Tenis. Zupełnie nowy @Rogerfederer

Federer, jakiego nie znacie. Szwajcar, uchodzący dotąd raczej za poprawnego nudziarza, rozbrykał się na Twitterze tak, że fani są w szoku.

"Jestem na lekcji chemii, nudzi mi się, odpisz coś" - napisała do tenisisty fanka o nicku Ant. "Skup się. Ja nie bawię się telefonem w czasie meczów" - zażartował 17-krotny mistrz wielkoszlemowy.

"Gdyby miał powstać o tobie film, kto miałby cię zagrać?" - zapytała Kamille. "Leo Di Caprio" - odpowiedział Federer, ale wpis opatrzył tzw. hasztagiem "#NotGonnaHappen", czyli "#ToSięNieZdarzy".

"Myślę, że powinieneś się ze mną przywitać" - zaczepiał właściciel nicka RafaNadalBr, zapewne nie licząc, że spośród tysięcy wpisów, Federer zauważy akurat jego. "A ja myślę, że powinieneś zmienić nick #umowastoi?" - odparł Federer.

"Moje życie właśnie się zatrzymało. Czekam jak jakaś idiotka, że Roger mnie zauważy i coś odpisze" - wyznała Juliana. "Odpisuję #luzix" - błyskawicznie zareagował siedmiokrotny mistrz Wimbledonu.

"Czy możesz podsumować swoją osobę w trzech słowach?" - pytała Clare. "Tak. Nie. Tak" - odparł Szwajcar. Bardzo celna autoironia - analizowali dziennikarze - bo na korcie często gubi go właśnie brak zdecydowania.

Gdy jeden z kibiców napisał, że Federer na pewno pije właśnie whisky, bo jego humor i cięte riposty są anomalią, Szwajcar odpisał: "Pijesz, nie tweetujesz #odpowiedzialnyRF".

Fani pytali, jakie ogląda seriale. Federer odparł, że lubił "Lost", "Heroes" i "Prison Break", a potem... "zostałem tatą". Zdradził, że gdyby miał zagrać w mikście, wybrałby Serenę Williams, a gdyby miał być zwierzakiem - lwa albo szwajcarską krowę.

Kibice i dziennikarze przecierali oczy, bo Federer miał dotąd bardzo konserwatywne podejście do mediów społecznościowych. Z fanami właściwie nie rozmawiał. Konto na Facebooku służyło głównie do informowania o kampaniach reklamowych lub wpisów w stylu: "To był ciężki mecz, dziękuję za doping". Konto na Twitterze założył dopiero w maju - Serena Williams w tym czasie miała już prawie 4 mln followerów (śledzących wpisy). Jeszcze latem na wpisy Federera patrzyło raptem 200 tys.

Multimedialną bestią, dowcipną i pełną ciekawych pomysłów - np. zdjęć, tzw. selfies, gdy tweetujący robi sobie fotkę i wrzuca do sieci - Federer stał się tak naprawdę dopiero kilka tygodni temu. "Początkowo podejrzewałem, że to nie może być on, że te wpisy publikuje ktoś inny. Niesamowita metamorfoza" - komentował Steve Tignor z Tennis.com.

Odkąd Roger na Twitterze żartuje, rozmawia z kibicami, a czasem urządza nawet specjalne sesje pytań i odpowiedzi (#AskRF), zyskał followersów. Ma ich już prawie milion.

Federer nie jest wyłącznie biernym użytkownikiem, zaczął śledzić konta innych graczy, m.in. Rafaela Nadala, Novaka Djokovicia i... Agnieszki Radwańskiej, która na Twitterze też jest od niedawna aktywniejsza. Na wizytę Federera na swoim koncie zareagowała wpisem po angielsku: "Yikes! #bestever", czyli "Ojejku! #najlepszywhistorii".

Po co ta ofensywa online? Być może Szwajcar, który zarabia rocznie 71 mln dol. (więcej w sporcie dostaje tylko golfista Tiger Woods - 78 mln), zdał sobie sprawę, że w multimedialnym świecie zaczyna tracić dystans do czołówki. Nadal na Twitterze ma ponad 5 mln followerów, Szwajcara na głowę bili też Novak Djoković (2,4 mln), Andy Murray (2,2), Juan Martin Del Potro (1,6) czy emeryt Andy Roddick (1,1). Federer jeszcze trzy miesiące temu nie mieścił się nawet w dwudziestce najpopularniejszych tenisistów w sieci, choć w publikowanym przez "Forbesa" rankingu cytowalności w tradycyjnej prasie zajmował wciąż pierwsze miejsce wśród sportowców w ogóle.

Dziennikarze i tenisowi blogerzy oceniają, że Szwajcar próbuje dostosować dotąd dość konserwatywny wizerunek - poprawnego, ułożonego i gładkiego dżentelmena, kojarzonego z markowymi, klasycznymi zegarkami, ubiorami, samochodami itp. - do nowych czasów, w których coraz bardziej opłaca się ostro i kolorowo zaistnieć online. Ale zauważają też, że Federer próbuje wypełnić pustkę, jaka tworzy się w mediach po jego słabszych wynikach. Ma za sobą najgorszy sezon od dziesięciu lat, nie doszedł do żadnego finału Szlema. Musiał więc zadbać, żeby wciąż było o nim głośno. I wykonał zadanie po mistrzowsku. O jego twitterowej ofensywie pisze cały świat.

Więcej o: