Polka wyeliminowana. Z Wimbledonu plan dla Radwańskiej niezrealizowany. Jeszcze

W jedenastym starcie w Wimbledonie Radwańska po raz czwarty odpadła w IV rundzie. Jak sama przyznała przed przegranym meczem z Dominiką Cibulkovą, przejście do drugiego tygodnia turnieju dało zaledwie przyjemną ulgę z wypełnienia planu minimum. Tylko dwa razy, w 2007 i 2011 roku, Polka wracała z Londynu wcześniej.

Mecz był niezwykle zacięty i wyrównany, Radwańska miała w nim piłkę meczową. Powiedziała na konferencji, że przesądził jeden punkt i nawet nie wie, co mogłaby zrobić lepiej. Cibulková stwierdziła, że było to najcięższe spotkanie w jej dotychczasowej karierze. Najbardziej wyniszczające fizycznie i psychicznie, w dużej mierze dzięki świetnej grze Radwańskiej. Dzień później efekt zobaczyliśmy w ćwierćfinale, w którym przegrała z Rosjanką Jeleną Wiesniną 2:6, 2:6.

Nie oznacza to jednak, że Radwańska zagrała perfekcyjny mecz. Trener Tomasz Wiktorowski był po nim nieuchwytny dla mediów. We wcześniejszych wypowiedziach dosyć dokładnie roztoczył wizję idealnego tenisa Polki.

- Chodzi o to, żeby Agnieszka grała swój najlepszy tenis i wpływała na grę przeciwniczek, a nie odwrotnie. Nie chodzi o to, żeby czekać, aż rywalka pomoże, ale żeby własnym tenisem spowodować, żeby rywalka pomogła. To jest baza, którą dodatkowo trzeba uzupełnić kilkoma albo kilkunastoma akcjami zagranymi ofensywnie, agresywnie: dobrymi pierwszymi serwisami, dobrą pierwszą piłką po serwisie - mówił.

W pierwszych gemach meczu IV rundy Radwańskiej to wychodziło, ale szybko przestało. Przez większą cześć pierwszego seta była w głębokiej defensywie. - Starałam się realizować założenia, ale czasem się gra, jak przeciwnik pozwala. A Cibulková grała naprawdę dobrze - powiedziała po meczu Radwańska.

Większość ekspertów (m.in. Martina Navrátilová czy Mats Wilander) uważa, że Polkę stać na wygranie Szlema. Niektórzy jako warunek stawiają jednak wzmocnienie fizyczne i znaczne poprawienie siły serwisu. To jednak mogłoby zabić precyzyjną i finezyjną grę, dzięki której zyskała przydomek "ninja".

Wiktorowski jest tego świadomy i zamiast większej siły oczekuje agresji. - W Szlemach z każdym meczem musi grać odważniej. Kiedy przełamuje się podanie rywalki i potwierdza własnym serwisem - to moment, aby jeszcze przyspieszyć, a w żadnym wypadku zwolnić. Nie da się kontrolować wszystkiego, ale trzeba dążyć do tego, żeby jak najwięcej akcji Agnieszka rozgrywała tak, jak trenujemy, i tak, jak ona lubi - mówił.

W poniedziałkowym meczu agresja była po stronie Cibulkovej. Słowaczka nie tylko mocniej atakowała, ale też widać było, że walczy: unosiła pięść, krzyczała, odwracała się w stronę swoich trenerów, pokazując zaciśnięte zęby. To oczywiście nie jest styl Polki, jak zwykle bardzo skupionej i opanowanej. Radwańska zawsze pozostanie defensorką, ale sama obrona, nawet najlepsza, nie przybliży jej do wygrania Szlema. Taki wniosek wysnułem z wypowiedzi Wiktorowskiego. - Kiedyś tenis był grą błędów, teraz czasy się zmieniają. Teraz to jest gra winnerów. Zawodników bazujących na błędach jest coraz mniej. Trzeba iść z czasem. Na treningach ćwiczymy tego dużo, oczekuję, że takich zagrań na meczach będzie coraz więcej - mówił.

Radwańska dzięki swojej regularnej grze doszła do pozycji wiceliderki rankingu WTA. Wciąż jednak czeka na pierwszego wygranego Szlema. Szanse Polki rosną, bo zdyskwalifikowana jest Maria Szarapowa, kolejne kontuzje przerywają karierę Wiktorii Azarenki, a Serena Williams gra coraz rzadziej, przy tym przegrywa częściej. W tej sytuacji pierwsze Szlemy wygrały w ciągu ostatnich 12 miesięcy Flavia Pennetta, Angelique Kerber i Garbine Muguruza. Wierzę, że Radwańska też może tego dokonać. Plan jest dobry, tylko wykonanie jeszcze nie idealne.

Tenisowy ślub roku! Przyjechał nawet Boris Becker [ZDJĘCIA]

Więcej o: