US Open. Roger Federer znów przegrywa i co gorsza - mocno zawodzi. Wielki mistrz powoli zbliża się do końca kariery? Tym razem chyba można tak twierdzić

Porażka Rogera Federera z Johnem Millmanem w czwartej rundzie US Open jest znamienna. Szwajcar znów zawiódł. Coraz częściej w ostatnim czasie nie wywiązuje się z roli faworyta i przegrywa niemal wygrane mecze. Po tym, czego 37-letni maestro dokonał w 2017 roku, trudno ponownie wysyłać go na sportową emeryturę. Ale teraz trzeba chyba powiedzieć jasno: wszystko wskazuje na to, że wspaniała kariera najlepszego tenisisty w dziejach powoli dobiega końca.

Kapitalny powrót Rogera Federera w 2017 roku zapisał się złotymi zgłoskami w historii tenisa. Po długiej przerwie spowodowanej kontuzją kolana Szwajcar wygrał niespodziewanie Australian Open z odległym 17. numerem rozstawienia. Całkowicie zrezygnował z gry na mączce, aby skupić się na ukochanej trawie, co okazało się strzałem w dziesiątkę. W wielkim stylu, bez straty seta zdobył ósmy tytuł Wimbledonu. Nawet porażka z Juanem Martinem del Potro  w ćwierćfinale US Open nie mogła zaprzeczyć faktowi, że król powrócił na tron.

Sezon 2018 Federer także rozpoczął z przytupem. Pokonując w finale Marina Cilicia drugi raz z rzędu okazał się bezkonkurencyjny w Melbourne Park. Ale występy w Stanach Zjednoczonych nie były już tak owocne. O ile porażkę z Juanem Martinem del Potro w Indian Wells można wytłumaczyć, to tę z Thanasim Kokkinakisem w Miami już absolutnie nie. A trawa wbrew oczekiwaniom wcale nie przywróciła Szwajcarowi dobrych wyników. W Halle przegrana z Borną Coriciem, w Wimbledonie – mimo piłki meczowej – z Kevinem Andersonem. A triumfu w turnieju rangi ATP World Tour 250 w Stuttgarcie chyba nie warto odnotowywać w przypadku takiego zawodnika, jakim jest Federer.

BEN CURTIS/AP

Porażka z samym sobą

W Cincinnati Federer triumfował w przeszłości siedmiokrotnie. Tym razem także przyjechał jako wielki faworyt i zgodnie z oczekiwaniami dotarł do bezpośredniego pojedynku o tytuł. Stanął naprzeciw Novaka Djokovicia, świeżo upieczonego mistrza Wimbledonu. I po raz pierwszy przegrał w finale tego turnieju. Nie tylko z doskonale grającym Serbem, któremu z całą pewnością należą się słowa pochwały, ale i z samym sobą. Popełniał liczne błędy, jego zagrania lądowały bardzo często w siatce, a z biegiem czasu stawał się coraz bardziej poirytowany. Zupełnie jak nie on. W US Open zaczęło się jak zwykle obiecująco – trzy rundy bez straty seta i wymarzony wręcz przeciwnik w czwartej rundzie. Jak się okazało, wymarzony wcale nie oznacza łatwy.

Fatalny procent pierwszego serwisu i podwójne błędy w kluczowych momentach. Bezsensowne skróty, które nie tylko powodowały utratę punktów, ale i dodawały rywalowi ochoty do gry. Bo regularne minięcia stojącego przy siatce Federera dodają potężnej otuchy. Szarpane uderzenia, proste błędy i nietypowa dla niego irytacja. Niezrozumiałe powtarzanie błędnych decyzji, które tylko burzyło pojęcie o Szwajcarze jako o inteligentnym zawodniku. To wszystko spowodowało, że najlepszy tenisista w historii przegrał z Australijczykiem Johnem Millmanem, 55. rakietą świata, w czwartej rundzie US Open. I co konieczne do odnotowania – rozegrał jedno z najgorszych spotkań w karierze. Przegrał mecz, o którym sami komentatorzy mówili, że jego rozstrzygnięcie jest znane jeszcze przed rozpoczęciem gry.

Dla wcześniejszych tegorocznych porażek dało się znaleźć jakieś wytłumaczenie. Lub chciało się je znaleźć. Z Kokkinakisem – to tylko impreza w Miami, w Wielkim Szlemie to by nie miało miejsca. Z Andersonem – ostatecznie Afrykaner to finalista US Open, mógł się postawić. Ale po Millmanie wymówki nie ma. Tak samo jak nie było po Tommym Robredo w Nowym Jorku pięć lat wcześniej, czy po Serhiju Stachowskim w Wimbledonie 2013. A takie klęski bolą najbardziej, bo pokazują, że król nie jest już postrachem dla dużo niżej sklasyfikowanych rywali.

US Open 2018. Roger FedererUS Open 2018. Roger Federer JASON DECROW/AP

Koniec? Wszystko zależy od pieniędzy

Nie będzie klasyku Federer – Djoković w ćwierćfinale US Open. Nie będzie wielce wyczekiwanego starcia Federer – Nadal na kortach Flushing Meadows. Bardzo możliwe, że dwóch najlepszych tenisistów XXI wieku nigdy nie spotka się w Nowym Jorku. A Federer po dwóch nieudanych turniejach wielkoszlemowych, które mógł spokojnie wygrać, będzie się musiał poważnie zastanowić nad swoją przyszłością.

Ludzie związani z tenisem od dawna zadają sobie pytanie, jak długo pogra jeszcze Szwajcar. Ma już 37 lat, czyli najwięcej ze wszystkich liczących się w tourze zawodników. W przeciwieństwie do nich wciąż może się pochwalić piękną grą i dobrymi wynikami. Wyniki te są już jednak tylko dobre, co dla 20-krotnego mistrza wielkoszlemowego powodem do dumy nie jest, a przynajmniej być nie powinno.

Czy Federer zdoła jeszcze powiększyć swoją kolekcję trofeów o kolejny z czterech najważniejszych tytułów? Eksperci coraz bardziej w to wątpią. A kariery może szybko nie zakończyć, bo straci ogromną sumę pieniędzy (ok. 60 milionów dolarów rocznie), które wpływają na jego konto, kiedy gra. Pieniądze lub odejście z klasą – to dylemat, z którym najprawdopodobniej będzie sobie musiał niebawem poradzić wielki mistrz. Jego odejście spowoduje, to jasne, pustkę nie do wypełnienia. Ale tak jest czasem po prostu lepiej, dla samego sportowca.

>>> Djoković i Federer wystąpią w drugiej edycji Laver Cup. Zabraknie Rafaela Nadala

>>> Wielka reforma Pucharu Davisa. Pieniądze wygrały ze 118-letnią tradycją

>>> Novak Djoković  pierwszym tenisistą w dziejach ze wszystkimi tytułami Masters 1000

Więcej o: