Tenis. Janowicz i naprawdę źli chłopcy

Jeśli myślicie, że Jerzy Janowicz to tenisowy rozrabiaka, a jego krzyki na sędziów w Melbourne były niestosowne, to mało wiecie o tenisowych złych chłopcach - pisze dziennikarz ?Gazety Wyborczej? i Sport.pl Jakub Ciastoń.
Zobacz wideo

Nikt nie przebije tego, co w latach 70. wyczyniał na kortach Rumun Ilie Nastase, przezywany "Mr. Nasty", czyli "Panem Wstrętnym" albo "Bufonem z Bukaresztu".

W 1976 r. grał w Forest Hills z Hansem Pohmanem. Niemca chwycił skurcz i upadł. Nastase się wkurzył, stwierdził, że rywal osunął się zbyt teatralnie i udaje. Obsztorcował sędziego, a potem splunął na Niemca. Trybuny zawrzały, mało nie doszło do zamieszek. Mecz z trudem dokończono. Niemiec i sędzia odmówili podania ręki Rumunowi. Kilkuset wściekłych kibiców czekało na Nastasego przy bramie. Gdy ich ujrzał, zmiękł i poszedł przeprosić, ale Niemiec na niego nawet nie spojrzał. Wtedy Rumun rzucił: "Pierd... się, Hitlerze".

Amerykanin Cliff Richey wspominał mecz, w którym "Nasty" rozzłoszczony na decyzję liniowego rzucił w niego butem. A potem opóźniał grę, bo udawał, że nie może rozsupłać sznurówek, by skompletować garderobę. Richey zakomunikował arbitrowi: "Idę do szatni. To mecz czy cyrk?". Dyrektor turnieju ubłagał, by wrócił, ale Amerykanin postawił warunek: Nastase ma 10 sekund na serwis. Kibice zaczęli odliczać: "10, 9, 8...". Ale Nastase nie zaserwował i został zdyskwalifikowany.

Rumun uwielbiał wojować z publicznością. Kiedyś pod tenisowy strój włożył koszulkę z rysunkiem wyprostowanego środkowego palca. Gdy tylko słyszał gwizdy, pokazywał trybunom, co o nich myśli.

Tenisiści mogli wtedy więcej, bo zawodowy tenis raczkował, nie było surowych kar pieniężnych, a przyciągające fanów gwiazdy były ważniejsze od sędziów i dobrych manier. Najlepiej pokazały to wydarzenia z 1979 r. z II rundy US Open. "Nasty" zmierzył się z młodym Johnem McEnroe. Rumun miał 33 lata, był u kresu kariery, ale awantury wciąż go nakręcały. Od początku klął na sędziów, opóźniał mecz. W trzecim secie pokłócił się z liniowym, a potem obrażony usiadł na jego krześle i nie chciał wstać. Główny sędzia Frank Hammond za karę przyznał gema McEnroe. Wtedy Nastase rzucił taką wiązankę bluzgów, że Hammond go zdyskwalifikował. Na trybunach wybuchły zamieszki, kibice zaczęli rzucać na kort puszki i butelki. "Nigdy nie widziałem takiego pandemonium, nawet gdy graliśmy Puchar Davisa w Ameryce Południowej" - napisał w autobiografii McEnroe. Na korcie pojawił się główny sędzia turnieju Mike Blanchard, żeby uspokoić trybuny, i wynegocjował wznowienie meczu. Ale kibice wciąż skandowali: "2:1", czyli wynik sprzed kary dla Nastasego. Blanchard się ugiął, usunął z kortu Hammonda i sam zasiadł na stołku, żeby dokończyć spotkanie. "To był symbol tamtych czasów, korty należały do złych chłopców, a nie do arbitrów" - pisał Steve Tignor, amerykański dziennikarz i historyk tenisa.

Nastase przegrał. Po meczu spotkał McEnroe w szatni i spytał: - Hej, idziemy coś zjeść? "Biznes i przyjemności trzeba rozdzielić. Oczywiście poszedłem" - wspominał "BigMac".

McEnroe aniołkiem też nie był. Jego "You cannot be serious!" z Wimbledonu jest dobrze znane, ale mało kto pamięta, że u schyłku kariery w 1990 r. zachował się dużo gorzej. W I rundzie Australian Open rzucił do sędziego: "Idź pierd... swoją matkę". Wyrzucono go z turnieju i zawieszono na kilka miesięcy. Kilka lat wcześniej w Sztokholmie krewki John zaatakował rakietą butelki z sokiem pomarańczowym. Uderzył z takim impetem, że krople zbryzgały lożę królewską.

W 1995 r. w Wimbledonie Amerykanin Jeff Tarango kłócił się z sędzią, a gdy kibice zaczęli buczeć, rzucił: - Zamknąć się! A do sędziego: - Jesteś najbardziej skorumpowanym arbitrem w tenisie! A potem cisnął rakietę, piłki i wyszedł z kortu. Ale to nie był koniec. Kilkadziesiąt minut później do pokoju dla sędziów wtargnęła... żona Tarango i spoliczkowała arbitra.

W ostatnich latach królem chamskiej riposty był Andy Roddick. - Nie słyszysz, co mówię? A masz uszy? No wiesz, takie coś przyczepione do głowy? Jesteś idiotą. Czy oni was biorą z drugiej klasy podstawówki do tego zawodu? - mówił do sędziego w 2008 r. w Melbourne.

Łamanie rakiet to właściwie osobna konkurencja. Mistrzem ich destrukcji był Rosjanin Marat Safin, który wyliczył, że w 2005 r. połamał ok. 300. Kilka lat temu w internecie krążył filmik z Cypryjczykiem Marcosem Baghdatisem roztrzaskującym cztery po kolei. Ale to nic w porównaniu z tym, co w 2000 r. w Brighton zrobił Chorwat Goran Ivanisević. Łamał rakiety przez cały mecz, aż w pewnym momencie podszedł do sędziego i powiedział: - Sorry, ale nie mam już czym grać, chyba pora kończyć ten mecz.

- Nikogo nie skrzywdziłem, nie przeklinałem, po prostu trochę sobie pokrzyczałem - tłumaczył swój wybuch Janowicz. Święta prawda. Na razie w klubie złych chłopców jest niewiniątkiem.

Zobacz wideo
Więcej o: