"Jak wchodzę na kort, zakładam opaskę. Piłki i tak nie zobaczę. Po co tracić na to czas?"

Asów serwisowych Sereny Williams czy skrótów Rogera Federera nie widzieli, ale i tak tenis daje im dużo radości. Niedowidzących zawodników Blind Tennis Polska po niektórych akcjach chce się zresztą oklaskiwać głośniej.

Chociaż okoliczności życiowe im tego nie ułatwiają, to swoją pasję realizują, jak mało kto. Ćwiczą wytrwale i marzą, by dobrze zaprezentować się w Europie. Jest ich kilkunastu. Chętnych dużo więcej. Jeszcze kilka lat temu to marzenie byłoby postrzegane jako nierealne lub abstrakcyjne. Jak zagrać w tenisa nie widząc kortu ani piłeczki? Teraz to nie problem. Potrzeba do tego dużej wyobraźni, wielu godzin ćwiczeń oraz przede wszystkim odpowiedniej technologii.

Piłka mówi, wyobraźnia pracuje

Kluczowa jest tu odpowiednia piłeczka. Skonstruował i opatentował ją niewidomy Japończyk Miyoshi Takei. Zajęło mu to kilka lat, ale produkt finalnie się sprawdza.

- Piłka jest z dość miękkiej gąbki, w środku ma jeszcze jedną piłkę wielkości tej od golfa. Wypełniona jest śrutem. Działa jak grzechotka. Lecąc wydaje charakterystyczny dźwięk, który niejako mówi o jej prędkości, kierunku lotu i tym gdzie wyląduje - tłumaczy Małgorzata Łowkis-Przybytniak - wiceprezes Blind Tennis Polska. Oczywiście mówi tym, którzy potrafią te informacje odczytać. Pomagają im uszy i wyobraźnia, chociaż na początku łatwo nie było.

- Teraz rzeczywiście udaje mi się tę piłkę przebić na drugą stronę. Udaje mi się odebrać, jak ktoś podaje. Pół roku temu byłam szczęśliwa, gdy tylko zdołałam w nią trafić. Wtedy nawet nie marzyłam, by przeszła przez siatkę, czy weszła jeszcze w karo serwisowe - wspomina zawodniczka Monika Dubiel - Zawsze jest tak, że jak zaczynamy w czymś być lepsi, to nas to motywuje do dalszej pracy - mówi z uśmiechem. Po wejściu do hali swoją czarną laskę szybko zamienia na tenisową rakietę.

Na zajęcia w Warszawie przychodzą osoby z różnym stopniem dysfunkcji wzroku.

- Mamy pięciu zawodników zupełnie niewidomych i takich, u których utrata wzroku jest bardzo duża - tłumaczy nam Łowkis - Przybytniak. - Opisuje się ją w specjalistycznej skali, ale jakby to tak przyrównać do dobrze znanych nam minusów, to te najlepiej widzące osoby miałyby wadę -36 dioptrii. Są też tacy którzy mają zawężone pole widzenie i nie rejestrują obrazu na wprost - dodaje.

Jak ktoś chce poczuć na własnej skórze jak funkcjonuje się w ten sposób na korcie to niech najlepiej zasłoni sobie oczy. Robi tak zresztą Robert Zarzecki. Jemu to akurat pomaga.

- Takie bardzo delikatne plamy tego wszystkiego jeszcze widzę. Jak wchodzę na kort zakładam opaskę. Piłki i tak nie zobaczę, a wzrok będzie chciał jej szukać. Po co tracić na to czas?- tłumaczy. - Na zawodach międzynarodowych i tak trzeba grać w zaciemniających goglach - dodaje.

Magiczna piłka za 50 złotych

Blind tenis nie jest sportem tanim. O ile rakiety czy wynajęcie hali, to koszty do zaakceptowania, to największym problemem są opatentowane i sprowadzane z Japonii piłki.

- Są one drogie i szybko się psują. Ich koszyk starcza nam na miesiąc- mówi Agata Barycka, założycielka Blind Tennisa w Polsce. - Jedna kosztuje 50 złotych, w miesiącu zużywamy co najmniej 24. Staramy się sami robić własne piłki treningowe, ale osoby niewidome mówią, że to nie jest ten dźwięk, nie ta wysokość odbicia. Na razie zatem nie mamy alternatywy - dodaje.

Być może im więcej osób przyłączy się do gry, zamówień będzie więcej, ceny zaczną spadać. - Rok temu przeprowadziliśmy pierwszy kurs dla trenerów Blind Tennisa. Takich licencjonowanych mamy teraz sześciu. Chętnych, by uprawiać ten sport jest wielu, codziennie praktycznie ktoś do mnie pisze, że jest zainteresowany i pyta gdzie może w swoim mieście znaleźć taką organizacje. Na razie nie może, ale dzięki temu wiemy, że musimy działać prężnie - uśmiecha się Barycka. Ona sama jako fizjoterapeuta i instruktorka tenisa wie, jak te dwie rzeczy znakomicie ze sobą współgrają i jaką frajdę dają tym, którzy na jej zajęciach się pojawiają.

- Dla mnie to możliwość oderwania się od rzeczywistości. Odskocznia, a teraz to już moja nowa pasja - wyjaśnia nam Robert.

- Mi to po prostu pomaga zaspokoić moją potrzebę sportu - dodaje Monika. - Oprócz tego wspinam się, żegluję, zimą jeżdżę na łyżwach, ostatnio byłam też na nartach - uzupełnia.

- Dla mnie najfajniejsze w tym jest to, że w Blind Tennisie nie wystarczy sama sprawność fizyczna. Tu dochodzi też ten element kombinowania - wyjaśnia kolejna zawodniczka Kamila Wróblewska

Po wtóre wychodzenie na kort daje to, co w sporcie jest najważniejsze. Możliwość rywalizacji. Niewidomi tenisiści brali udział w dwóch zorganizowanych zawodach w Warszawie, teraz chcą sprawdzić się na arenie międzynarodowej. W maju w Hiszpanii odbędzie się pierwszy międzynarodowy turniej tenisa ziemnego dla osób z dysfunkcją wzroku. Grupa zbiera właśnie fundusze, by uczestniczyć w International Blind Tennis Tournament, Spain 2017. Wszyscy zapewniają, że pojadą tam wygrać.

Więcej o: