Tenis. Koszmar Czakwetadze trwa

Anna Czakwetadze do dziś budzi się zlana potem na wspomnienie brutalnego włamania sprzed czterech lat. Jej ojciec Dżamal twierdzi, że prawdziwi sprawcy są wciąż na wolności. - Graj dalej, jeszcze wrócimy - mieli powiedzieć tenisistce bandyci.

Rewelacje ujawniła w środę rosyjska "Nowaja Gazieta". Dziennikarze wracają do wydarzeń z grudnia 2007 r., gdy sześciu zamaskowanych mężczyzn wdarło się do położonego w bogatej moskiewskiej dzielnicy domu Anny Czakwetadze, czołowej tenisistki świata. Anna, jej ojciec i młodszy brat w trakcie włamania byli w domu. "NG" ujawniła m.in., że ojciec tenisistki Dżamal został pobity tak dotkliwie, że musiał przejść dwie operacje złamanej ręki. Związana i pobita została też sama Anna, to właśnie wówczas doznała urazu nadgarstka ciągnącego się za nią przez wiele miesięcy. Bandyci ukradli ponad 250 tys. dol. w gotówce i kosztownościach.

Dżamal opowiada "NG", że Anna po traumie spotkania z bandziorami kompletnie się załamała. Do dziś ma koszmary senne. Ponoć często budzi się o 3 nad ranem zlana potem. O tej godzinie doszło do włamania.

Szok, jakiego doznała tenisistka, zwichnął jej karierę. Bandyci napadli na dom w szczytowym momencie - w 2007 r. triumfowała m.in. w imprezach w Cincinnati, Stanford, pokonała w San Diego Venus Williams, doszła też do półfinału US Open. W rankingu WTA zajmowała przez moment piąte miejsce. Po włamaniu Czakwetadze długo leczyła uraz nadgarstka, wielkiej formy nigdy jednak nie odzyskała. Zamiast tego zaczęła w dziwnych okolicznościach mdleć na korcie (trzy razy) z powodu zawrotów głowy. Częściej niż na turniejach czas spędzała u lekarzy. W tym roku zagrała ledwie 14 spotkań, wygrała tylko sześć. Spadła do trzeciej setki rankingu.

Historia jej upadku porównywana jest do tego, co przydarzyło się Monice Seles. Jugosłowianka rządziła kobiecym tenisem, ale w 1993 r. została dźgnięta nożem przez psychicznie chorego fana Steffi Graf. Szok po tym zdarzeniu sparaliżował jej karierę na dwa lata. Ale Seles częściowo się podniosła - wygrała jeszcze Szlema, zdobyła brąz na igrzyskach.

Czakwetadze podnieść się nie może. Być może dlatego - to największy szok w opowieści Dżamala - że prawdziwi sprawcy są wciąż na wolności. Ojciec Anny mówi, że zgłosił się do niego człowiek, który ma dowody, że za włamaniem stoi mafia z mołdawskiego Kiszyniowa. Rosyjska policja złapała Gruzinów i Białorusina. - Od początku mówiłem, że na pewno słyszałem mołdawski akcent - opowiada Dżamal.

Ani rosyjska policja, ani sąd nie chciały jednak słuchać tych rewelacji. Dżamal uważa, że policja złapała pierwszą z brzegu szajkę włamywaczy i siłą zmusiła ich do przyznania się do winy. Dla świętego spokoju.

- Graj dalej, zarabiaj pieniądze, jeszcze wrócimy - tak według Dżamala mieli powiedzieć do Anny prawdziwi sprawcy, opuszczając dom.

Więcej o: