Puchar Davisa. Debel przedłużył nadzieję, Polska - Australia 1:2

Po emocjonującym, pięciosetowym spotkaniu Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski pokonali Chrisa Guccione i Nicka Krygiosa 5:7, 6:4, 6:1, 6:7 (5-7), 6:4 w sobotnim meczu Pucharu Davisa. Dzięki wygranej Polska przed niedzielnymi meczami singlowymi zachowała szanse na awans do Grupy Światowej.

W pierwszej wersji w drużynie Australii obok Guccione miał zagrać Lleyton Hewitt, ale kapitan zespołu Patrick Rafter zdecydował się na zmianę. Prawdopodobnie chciał oszczędzać siły 32-letniego Hewitta, który w piątek zmierzy się z Michałem Przysiężnym.

Początek meczu mógł sugerować, że nawet w rezerwowym składzie australijska para jest w stanie zapewnić swojej drużynie zwycięstwo. Obaj zawodnicy gości świetnie serwowali. Paradoksalnie jeszcze lepszy w tym elemencie od ponaddwumetrowego Guccione był 18-letni Kyrgios (ATP 186). Po niektórych jego zagrywkach piłka leciała z prędkością bliską 200 kilometrów na godzinę.

Polacy serwowali słabiej, zwłaszcza Fyrstenberg, który już na początku stracił swoje podanie. Tę stratę Polacy odrobili, ale kolejnego gema przy serwisie Fyrstenberga przegrali przy stanie 5:6 tracąc w efekcie pierwszego seta.

W drugiej partii Polacy znaleźli w końcu receptę na biegających w każdej akcji do siatki rywali. Pojawiły się udane minięcia, efektowne smecze, a nawet loby pod końcową linię. Po błędzie Guccione Polacy wyszli na prowadzenie 4:3 z przełamaniem i wkrótce potem wygrali drugiego seta 6:4.

Podbudowani sukcesem Polacy w 31 minut wygrali trzeciego seta, niesieni znacznie głośniejszym niż w piątek dopingiem publiczności. Pobudzić ją starali się też pozostali polscy tenisiści. Na początku meczu wstali, trzymając biało-czerwone kartoniki i zaintonowali gromkie "Polska, Polska". Potem Jerzy Janowicz rozdawał wśród kibiców dmuchane podłużne balony do robienia hałasu, który miał zagłuszyć bardzo głośno dopingującą grupę australijskich fanów.

Czwarty set był bardziej zacięty. Wydawało się, że Polacy w pełni opanowali sytuację na korcie - lepiej serwowali, byli pewni przy siatce, lepiej się rozumieli. Aż do końcówki. Po secie bez przełamań w dwunastym gemie Australijczycy mieli piłkę setową, obronioną dzięki dobremu serwisowi Fyrstenberga. W tie-breaku od stanu 4:3 Polacy stracili trzy punkty z rzędu i nie zdołali już dogonić rywali.

W ostatnim secie emocje także były do końca. Po dwóch z rzędu błędach Kyrgiosa Polacy wyszli na prowadzenie 4:2, ale po chwili oddali gema przy serwisie Fyrstenberga. W kolejnym było już 40:0 dla Polaków, ale Australijczycy się obronili. Skapitulowali dopiero w końcówce, doprowadzając Torwar do prawdziwego wrzenia po raz pierwszy w ten weekend. - Gdyby nie wy, nie wiemy jakby to się potoczyło - powiedział kibicom po spotkaniu Matkowski.

Wygrana deblistów przedłużyła szanse Polaków na awans do Grupy Światowej. By tak się stało, Polacy muszą wygrać oba niedzielne mecze singlowe. W pierwszym Łukasz Kubot zagra z Bernardem Tomiciem, a w drugim Przysiężny z Hewittem.

Nigdy dotąd w historii Polska nie wygrała meczu Pucharu Davisa, w którym przegrywała 0:2. Dwa razy natomiast udało się odrobić straty od stanu 1:2. Zdarzyło się tak w 1930 roku w meczu z Rumunią i w 1956 roku z Austrią.

Więcej o: