Tenisiści chcą zbojkotować Australian Open. "Tylko garstka zawodników może zarabiać na życie"

Kanadyjski tenisista Vasek Pospisil krytykuje organizację ATP oraz szefów Wielkiego Szlema. - Tylko garstka zawodników może zarabiać na życie dzięki tenisowi. Reszta często ma problemy finansowe - napisał Pospisil w artykule dla kanadyjskiej gazety "The Globe and Mail".

Najlepsi tenisiści świata przebywają obecnie w Kanadzie, gdzie przygotowują się do wielkoszlemowego US Open. Panowie grają aktualnie w Montrealu, a panie w Toronto. Kanadyjski tenisista Vasek Pospisil wykorzystał tę okazję, by podzielić się przemyśleniami, jakie jego zdaniem niszczą tenis. 29-latek należy do rady tenisistów, która zajmuje się bieżącymi sprawami zawodników.

Iga Świątek ma apetyt na sukces. "Na pewno ma duże rezerwy"

Zobacz wideo

Pospisil jako singlista najwyżej był na 25. miejscu na świecie. Lepiej radzi sobie jako deblista – był 4. zawodnikiem rankingu deblowego ATP. Jest zwycięzcą m.in. Wimbledonu 2014 w grze podwójnej. Kilka dni temu Pospisil opublikował w kanadyjskiej gazecie "The Globe and Mail" artykuł, w którym zarzuca organizacji ATP i szefom turniejów należących do Wielkiego Szlema chciwość. Przekonuje, że tenisiści są w większości słabo opłacani, a tenis musi się zmienić, by wróciły do niego takie wartości, jak uczciwość i transparentność.

Tenisiści zarabiają za mało?

29-latek twierdzi, że brakuje sprawiedliwości w ustalaniu nagród za poszczególne turnieje. - Tenisiści z TOP 50 rankingu zarabiają na życie w wspaniały sposób. Jednak to tylko nieliczne przypadki, biorąc pod uwagę wszystkich zawodników. Już gracze spoza pierwszej setki mają wielkie problemy finansowe, nie mówiąc o tych będących jeszcze niżej - napisał Pospisil.

Kanadyjczyk jako członek gremium reprezentującego tenisistów ma dostęp do danych, którymi posłużył się przy okazji pisania wspominanego artykułu. Porównał zawodników uprawiających tenis do hokeistów z NHL. - W 2018 roku gracze z miejsc 51-100 rankingu ATP zarobili średnio 583 235 dolarów, nie uwzględniając podatków i ich dużych wydatków. Z kolei w NHL było wówczas 450 zawodników - każdy z nich zarobił średnio ponad milion dolarów, a dodatkowo ich wydatki są pokrywane przez ligę - twierdzi Pospisil.

Wielki Szlem – wielkie pieniądze. Ale nie dla zawodników?

Kanadyjczyk ujawnił także, jak duży procent zysków z Wielkich Szlemów trafia do tenisistów. - Chciałbym się dowiedzieć, dlaczego organizatorzy Wielkich Szlemów dzielą się z zawodnikami tylko 14 proc. zysków z tych imprez (7 proc. u mężczyzn i 7 proc. u kobiet), skoro w większości innych dyscyplin sportowych o porównywalnej wielkości do tenisa udział ten jest bliski lub powyżej 50 proc. - napisał Pospisil, zwycięzca Wimbledonu 2014 w grze podwójnej. I dodał: Tak niski udział w zyskach oznacza, że tylko garstka zawodników może zarabiać na życie przez tenis, który generuje ogromne dochody i w którym sportowcy mają prawdopodobnie najwyższe wydatki w porównaniu do kolegów z innych dyscyplin.

Tenisiści chcieli zbojkotować Australian Open

Pospisil ujawnił także, że w 2012 roku prawie wszyscy zawodnicy („z wyjątkiem jednego na bardzo wysokiej pozycji w rankingu”) chcieli zbojkotować Australian Open. Jego zdaniem z powodu właśnie tej presji, w ostatnich latach podniesiono wysokość nagród w turniejach Wielkiego Szlema.

Pospisil jest zdania, że wszystkiemu winna jest struktura zarządzania światowym tenisem. Zarząd ATP składa się bowiem z trzech przedstawicieli tenisistów i z trzech przedstawicieli turniejów tenisowych. Gdy przychodzi do głosowania nad najważniejszymi kwestiami, zwykle kończą się remisem 3-3. - Obecna struktura zarządzania jest bardzo skutecznym narzędziem dla turniejów tenisowych do utrzymania ich monopolu i pełnej kontroli nad ATP, a gracze nie mają prawie żadnej możliwości, by przegłosowywać sprawy wpływające na ich źródło utrzymania - przekonuje. Zdaniem Kanadyjczyka żaden inny profesjonalny sport lub organizacja sportowa nie są zorganizowane w tak chaotyczny sposób.