WTA w Katowicach. Mocne wejście Agnieszki Radwańskiej w Spodku

Od pewnego zwycięstwa 6:1, 6:3 nad Belgijką Yaniną Wickmayer (WTA 92) zaczęła występ w turnieju Katowice Open rozstawiona z jedynką Agnieszka Radwańska (na zdjęciu). Kilka tysięcy widzów w Spodku zobaczyło jeden z solidniejszych w tym roku występów Polki.

Radwańska od początku dobrze serwowała i umiejętnie mieszała grę, wybijając rywalkę z rytmu uderzeń. Po raz pierwszy od dawna zaimponowała też dużą pewnością siebie w trudnych momentach. W II rundzie jej rywalką będzie kolejna Belgijka An-Sophie Mestah (112), która pokonała 6:2, 6:1 Magdalenę Fręch (433).

Klęską zakończył się w Katowicach debiut młodszej z sióstr Radwańskich. Urszula (113), grająca w imprezie z dziką kartą, została rozgromiona 0:6, 1:6 przez Rosjankę Jelizawietę Kuliczkową (123). Polka nie miała żadnych szans. Rosjanka nacierała nieustannie i prawie nie popełniała błędów. Urszula sprawiała wrażenie spiętej, nie umiała zrobić nic, co odrzuciłoby przeciwniczkę w tył kortu. - Zagrała dużo lepiej ode mnie. Należą jej się brawa. Jeśli dalej będzie tak grać, to szybko będzie w czołowej dziesiątce na świecie - stwierdziła Urszula. - Nie zagrałam źle, może tylko za rzadko próbowałam przejąć inicjatywę.

Kulczikowa dostała się do turnieju głównego jako tzw. lucky loserka, bo w ostatniej rundzie eliminacji przegrała... z inną Polką Magdą Linette. Jak to możliwe, że ona umiała znaleźć sposób na Rosjankę? - Mój trener był na tym meczu i Kuliczkowa zagrała zupełnie inaczej. To była dziś zupełnie inna zawodniczka. Jestem w szoku. We wtorek popełniła dużo więcej błędów - odparła Urszula.

Na szczęście Linette (106) zwycięstwo z tą "inną wersją" Kulczikowej nie zaszkodziło - wczoraj w I rundzie turnieju głównego pokonała 7:6 (7-5), 6:4 Niemkę Annę-Lenę Friedsam (102). W kolejnej rundzie zmierzy się z Włoszką Camilą Giorgi (34).

Więcej o: