Wimbledon. Przegrała w drugiej rundzie, a i tak awansuje na pierwsze miejsce. Droga na szczyt Karoliny Pliskovej - nowej liderki światowego rankingu

Wydawało się, że będzie kolejną zawodniczką, która jest bardzo blisko pierwszego miejsca, ale jednak nie da rady na nie awansować. Wimbledon mógł jej w tym pomóc, ale zbyt wiele w Londynie nie ugrała. Pomogły za to rywalki. Czeska tenisistka, Karolina Pliskova, od poniedziałku będzie nową liderką rankingu WTA.

Po zwycięstwie w Australian Open i ogłoszeniu ciąży Serena Williams wycofała się z rozgrywek. Zrobiła tym samym nadzieje wielu innym tenisistkom na wygranie turnieju wielkoszlemowego i awans na pozycję liderki rankingu. Szczególnie ucieszyły się Angelique Kerber, Simona Halep i Karolina Pliskova, dla których Amerykanka była najgroźniejszą rywalką.

Na pierwsze miejsce jako pierwsza awansowała Kerber, jeszcze w 2016 roku po triumfie w US Open. Niemka od tamtej pory totalnie jednak zawodzi – nie wygrała w tym sezonie żadnego turnieju, a Szlemy w jej wykonaniu są bardzo przeciętne. Kiedy sensacyjnie odpadła już w pierwszej rundzie Rolanda Garrosa, Halep i Pliskova zacierały ręce na wygryzienie jej z fotela liderki rankingu. O tym, która z nich dostąpi tego zaszczytu miał zadecydować półfinał w Paryżu. Lepsza okazała się Rumunka, lecz ulegając niespodziewanie w finale młodej Jelenie Ostapenko, musiała odłożyć marzenia o pierwszym miejscu przynajmniej do następnego turnieju.

Wczesna porażka i awans na pierwsze miejsce

Kerber utrzymała prowadzenie, ale w Wimbledonie czekało ją nie lada wyzwanie – musiała dojść do finału i obronić punkty z zeszłego roku, ponieważ w innym wypadku Halep i Pliskova tym razem by jej już nie odpuściły. Czeszka była jednak uczestniczką sensacji, odpadając już w drugiej rundzie po przegranym meczu z rozgrywającą znakomity turniej Magdaleną Rybarikovą. Porażka paradoksalnie wcale nie oznaczała utraty przez nią szans na pierwsze miejsce w rankingu.

Kiedy Garbine Muguruza w czwartej rundzie wyeliminowała Kerber, pewnym stało się, że w końcu nastąpi zmiana na prowadzeniu. Faworytką była Halep, wystarczyło jej awansować do półfinału. Nie dała rady – w ćwierćfinale po wygraniu pierwszego seta z Johanną Kontą, przegrała kolejne dwa i odpadła z rozgrywek. Brytyjka stała się pierwszą przedstawicielką gospodarzy od 39 lat, która zawalczy o finał przy Church Road, a liderką rankingu od poniedziałku zostanie ta, której porażka była tak wczesna, że już niemal zapomniana – Karolina Pliskova.

Czeszka stanie się kolejną po Jelenie Janković, Dinarze Safinie i Caroline Wozniacki tenisistką, która będzie numerem jeden na świecie, mimo braku zwycięstwa w turnieju wielkoszlemowym. Jej dorobek wyniesie 6855 punktów, czyli o 185 więcej niż drugiej Halep i aż o 898 więcej niż Kerber. Tak wielka strata Niemki wynika z faktu, że straciła za zeszłoroczny finał aż 1060 punktów. W związku z tym wyprzedzić ją może jeszcze Konta, ale Brytyjka musiałaby wtedy wygrać cały Wimbledon.

Droga na szczyt

Myli się ten, kto myśli, że jedynie druga runda Wimbledonu wystarczyła Pliskovej do objęcia prowadzenia w rankingu. Czeszka od dawna poprawia swoją grę, notując coraz lepsze wyniki, a prawdziwym momentem przełomowym był rok 2016. Wygrała najpierw turnieje w Nottigham i Cincinnati, a następnie była bardzo blisko triumfu w US Open. W drodze do finału wyeliminowała obie siostry Williams, tam jednak nie dała rady Kerber.

W sezonie 2017 kontynuuje dobrą passę. W Australian Open i Roland Garros osiągnęła swoje najlepsze dotychczasowe rezultaty (odpowiednio ćwierćfinał i półfinał), była najlepsza w Brisbane, Doha i Eastbourne, a podczas amerykańskiego tournée dochodziła do półfinałów w Indian Wells i Miami.

To wszystko sprawia, że 17 lipca 25-letnia prażanka stanie się drugą po legendarnej Martinie Navratilovej czeską tenisistką, która obejmie prowadzenie w światowym rankingu WTA. Utrzymać je będzie ciężko, ponieważ musi bronić wielu punktów za drugą połowę zeszłego sezonu, ale przy słabej dyspozycji Kerber i nieradzącej sobie w najważniejszych meczach Halep, ma wszystko w swoich rękach.

Wimbledon. Radwańska nie dała rady Kuzniecowej