"Play & Connect" - rakieta przyszłości zmieni oblicze tenisa?

- Panuje takie wyobrażenie, że rakieta zawodnika jest jak Excalibur, jak miecz, który wszystko wygra - mówi dyrektor jednej z czołowych firm produkujących sprzęt tenisowy, Eric Babolat. I planuje z tym skończyć, rewolucjonizując rynek naszpikowanym elektroniką modelem "Play & Connect". Premiera zapowiadana jest na French Open.

Młode talenty, chcące pójść w ślady Novaka Djokovicia, powinny zastanowić się dwa razy, zanim wydadzą duże pieniądze na trenera. Może się okazać, że najlepszą inwestycją będzie śledząca każdy ich ruch rakieta.

Francuska firma Babolat, która zaczynała w 1875 r. od produkcji rakiet z naciągami ze zwierzęcych jelit, ma wkrótce ujawnić prototyp wynalazku, który ma wyglądać jak zwyczajna, współczesna rakieta. Ale nią nie będzie.

Rama wypełniona jest maleńkimi czujnikami, nagrywającymi tony danych na temat każdego woleja, lobu, serwisu czy dropszota. Załadowanie tych informacji do urządzeń monitorujących pozwoli zawodnikowi zbadać swoje mocne i słabe punkty bez trenera czy sprzętu wideo.

To może być rewolucja dla dyscypliny, w której rakiety traktowane były zawsze niemal jak mistyczne, święte artefakty oraz gdzie krytyczne uwagi i naukowa analiza zawsze były przedmiotem działań profesjonalistów.

- Panuje takie wyobrażenie, że rakieta zawodnika jest jak Excalibur, jak miecz, który wszystko wygra - mówi 42-letni dyrektor firmy, Eric Babolat.

- Sądzimy, że ludzie poszukują bardziej racjonalnego spojrzenia, oczekują więcej rzetelnych informacji o tym, co tak naprawdę się dzieje - tłumaczy.

Dyrektor uważa, że tradycyjne rakiety wkrótce staną się reliktami przeszłości.

Prototyp został nazwany "Play & Connect". Mierzy siłę, szybkość piłki, wibrację naciągu i dokładną pozycję, w którą piłka uderza w rakietę.

Mistrzowie tenisa już podobne dane znają - pokazują je statystyki telewizyjne. Po raz pierwszy dostęp do nich będą mieli zwykli gracze w lokalnych klubach.

W miarę używania, rakieta zbuduje całą historię zawodnika i pokaże, jak zmieniają się jego umiejętności.

- To będzie twój osobisty trener - reklamuje Babolat, który wierzy, że podbije nią rynek.

Trener z komputera

Taki elektroniczny sprzęt jest już wykorzystywany w innych dyscyplinach, które wymagają testowania wytrzymałości, np. w wioślarstwie czy kolarstwie, co ma pomóc sportowcom przygotować się do tegorocznych Igrzysk w Londynie.

Wioślarze używają skomputeryzowanych wioseł, mierzących siłę i pozycję, a kolarze mają do dyspozycji mini-komputery, badające prędkość i dystans.

Dyrektor katedry sportu, ćwiczeń i medycyny na Exeter University, Philip Friere Skiba, uważa, że takie wynalazki mogłyby przydać się tenisowi, ale gdyby mierzyły mechanikę i tor ruchu, a nie tylko siłę.

- W sportach rakietowych cenne byłyby informacje o jej ruchu i umiejscowieniu, a nie tylko o sile - mówi. - To te rzeczy wpływają na to, jak szybko będzie lecieć piłka.

Jego zdaniem to czy nowa rakieta się sprawdzi, będzie zależeć od tego, jak zaawansowana naprawdę będzie, czy nie okaże się tylko marketingowym i rynkowym bajerem, używanym przez kilku graczy.

Skiba uważa, że istnieje też ryzyko, iż trenerzy poczują się zagrożeni.

Babolat kontruje, tłumacząc, że sprzęt może pomóc trenerom w radzeniu sobie z zawodnikami, którzy czasem są ślepi na własne błędy i nie dają do siebie dotrzeć.

Sprzedawcy i tenisiści, żeby się przekonać, muszą zaczekać do maja. Premiera ma mieć miejsce na kortach Rolanda Garrosa na French Open. Niektórzy jednak już węszą hit.

- Wierzę, że przeciętny klient dostrzeże w tym korzyści - mówi Chris Gaudreau, właściciel sklepu Racquet Koop w Connecticut. - Sprawdzasz, jaki masz postęp, czy w ogóle masz postęp. Takie dane są super.

Szaleni rodzice tenisistów. Kradną, biją, obrażają...

Radwańskie nie będą trenować z Bikiciem. Oblał egzamin ?

Więcej o: