Tenis bez netów? Zmiana za dwie minuty

"ATP zdecydowało, że pierwsze trzy miesiące będą okresem testowym dla kolejnego pomysłu. Dotyczy on tylko rozgrywek challengerowych, a polega na zniesieniu przy serwisie komendy net (ang. let). Oznacza to, że jeśli piłka po podaniu zawodnika zawadzi o taśmę i wpadnie w karo serwisowe rywala - gra toczy się dalej" - pisze na blogu "Vamos" Marek Furjan.

Relacje na żywo w twoim smartfonie. Pobierz aplikację Sport.pl LIVE ?

"Historia tenisa pamięta czasy, w których zawodnicy wojowali już z organizacją w tej sprawie. W 1999 roku największe gwiazdy tenisa zagroziły bojkotem Australian Open, gdyby uświęcona wiekami zasada została zniesiona. Pomysł o braku powtarzania serwisu po necie Steffi Graf nazwała "głupim", Pete Sampras "niedorzecznym", a Andre Agassi "przerażającym" - pisze Furjan.

Skąd taki pomysł ATP? Dzięki temu mecze mają być krótsze i bardziej dynamiczne. Ale czy rzeczywiście? Poza tym, że w grze będzie nieco więcej przypadku, oszczędności na czasie mogą być niewielkie.

"Podczas US Open w 1996 roku [mężczyźni grali do 3 wygranych setów] przyglądano się 45 spotkaniom i wyliczono, że średnio w meczu zdarza się pięć netów" - pisze Marek Furjan. "Zakładając więc, że liczba nie zmieniła się drastycznie, organizatorzy mogą zaoszczędzić około dwóch minut na każdym spotkaniu wielkoszlemowym. W przypadku gry do dwóch wygranych setów zyskanego czasu jest pewnie nieco ponad minutę. Czy dla tych kilkudziesięciu sekund warto rezygnować z czegoś, do czego przyzwyczajeni jesteśmy od lat, a co zmniejsza element przypadku w sportowej rywalizacji?" - pyta.

Więcej o planowanej likwidacji no-let rule przeczytaj na blogu Vamos ?

Więcej o: