Radwańska dla Sport.pl: Wszystko poświęciłam temu, by być tu, gdzie jestem. Nie myślę o końcu kariery

Agnieszka Radwańska na kortach nie ma ostatnio dobrej passy. Dużo mówi też o swoim zdrowiu. Zapewnia jednak, że tenis dalej daje jej dużo radości. - To całe moje życie. Wszystko z tym wiążę, wszystko poświęciłam temu, by być tu, gdzie jestem - opisuje rozmowie ze Sport.pl. Tak ma być jeszcze co najmniej przez kilka lat. Perspektywa kolejnej walki o medal igrzysk, też jest dla niej kusząca.

28-letnia Radwańska tegoroczne turnieje kończyła przeważnie po drugim meczu. Wyjątek z Sydney, gdzie doszła do finału, właściwie tylko potwierdza tę regułę. Na ostatnich zawodach w Miami prześladowała ją grypa żołądkowa, wylądowała w szpitalu i rozważała wycofanie z imprezy, która kosztowała ją sporo zdrowia. Po turnieju w USA postanowiła trochę odpocząć. Przed świętami pojawiła się natomiast w Warszawie, by oficjalnie rozpocząć współpracę z nowym sponsorem.

Podpisała Pani właśnie nowy trzyletni kontrakt sponsorski. Kibice mogą być zatem pewni, że do marca 2020 roku wciąż będą oglądać Radwańską na kortach…

- Plan mam taki, by grać jeszcze kilka lat. Oczywiście jeśli zdrowie pozwoli. Bez niego będzie ciężko. Na razie nie myślę o końcu kariery. Kilka lat na pewno chcę pograć.

Bo wydźwięk Pani ostatniego felietonu w jednej z singapurskich gazet był taki, jakby tenisem była Pani zmęczona.

- To było tylko w kontekście Sereny i Venus Williams. W wieku 36 czy 37 lat po prostu nie wyobrażam sobie siebie na korcie. Niezależnie od moich chęci, mój organizm powiedziałby wtedy stanowcze nie.

Czyli póki będzie zdrowie, póty tenis pod każdą postacią będzie dawał radość?

- Cały czas tak. Ja uwielbiam też oglądać tenis. Mimo, że cały dzień trenuję, czy gram mecze, to wieczorem jak już wrócę z klubu włączam telewizor i oglądam night session. To jest jednak całe moje życie. Wszystko z tym wiążę, wszystko poświęciłam temu, by być tu gdzie jestem i jak najlepiej grać w tenisa. To dalej moja pasja.

Z drugiej strony trwa to od kilkunastu lat. W polskim środowisku dziennikarskim jest takie przekonanie, że więcej radości dają Pani rozmowy o lakierach i torebkach...

- Może to wynikać z tego faktu, że usłyszałam już tyle jednakowych pytań, notorycznie powtarzających się od tylu lat, że nie mam na nie co odpowiadać. Możemy się oczywiście non stop powtarzać, ale chyba nie o to chodzi. To jest ten powód. Od 10 lat te turnieje są bardzo podobne, plany mam takie same, trudno zadać oryginalne pytania jeśli chodzi o tenis.

Spróbujmy zatem z tematem z przyszłości. Udział w IO w Tokio to sprawa ważna, ale niepewna?

- To dla mnie tak odległy czas… Owszem chciałabym tam zagrać i po raz kolejny powalczyć o medal, którego nie mam, ale do tego czasu jest jeszcze mnóstwo turniejów i Wielkich Szlemów. Co roku wychodzi około 20 imprez, więc mam się jeszcze na czym skupić przed igrzyskami. Wiadomo, że każdy chciałby przywieźć z nich medal. Jak zdrowie pozwoli to będę o ten krążek walczyć.

Teraz mamy sezon na kortach ziemnych, plany takie jak zwykle? Nie chciała Pani dołożyć sobie czegoś do dobrze znanej listy, choćby turnieju w Charlestone?

- Mam na rozpisce to co zwykle: Stuttgart, Madryt, Rzym i oczywiście Paryż. Na mączce nie chciałam sobie już niczego dokładać. W tamtym roku doszedł mi natomiast jeden turniej na trawie. Może teraz będzie podobnie. Korty ziemne kosztują mnie za dużo zdrowia i energii. Wolę odpocząć, więcej potrenować i lepiej przygotować się na te cztery imprezy które mam założone. Czeka mnie ciężki okres. Tu dwa Wielkie Szlemy są bardzo blisko siebie. To powoduje dość napięty grafik.

Niebawem właśnie w Madrycie spotka się Pani z wracającą po dopingowej wpadce Marią Szarapową. Brakowało jej?

- Tutaj nikt na nikogo nie czeka. Ja jestem zawodniczką, ona jest zawodniczką i jest jeszcze setka innych dziewczyn na znakomitym poziomie. To nie jest tak, że nie ma z kim grać i nie ma dobrych meczów. Czy ta kara powinna być dłuższa czy krótsza? Nie mnie to oceniać. Niech ona zastanawia się nad tego typu pytaniami. Ja przy tej sprawie byłam widzem. Wiem tu tyle ile wyczytałam w internecie.

Dalej zaprzyjaźnia się Pani z nową rakietą. Czy po kilku meczach tego sezonu, można powiedzieć, że decyzja o odstawieniu Babolata była dobra?

- To była trudna decyzja. Swoją dotychczasową rakietą grałam przecież 15 lat. Chciałam spróbować jednak czegoś innego. Czegoś, co może zmieniłoby moją grę o ten procent czy dwa. To też jest ostatni moment gdy mogę coś skorygować. Za rok czy dwa pewnie bym się na to nie zdecydowała. Zobaczymy jakie będą tego efekty…

Więcej o: