Karolina Woźniacka: Jestem dumna z tej jedynki

- Pytania, kiedy wreszcie zdobędę Szlema, są już nudne. Prowadzę w rankingu, bo wygrałam najwięcej meczów i turniejów. Każda dziewczyna chciałaby być na moim miejscu - mówi ?Gazecie? duńska tenisistka.

Bez adminów. Najmocniejsze poglądy na Facebook.com/Sportpl ?

Woźniacka odwiedziła Polskę, ojczyznę swoich rodziców, w poprzedni weekend. W Szczecinie na wypełnionym po brzegi stadionie zagrała deblowy mecz pokazowy. W Toruniu i Bydgoszczy na zaproszenie marszałka województwa kujawsko-pomorskiego podpisała list intencyjny o utworzeniu akademii tenisowej. Ma też patronować lokalnemu ośrodkowi przygotowań paraolimpijskich.

- Polsce nigdy nie odmawiamy. Zapraszają nas, to przyjeżdżamy wspierać rożne inicjatywy - opowiadał "Gazecie" w Bydgoszczy Piotr Woźniacki, ojciec tenisistki, która w sumie już przez 50 tygodni jest liderką rankingu WTA. Dłużej na szczycie utrzymywało się tylko osiem największych legend dyscypliny: Lindsay Davenport (98 tygodni), Justine Henin (117), Serena Williams (123), Monica Seles (178), Martina Hingis (209), Chris Evert (260), Martina Navratilova (332) i Steffi Graf (377).

Woźniacka jako jedyna w tym gronie nie wygrała jednak turnieju Wielkiego Szlema, za co spada na nią ogromna krytyka, zwłaszcza amerykańskich ekspertów uważających, że na prowadzenie nie zasługuje, a jej defensywny tenis jest nieatrakcyjny. - To wszystko bierze się z zazdrości. Każdy chciałby być na jej miejscu. Defensywny styl? Przepraszamy, ale tak po prostu gra i to się pewnie bardzo nie zmieni. Na razie ten styl dał jej w tym roku sześć turniejów. Ile wygrały ofensywne tenisistki? - mówił Woźniacki.

Niedawno podczas US Open pojawiła się plotka, że przestał pracować z córką. - Karolina miała gorsze dwa tygodnie, przegrała szybko w Toronto i Cincinnati. Nieustannie dzwoniła do mnie duńska telewizja, pytając w dramatycznym tonie: "Co dalej?", więc się zdenerwowałem i za dziewiątym telefonem odparłem, że ja przecież nie jestem jej trenerem. Tak powstała ta plotka, ale żadnego tajemniczego nowego szkoleniowca w rzeczywistości nie ma i nie było - powiedział Woźniacki.

Jakub Ciastoń: Jakie jest pani najprzyjemniejsze wspomnienie związane z Polską?

Karolina Woźniacka: Zbieranie malin. Gdy jako mała dziewczynka przyjeżdżałam z bratem z Danii do babci do Kraśnika, zawsze chodziliśmy na maliny. Pamiętam też zapachy. Babcia piekła chleb i ciasta. W domu zawsze pachniało. Miłość do polskiej kuchni została mi chyba od tego. Uwielbiam barszczyk, kopytka, pierogi z mięsem.

Czym Polacy najbardziej różnią się od Duńczyków?

- Duńczycy są bardziej wyluzowani, łatwiej machają ręką i mówią, że jakoś to będzie. Polacy są pracowitsi, ale też chyba bardziej zestresowani.

W Danii po pani sukcesach zainteresowanie tenisem jest większe?

- Widać, że więcej dzieci gra, że rodzice zaczęli zapisywać je na tenis. W telewizji i mediach wciąż wygrywa jednak piłka nożna i ręczna. Tenis to może dziś numer trzy. To i tak sukces, bo było dużo gorzej.

Coraz częściej przyjeżdża pani do Polski, po finale US Open dwa lata temu dziękowała pani po polsku kibicom. Zależy pani na wsparciu ojczyzny rodziców?

- No pewnie, bo choć wychowałam się w Danii i nie mam polskiego paszportu, w połowie czuję się Polką. Lepiej mieć więcej kibiców niż mniej, dlatego zależy mi także na wsparciu fanów z Polski. Zresztą od dawna odczuwam je na turniejach.

Czas szybko leci. Jeszcze niedawno wygrywała pani jako juniorka Wimbledon, a dziś jest pani numerem jeden dorosłego tenisa. Coś panią zaskoczyło podczas tej transformacji?

- Przepaść jest duża, zwłaszcza jeśli chodzi o podejście do sportu. Jako junior czujesz, że to jednak zabawa, że po meczu możesz opychać się, czym chcesz, możesz pójść spać o drugiej w nocy. Potem zaczynasz czuć, że to twój zawód, musisz być bardziej profesjonalny, uważać, co jesz, jak ćwiczysz. Zabawa się kończy, zaczyna się praca.

W kobiecym tenisie trwa dyskusja fachowców, czy jest słabszy niż w czasach Graf, Navratilovej i Evert, czy mocniejszy.

- Jest mocniejszy niż kiedykolwiek. Gra dużo więcej dziewczyn, z większej liczby krajów, zmieniły się treningi. Uderza się mocniej, szybciej. Kiedyś wygrywało się po 6:1, 6:0 w pierwszych trzech rundach, dziś tak się nie da. Eksperci narzekali, że wygrywa ta sama tenisistka, a teraz narzekają, że ciągle inna. Oni zawsze będą niezadowoleni.

Pani zarzucają, że nie zasługuje na prowadzenie w rankingu WTA, bo nie wygrała pani Wielkiego Szlema.

- To już jest po prostu nudne. Rozumiem, że trzeba o czymś pisać, ale ile razy można pytać o to samo. Mam zresztą dla nich zawsze tą samą odpowiedź: Jestem dumna z tego, że prowadzę na liście WTA, bo wygrałam najwięcej meczów, turniejów i potrafię długi czas utrzymać ten sam wysoki poziom. Cieszę się z tego i wiem, że każda dziewczyna chciałaby być na moim miejscu. Na zwycięstwo w Szlemie mam jeszcze czas.

Czas sióstr Williams już się kończy?

- Serena, kiedy jest w formie, jest ciągle nie do zatrzymania, to inna skala tenisowej siły uderzeń. Nawet jeśli w końcu przejdą na emeryturę, pojawią się nowe dziewczyny. Tenis nie stoi w miejscu. Kiedyś też nikt sobie nie wyobrażał, co nastąpi po Navratilovej i Graf.

Niedawno było duże zamieszanie z tym, kto jest pani trenerem.

- Tata dalej mnie trenuje, nic się nie zmieniło. Moja rodzina, a więc też mama i brat Patryk, zawsze była najważniejsza w moim zespole, bez niej nic bym nie osiągnęła.

Pani trening różni się od innych tenisistek?

- Bardzo dużą wagę przywiązuję do przygotowania fizycznego, myślę, że spędzam więcej czasu na bieganiu bez rakiety niż na korcie. Poza tym bardzo uważam na to, co jem. Jedzenie to nasza benzyna. Nie można wlewać paliwa złej albo niskiej jakości, bo silnik się popsuje.

Ciągłe wywiady, zainteresowanie mediów, obowiązki wobec sponsorów - to musi być męczące.

- Gdy byłam mała, chciałam być numerem jeden na świecie, ale nie wiedziałam, że wymaga to tyle wysiłku poza kortem ( śmiech ). Ale już się przyzwyczaiłam, że to część pracy.

Jeśli spojrzeć na listę najlepiej zarabiających tenisistów, okazuje się, że 90 proc. ich dochodów pochodzi spoza kortu - z reklam, ze sponsoringu. Czy sport nie zaczyna być dodatkiem do zarabiania pieniędzy?

- Nie dla mnie. Nie zastanawiam się nad tym. Kocham tenis, uwielbiam rywalizację, turnieje. Kiedy gram, nie myślę o kasie, ale o tym, że uczucia, gdy pokonujesz przeciwnika po zaciętym meczu, na pełnym stadionie, nie da się porównać z niczym innym na świecie. To jest moją największą motywacją.

Jest pani fanką piłkarskiego Liverpoolu. Jakieś prognozy na ten sezon Premier League?

- No niestety właśnie przegrali z Tottenhamem! [rozmawialiśmy tydzień temu] Ale usprawiedliwiają ich czerwone kartki dla Skrtela i Adama, a jeszcze Agger złapał kontuzję. Manchester United i City są w tym sezonie bardzo mocni. Wierzę jednak w Luisa Suáreza, jest niesamowity w ataku. Andy Carroll gra mniej, ale jeszcze będzie z niego pożytek. Młody Henderson powinien też się rozwinąć. Liverpool ma szansę powalczyć o podium.

Kiedyś pani ulubionym piłkarzem był Fernando Torres, ale odszedł do Chelsea - czy to znaczy, że trochę kibicuje pani teraz londyńczykom?

- Nie! Moim ulubionym piłkarzem jest teraz wyłącznie Steven Gerrard.

Liczby Karoliny

18 - turniejów WTA wygrała

6 - w tym roku

1 - finał Wielkiego Szlema osiągnęła (US Open 2009)

10,4 - mln dol. zarobiła z nagród w turniejach

Sportsmenki zarabiają miliony. Która najwięcej?

 

Wraca Łukasz Kubot  ?

Więcej o: