Kawał dobrej roboty Agnieszki Radwańskiej

- Zawsze lubiłam Kanadę, teraz ją kocham! - cieszyła się Polka po wygraniu turnieju Rogers Cup w Montrealu. - To zwycięstwo dodało mi pewności siebie na resztę sezonu - podkreśliła.

W niedzielnym finale Radwańska pokonała 6:4, 6:2 Amerykankę Venus Williams. To 14. tytuł Polki w karierze, pierwszy w tym sezonie i najbardziej znaczący od wygranego w 2012 r. turnieju w Miami.

W Kanadzie stawiła się niemal cała światowa czołówka z Sereną Williams, Marią Szarapową i Petrą Kvitovą na czele. Z wyżyn rankingu WTA zabrakło tylko leczących kontuzje Simony Halep i Chinki Na Li.

Rozstawiona z trójką Radwańska w pięciu meczach w Kanadzie (pula nagród 2,4 mln dol.) straciła ledwie jednego seta. Można powiedzieć, że turniej upłynął pod znakiem rewanżów za dawne sportowe krzywdy. Z pokonaną w III rundzie Sabine Lisicki Radwańska przegrała w zeszłym roku zacięty półfinał Wimbledonu. Z Wiktorią Azarenką (ćwierćfinał), nie licząc ostatniego Australian Open, przez trzy lata przegrała siedem meczów z rzędu. A z Jekatieriną Makarową (półfinał) miała rachunki do wyrównania za porażki w zeszłorocznym US Open i tegorocznym Wimbledonie. Tylko z Venus Williams w finale Polka nie miała żadnych zaszłości, to była jej trzecia wygrana z rzędu z 34-letnią Amerykanką.

Kanadyjskie i amerykańskie media podkreślały, że Venus (WTA 20) wyglądała na zmęczoną po kilku ciężkich trzysetówkach we wcześniejszej fazie turnieju (m.in. półfinałowym zwycięstwie nad młodszą siostrą Sereną, liderką rankingu WTA), ale bardzo chwaliły też Radwańską, która zagrała perfekcyjnie w defensywie. Polka odbijała za siatkę niemal wszystkie piłki, zmuszając rywalkę do nadmiernego ryzyka i prowokując dzięki temu do błędów. Ale do szczelnej obrony Polka dołożyła solidny serwis i sporą dawkę agresji w zaczepnych akcjach, czyli to, za czym najbardziej ostatnio w grze Polki tęsknił trener Tomasz Wiktorowski. - Ta wygrana dodała mi mnóstwo pewności siebie, wykonałam kawał dobrej roboty - cieszyła się Radwańska. Z Wiktorowskim wyściskała się serdecznie tuż po ostatniej piłce.

Po świetnym początku sezonu (półfinał Australian Open, finał Indian Wells), późną wiosną Polka wpadła w kłopoty - nie udały jej się występy na Rolandzie Garrosie (przegrana w III rundzie z Ajlą Tomljanović) oraz Wimbledonie (3:6, 0:6 z Makarową w IV rundzie). Tuż przed przyjazdem do Kanady też nie było różowo - w Stanfordzie w pierwszy meczu poległa z Amerykanką Varvarą Lepchenko (WTA 49).

Jak to się stało, że znalazła wysoką formę? - Dobrze funkcjonował mój serwis, z każdym meczem czułam się na korcie pewniej, wierzyłam w to, że moja gra może mnie zaprowadzić wysoko. I dlatego siedzę tu dziś z wami - mówiła Radwańska do dziennikarzy na konferencji prasowej po dekoracji i odebraniu czeku na 441 tys. dol.

Polce po kilku słabszych występach groził spadek w rankingu na szóstą lokatę, ale wygrywając w Kanadzie, uratowała się i pozostanie piąta.

- Grając z Agnieszką, trzeba być cierpliwym, dziś mi się to nie udało. Szczerze gratuluję jej zwycięstwa i już czekam na nasz następny mecz, jestem pewna, że będzie ich jeszcze wiele - powiedziała Venus Williams, siedmiokrotna mistrzyni wielkoszlemowa i była liderka rankingu. Jej słowa odebrano jako żartobliwy przytyk pod adresem wszystkich tych, którzy od kilku lat wysyłają ją na emeryturę. Amerykanka jest najstarszą tenisistką w czołowej setce rankingu WTA. - Venus, byłaś wielka, to był świetny turniej w twoim wykonaniu - rewanżowała się komplementami Radwańska.

W tym tygodniu Polka i Amerykanka przenoszą się do Cincinnati, gdzie rozpoczął się w poniedziałek równie duży turniej WTA (pula nagród 2,56 mln dol.), ostatni poważny test przed wielkoszlemowym US Open (od 25 sierpnia). W I rundzie Radwańska ma wolny los, w II rundzie zmierzy się z Japonką Kurumi Narą lub Szwajcarką Rominą Oprandi. Najwyżej notowane tenisistki w połówce Polki to Angelique Kerber (6) i Serena Williams (1), z którą może zagrać w półfinale.

Męski Rogers Cup w Toronto wygrał Jo-Wilfried Tsonga po zwycięstwie 7:5, 7:6 (7-3) nad Rogerem Federerem. To 11. tytuł Francuza w karierze. W I rundzie w Kanadzie odpadł Jerzy Janowicz. Polak w najnowszym rankingu ATP spadł na 65. miejsce.

Więcej o: