Tenis. Sakowicz: Piter walczy o Australian Open

- Zagrała świetnie, chciałabym, żeby za chwilę niektórzy musieli odszczekiwać niesprawiedliwe wobec niej słowa - mówi Joanna Sakowicz-Kostecka po sensacyjnym zwycięstwie Katarzyny Piter nad Kirsten Flipkens 6:4, 6:2 w pierwszej rundzie turnieju WTA w Luksemburgu (pula nagród 235 tys. dolarów). Po zwycięstwie nad półfinalistką tegorocznego Wimbledonu 22-letnia Polka zagra z Yaniną Wickmayer. Mecz w środę o godz. 18. Relacja na żywo w Sport.pl

Łukasz Jachimiak: Katarzyna Piter lepsza od półfinalistki tegorocznego Wimbledonu. Nie brzmi jak żart? Przecież dla Polki do dopiero trzeci w karierze turniej rangi WTA.

Joanna Sakowicz-Kostecka: Kasia sprawiła olbrzymią sensację, ale muszę powiedzieć, że przed jej meczem z Flipkens przypominałam sobie dokładnie ostatnie wyniki naszej zawodniczki, bo były naprawdę obiecujące. W lipcu zagrała w finale turnieju w Ołomuńcu z pulą nagród 100 tys. dolarów, w innych ITF-ach też osiągała świetne wyniki. Była w finałach, półfinałach. To, co teraz prezentuje, jest efektem mozolnego przebijania się przez te wszystkie challengery. Bardzo ciężko pracowała na przebicie się do pierwszej "setki" światowego rankingu. Z Flipkens zagrała świetnie, zasłużyła na to wielkie zwycięstwo.

Kilka dni temu Piter wygrała w Linzu z Iriną-Camelią Begu i już to oraz awans na 144. miejsce w rankingu WTA było dla niej sukcesem. Co musi się stać, żeby zwycięstwo nad Flipkens nie pozostało na zawsze jej największym osiągnięciem?

- Musi dalej pracować z takim poświęceniem i będzie szła w górę, bo ma potencjał. Wkurzało mnie, kiedy w wieku 17-18 lat grała na niezłym poziomie, a niektórzy twierdzili, że nic z niej nie będzie, bo według nich już wtedy powinna być w pierwszej "100", a nawet "50" na świecie. Moim zdaniem obserwujemy idealny przykład kariery kogoś, kto po swoje idzie małymi krokami. Tu nie ma takich wyskoków, jak u Agnieszki Radwańskiej, która od razu zagrała świetny turniej w Warszawie, a za chwilę była w czwartej rundzie Wimbledonu. Nie każdy może do "setki" wskoczyć, trzeba szanować tych, którzy idą do niej konsekwentnie krok za krokiem. Mam nadzieję, że do końca roku Kasia będzie grała jak najwięcej. Może nawet liczyć na to, że załapie się do głównej drabinki Australian Open.

Może zdobyć bardzo dużo punktów już w Luksemburgu?

- Teraz zagra z Wickmayer, po zwycięstwie nad Flipkens ma wszystkie atuty, żeby pokonać jej rodaczkę. W ogóle jest w świetnej sytuacji, w Luksemburgu może się dla niej wydarzyć wszystko, co najlepsze. Pewnie nawet najwierniejsi fani Piter nie spodziewali się, że ona pokona Flipkens, a już o tym, że wygra w takim stylu, że wręcz zmiażdży 20. zawodniczkę świata, nikt nawet nie pomyślał. Teraz ona nie czuje presji, a siłę ma niesamowitą.

Do turniejów głównych i w Luksemburgu, i w Linzu przebijała się przez kwalifikacje, w 10 dni rozegrała dziewięć meczów. Zmęczenie pewnie w końcu da o sobie znać?

- Ona w Linzu grała jeszcze debla i w Luksemburgu też gra. W eliminacjach dwa mecze musiała rozegrać jednego dnia. Na tej nawierzchni to jest niewiarygodne obciążenie. Niesamowite, że Kasia daje sobie radę. To się nazywa determinacja. Wielki, ogromny szacunek dla niej.

Wydawałoby się, że Piter to wyjątkowo silna fizycznie zawodniczka, ale na taką nie wygląda.

- Wszystko widać, nie da się nikogo oszukać. Ona jest wysoka, ale bardzo drobna, niezwykle szczupła. To techniczna tenisistka. Dobrze się porusza, jest świetna w obronie, bardzo zwinna. Na pewno nie ma takiej siły rażenia, jaką dysponuje choćby jej najbliższa przeciwniczka, czyli Wickmayer. Za to spryt ma niesamowity. Widać go było w meczu z Flipkens. Wymiany slajsowe, w które się z Belgijką wdawała, musiały robić wrażenie. Zwłaszcza że Flipkens to jedna z najbardziej wszechstronnych zawodniczek. Z nią trudno grać kombinacyjnie. A jednak Kasia sobie poradziła, a nawet wyprowadziła swoim sprytem rywalkę z równowagi.

Widać, że Piter panią porwała.

- W 2006 roku też byłam w okolicach 140. miejsca w rankingu WTA, też byłam w życiowej formie, wierzyłam, że załapię się do turnieju głównego Australian Open, ale moje marzenia brutalnie przerwała kontuzja. Mój zmęczony organizm nie wytrzymał, obrzydliwy, parszywy uraz stawu skokowego właściwie skończył wtedy moją karierę. Mam nadzieję, że Kasia do końca sezonu wytrwa w zdrowiu. Za nią mnóstwo rozegranych meczów, opaska na udzie świadczy o tym, że te mecze bolą. Ale po jej ruchach widzę, że jest świetnie przygotowana fizycznie, dlatego wierzę, że da radę. Niech chociaż dobrą końcówką roku wywalczy sobie rozstawienie w eliminacjach Australian Open, a już będzie dobrze. A jeśli uda się ugrać jeszcze więcej, to super.

Piter ma za sobą bardziej intensywny sezon niż czołowe zawodniczki świata? Musi więcej grać, żeby przebijać się do szerokiej czołówki?

- Dziewczyny z challengerów grają zdecydowanie więcej. Mają po 28-29 turniejów w roku. Rekord należy do Sandry Zahlavovej, która w jednym roku rozegrała 42 turnieje. Sezon ITF-ów trwa dłużej, do połowy grudnia. Poza tym w ciągu tygodnia równolegle toczy się nawet pięć turniejów ITF, w tym samym czasie odbywają się dwa, maksymalnie trzy turnieje WTA, a często tylko jeden. Jest gdzie grać i próbować się przebijać z drugiego czy nawet trzeciego szeregu.

Komu ostatnio się to udało?

- Wiktorię Azarenkę przez jakiś czas można było oglądać w małych turniejach, ale ona w miarę szybko przeskoczyła do WTA. Długo przebijała się Andżelika Kerber. Jeździłyśmy na te same turnieje, rywalizowałyśmy ze sobą. A teraz ona jest jedną z najlepszych tenisistek świata. Wcale nie jest powiedziane, że ktoś, kto przez kilka sezonów ogrywa się w turniejach ITF, pozostanie w nich na zawsze. Nikt nie jest skazany na wieczne bycie podróżnikiem turniejowym. Tego określenia bardzo nie lubię. Wystarczą ze dwa dobre turnieje, dziewczyna uwierzy w siebie i tym, którzy ją skreślali, robi się głupio.

W turniejach mniejszej rangi ważniejsze są punkty czy pieniądze, które później można inwestować w kolejne starty?

- Tenisistki gonią przede wszystkim za punktami. Nawet jak ktoś chce zarobić w dobrej wierze, czyli z myślą o zainwestowaniu pieniędzy w kolejne turnieje i treningi, to dobrze na tym nie wychodzi. Motorem napędzającym do walki muszą być punkty. Pieniądze są miłym dodatkiem, fajnie zarobić na następne zawody. Idealną opcją jest znalezienie sponsora. Z tego, co wiem, Kasia ma dobre wsparcie, może sobie pozwolić na jeżdżenie po całym świecie, może myśleć tylko o punktach.

Z Wickmayer wygra i znów podreperuje swoje konto?

- Myślę, że wygra. Z Flipkens miała nie mieć szans, a wygrała w świetnym stylu, teraz znów może utrzeć nosa tym, którzy ją skreślali. Kasia ma dopiero 22 lata, chciałabym, żeby za chwilę niektórzy musieli niesprawiedliwe wobec niej słowa odszczekiwać. I wierzę, że tak będzie, bo Wickmayer ma teraz duży problem. Jest faworytką [choćby z racji 63. miejsca, jakie zajmuje w rankingu WTA], zagra pod presją, a że nie jest szczególnie stabilna emocjonalnie, to tym chętniej stawiam na naszą zawodniczkę.

Więcej o: