Tomasz Świątek: Mam nadzieję, że Radwańska nie czuje się obrażona porównaniami do Igi

- Powiem uczciwie, że Iga ze swoją gorącą głową i pewnymi brakami ma jeszcze dużo do poprawy. Ma wciąż spore rezerwy - tonuje optymistyczne nastroje wokół córki Tomasz Świątek w rozmowie ze Sport.pl
Zobacz wideo

Iga Świątek dotarła w zeszłym tygodniu w Lugano do pierwszego w karierze finału turnieju WTA. 17-latka przegrała w nim ze Słowenką Poloną Hercog 3:6, 6:3, 3:6. Świątek dzięki zdobytym w Szwajcarii punktom awansowała na najwyższe w karierze miejsce w rankingu. Będąc 88. zawodniczką świata, jest jednocześnie obecnie najwyżej sklasyfikowaną polską tenisistką.

Dominik Senkowski: Pierwszy finał turnieju WTA, najwyższe miejsce w rankingu w historii czy bycie pierwszą rakietą Polski – co jest największym sukcesem Igi w ostatnich dniach?

Tomasz Świątek: Jej największym sukcesem jest jeszcze coś innego – fakt, że dzięki dobremu występowi w Lugano ma już zapewniony udział w turnieju głównym tegorocznego Roland Garros. To był jej główny cel w Szwajcarii, by zdobyć na tyle dużo punktów, by móc zagrać w Paryżu bez eliminacji.

Czego zabrakło w finale, by Iga wygrała turniej w Lugano?

- Przede wszystkim zabrakło dobrej pogody. Gdyby warunki były w finale takie, jak dzień wcześniej, gdy było sucho i piłka nie była aż tak ciężka, to Idze mogłoby być łatwiej. Nie oznacza to, że na pewno by wygrała, ale myślę, że byłby to inny mecz.

W półfinale w Lugano Iga pokonała Kristynę Pliskovą 6:0, 6:1. To był jej najlepszy mecz w tym roku?

- Nie, bez przesady. Pliskova miała w poprzedniej rundzie ciężkie spotkanie ze Swietłaną Kuzniecową. Wyszła z tamtego pojedynku zwycięsko, ale zapłaciła za to meczem z Igą. Trenerzy Igi i Pliskovej znają się dobrze i Piotrek [Piotr Sierzputowski - przyp. red.] dowiedział się, że Czeszkę bolały nogi. Nie zdążyła się odbudować na kolejny dzień. 

Spodziewał się pan, że córka w wieku 17 lat zostanie pierwszą rakietą Polski?

- Biorąc pod uwagę matematykę, spodziewałem się tego. Jeśli wiedzieliśmy, że plan jest taki, by dostała się do Roland Garros, a przy okazji znaliśmy punktację w poszczególnych turniejach, to można to było łatwo policzyć.  Nie sądziłem jednak, że Magda Linette tak słabo poradzi sobie w Bogocie, ale słyszałem, że miała kłopoty zdrowotne. Gdyby poszło jej tam lepiej, to nie dałaby się Idze wyprzedzić. Ściganie się z Magdą w rankingu nie jest jednak dla Igi najważniejsze.

Co pana zdaniem Iga powinna teraz poprawić w swojej grze w pierwszej kolejności?

- Powiem uczciwie, że wszystko musi poprawić. Nad każdym aspektem gry powinna ciężko pracować. Ona ze swoją gorącą głową i pewnymi brakami ma jeszcze dużo do poprawy. Iga ma wciąż spore rezerwy.

Na kortach ziemnych Iga ma największe szanse na sukces?

- Największy sukces w juniorach odniosła na trawie, wygrywając Wimbledon. Mimo, że tak płakała, że nie lubi tej nawierzchni. Jedyny problem z trawą jest u nas taki, że w Polsce mamy za mało takich obiektów. Z tego co jednak wiem, to na ziemi gra się jej najlepiej.

Jakie są teraz plany startowe Igi?

- Jedziemy do Pragi i prawdopodobnie też do Madrytu.

- Nie brnijmy w porównaniach Igi do Agnieszki Radwańskiej. Już je coraz częściej widzę w internecie - powiedział pan ostatnio w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”. Denerwują pana te porównania?

- Nie możemy szukać analogii między Igą i Agnieszką w turniejach, wynikach. Wiem, że kibice i dziennikarze lubi takie porównania, ale nie tędy droga. To fajnie brzmi, ale nie ma sensu. Iga na szczęście kompletnie nie zwraca uwagi na podobne głosy. Mam nadzieję, że Radwańska z tego powodu też nie czuje się obrażona, że cały czas porównują ją do jakiejś młodej dziewczyny. To porównywanie jest dla mnie trochę śmieszne, bo każdy ma swoją drogę.

17-letnia Amanda Anisimova wygrała w niedzielę turniej w Bogocie. Iga śledzi wyniki swoich rówieśniczek?

- Jednym okiem. Zadaje pytania, ale nie wnika w szczegóły.