Wzruszony Janusz Kubot dla Sport.pl: To jest wielkość Łukasza. Potrafił wytrzymać presję

- Czułem, że im dłużej będą grali, to błędy przytrafią się ich rywalom - relacjonował tuż po meczu dla Sport.pl Janusz Kubot, ojciec tegorocznego triumfatora deblowego Wimbledonu. Mecz mocno przeżywał. Ze zwycięstwa Łukasza cieszył się z najbliższymi.

- Tylko proszę szybko, bo tu telefony dzwonią, a ludzie ciągle gratulują i piszą SMSy - uprzedził od razu szczęśliwy Janusz Kubot, z którym rozmawialiśmy chwilę po sukcesie Łukasza.Finał debla Wimbledonu oglądał w Polsce z rodziną i przyjaciółmi. Był pod wrażeniem wyrównanego pojedynku.

- To był prawdziwy pokaz i reklama tenisa. Oni grali rewelacyjnie. Finał toczył się na bardzo wysokim poziomie - oceniał na gorąco.

Przed ćwierćfinałem imprezy w Londynie, rozmawialiśmy z nim o zdrowiu Łukasza i  przygotowaniu kondycyjnym do turnieju. Pan Janusz przyznał wtedy, ze Łukasz był pod koniec czerwca w Poznaniu u swojego zaufanego fizjoterapeuty. To z nim się szykował, by wytrzymać ten turniej. Tydzień przed Wimbledonem, polsko-brazylijska para odpuściła jakakolwiek rywalizację. Ojciec o formę syna podczas morderczego,finałowego trwającego ponad 4,5 godziny pojedynku się nie bał.

- Łukasz grał singla w Australii i to pięć setów przy nieporównywalnie wyższej temperaturze. Dla deblistów te maratony to nie jest chyba taki duży problem. Myślę, że bardziej mógł być zmęczony mentalnie niż fizycznie - ocenił po spotkaniu.

0:40? "Wytrzymał presję, zagrał super partię"

W piątym secie oraz stanie 8:8 i serwisie Łukasza było 0:40. Kubot i Melo znaleźli się w tarapatach. Rywale byli blisko przełamania. Polak zagrał cztery rewelacyjne piłki i opanował sytuację.

- To jest wielkość Łukasza. Potrafił wytrzymał presję i zagrał super partię. Trochę się uśmiechałem, bo komentatorzy chwalili rywala Mate Pavicia, że przez cały mecz nie przegrał żadnego własnego podania. Prawie przez cały, bo w najważniejszym, końcowym momencie skapitulował do 0. To jest właśnie wielkość zawodnika, że jest pod ścianą, a potrafi się obronić. Łukasz to ma - mówił z dumą pan Janusz.

Co oprócz "wytrzymania presji" zadecydowało o sukcesie Kubota i Melo?

- Moim zdaniem zwyciężyło doświadczenie. Czułem, że im dłużej będą grali, to jakieś błędy przytrafią się ich rywalom. Kubot i Melo doskonale się rozumieją - argumentuje ojciec polskiego zawodnika. Teraz czeka na syna w domu, ale wie, że ten jeszcze chwilę spędzi w Londynie.

- Widział pan ile na meczu było gości. Łukasz musi spędzić z nimi chwilę i jakoś ich podjąć. To jest Wimbledon wielka impreza. My tu sobie na niego poczekamy - zakończył pan Janusz. SMSa z gratulacjami synowi nie wysłał. Ma z nim długo porozmawiać.

Łukasz Kubot już drugi raz w karierze sięgnął po wielkoszlemowy tytuł. Po sukcesie z 2014 roku w Australian Open w parze z Robertem Lindstedtem, tym razem triumfował z Marcelo Melo. Polsko-brazylijska para wygrała z Oliverem Marachem i Mate Paviciem 5:7, 7;5, 7:6(2), 3:6, 13:11.

Więcej o: