczajeni. Tylko Agnieszka Radwańska szła podobnym rytmem. Magda Linette cały czas walczy o TOP 50, Kasia Piter krótko była w pierwszej setce, Kasia Kawa przebiła się do TOP 130 dopiero po kilku latach. Iga Świątek idzie torem zarezerwowanym dla wyjątkowych zawodniczek. Czasami nie chce się wierzyć, że to jest Polka, patrząc na to, jakie mamy w naszym kraju warunki do uprawiania tenisa i jaką popularnością cieszy się u nas ta dyscyplina.

Bianca Andreescu jest tylko o rok starsza od Igi Świątek, a wygrała kilka dni temu turniej w Toronto. W marcu zaś zwyciężyła w imprezie w Indian Wells. Czy wyobraża Pani sobie, by w przyszłym roku Iga była w stanie chociaż częściowo powtórzyć sukcesy Kanadyjki?

- Jeśli Iga utrzyma taką formę, jaką ma teraz, to wyobrażam sobie ją za rok w TOP 20-30 rankingu WTA. Aczkolwiek tak jak mówiłam, w kobiecym tenisie jakiekolwiek przewidywania mijają się z celem. Z drugiej strony, przy zachowaniu obecnej tendencji i formy, jestem w stanie sobie wyobrazić, że Iga Świątek w przyszłym roku weszłaby do grona 20 najlepszych tenisistek na świecie. 

Więcej o: