Australian Open. Andy Murray nie zagra w Melbourne. Uraz biodra wciąż zbyt poważny

Stało się to, czego wielu fanów tenisa się obawiało. Pięciokrotny finalista Australian Open i jeden z najlepszych tenisistów ostatnich lat, Andy Murray, nie wystąpi w pierwszym tegorocznym turnieju wielkoszlemowym. Wcześniej wycofał się także Japończyk Kei Nishikori, a pod znakiem zapytania wciąż stoją starty Rafaela Nadala i Novaka Djokovicia

Andy Murray zakończył sezon 2017 jeszcze w lipcu, odpadając z Wimbledonu po porażce z Samem Querreyem. Powodem półrocznej absencji Szkota była kontuzja biodra, która uniemożliwiła mu obronę ogromnej ilości punktów w wielu turniejach i w konsekwencji spowodowała drastyczny spadek w światowym rankingu.

30-latek miał powrócić na nowy sezon zdrowy i głodny sukcesów, ale od początku było widać, że nie jest jeszcze w pełni gotowy do gry. W pokazowym turnieju w Abu Dhabi rozegrał tylko jednego seta z Roberto Bautistą-Agutem (przegrał 2:6), a niebawem ogłosił, że nie da rady wystartować w Brisbane. Wszyscy, łącznie z dyrektorem generalnym Australian Open, Craigiem Tileyem, wierzyli, że Murray wystąpi w pierwszym tegorocznym turnieju wielkoszlemowym, ale niestety – w Melbourne go nie zobaczymy.

- Przykro mi, że nie zagram w tym roku w Melbourne, ale nie jestem na to jeszcze gotowy. Niebawem polecę do domu i rozważę wszelkie możliwości leczenia. Dziękuję wszystkim za słowa otuchy i mam nadzieję, że wrócę na kort jak najszybciej – ogłosił Szkot w czwartek rano polskiego czasu.

Nieobecność Murraya zasmuciła wielu kibiców. Od zawsze prezentował w Australii znakomitą formę i nie jest tajemnicą, że Australian Open to jeden z jego ulubionych turniejów. Aż pięciokrotnie dochodził tam do finału, jednak za każdym razem musiał uznać wyższość rywala – czterokrotnie Novaka Djokovicia i raz Rogera Federera.

Murray nie jest pierwszym zawodnikiem z czołówki, który wycofał się z Australian Open. Kilka dni wcześniej swoją nieobecność zapowiedział też Japończyk Kei Nishikori, który nie wyleczył w pełni kontuzji nadgarstka.

A organizatorzy wciąż nie mogą być spokojni. Pod znakiem zapytania stoją bowiem starty Rafaela Nadala i Novaka Djokovicia. Niezagrożony jest natomiast występ Rogera Federera, który będzie bronić tytułu wywalczonego przed rokiem.