Polska - Australia 0:2. Kangury umieją się ślizgać

Lleyton Hewitt rozbił Łukasza Kubota 6:1, 6:3, 6:2, a Bernard Tomic pokonał Michała Przysiężnego 7:5, 7:6 (7-1), 6:4 i w barażu o Grupę Światową Pucharu Davisa Polska przegrywa z Australią 0:2. Los spotkania jest w rękach deblistów.

Wielki mecz, którego stawką jest historyczny awans do 16-zespołowej elity drużynowych rozgrywek, otworzył z pompą były prezydent Lech Wałęsa. Rzucił monetą, zapozował do zdjęć i zebrał potężną porcję braw. Na tym jednak polskie popisy się skończyły.

Na trybunach było kilka tysięcy fanów, ale najgłośniej śpiewała grupka ubranych na żółto-zielono kibiców z Australii. Repertuar pieśni pochwalnych na cześć Hewitta mieli pokaźny, ale najlepiej do tego, co działo się na korcie, pasowało chyba wczoraj: "Baby don't hurt me, don't hurt me no more...". Ten przebój nucili, gdy Kubot (ATP 70) wyjątkowo cierpiał pod ciężarem świetnych zagrań Hewitta. A cierpiał często i bardzo.

Z pozoru w tym szaleństwie miała być metoda. Hewitt (ATP 58) na czerwonej mączce nie wygrał meczu od dwóch lat. Na wolnych kortach miał czuć się jak ryba wyrzucona na piasek. Ale w piątek w wypełnionej po brzegi hali warszawskiego Torwaru okazało się, że Australijczyk na ziemi grać jednak potrafi. Od pierwszych gemów spotkania z Kubotem doskonale radził sobie w dłuższych wymianach, świetnie returnował, umiejętnie doślizgiwał się do piłek i precyzyjnie punktował rywala, uderzając bardzo blisko linii.

Kubot pokonał kilka lat temu na kortach ziemnych świetnego Nicolasa Almagro, ale wczoraj ewidentnie nie wytrzymał ciśnienia. 31-letni Polak z przymusu zastępujący w roli lidera kontuzjowanego Jerzego Janowicza serwował nerwowo, jego pierwsze podanie właściwie nie istniało. Hewitt bronił się tak szczelnie, że aby ugrać punkt, Kubot musiał wypracować sobie pozycję do zagrania czystego winnera, ale robił to za rzadko. Możliwe, że gdyby mecz rozgrywał się na szybkim korcie, byłoby mu łatwiej. Na mączce jego ofensywny tenis z częstymi wypadami do siatki nawet nie miał szans na dobre odbić się od ziemi. Hewitt minął kilka razy Kubota tak precyzyjnie, że Polakowi odeszła ochota do dalszych ataków. Z tyłu kortu Kubot nie miał żadnych szans, Australijczyk przebijał piłki jak maszyna. Jak na siebie były mistrz Wimbledonu i US Open zachowywał się wyjątkowo spokojnie. Pierwsze bojowe "c'mon!" pojawiło się dopiero gdzieś w połowie drugiego seta.

Zobacz wideo

- Zderzyłem się ze ścianą, przegrałem z tenisistą o dwie klasy lepszym, Hewitt od US Open jest wyśmienitej formie, kompletnie zawaliłem serwis - powiedział po nokaucie Kubot, który już w piątek krzywił się, że musi grać jako pierwszy. W jego słowach dało się wychwycić obawę, niepewność. Polak doskonale czuł się w reprezentacji w roli drugiej strzelby w cieniu Janowicza. Wzięcie na siebie ciężaru bycia przywódcą jednak go przerosło.

Zobacz wideo

Przysiężny (113.) z Bernardem Tomiciem (51.) walczył dłużej, strzelał mocno, ale w kluczowych momentach obu setów gubił się, popełniał błędy i oddawał prowadzenie. Nie pomógł ani szalejący obok kortu i głośno dopingujący kolegę Janowicz, ani Agnieszka Radwańska, która na moment pojawiła się na trybunach. Tomić, wyborny technik, podkręcający piłki we wszystkich kierunkach, uskrzydlony zwycięstwem Hewitta, wytrzymał presję.

Do Grupy Światowej awansuje drużyna, która odniesie trzy pojedyncze zwycięstwa. Żeby zostać w grze, Polaków muszą dziś uratować debliści Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski, którzy o 14 zmierzą się z Hewittem i Chrisem Guccione. Tylko jeśli zwyciężą, w niedzielnych odwrotnych pojedynkach singlowych będzie szansa odrobić straty.

Fyrstenberg i Matkowski w teorii są faworytami, bo grają razem od kilkunastu lat, zwyciężyli w 14 imprezach ATP (w tym dziewięciu na mączce), byli w finale US Open i finałach Masters. Jest tylko jeden szkopuł - dziś po drugiej stronie siatki też stanie Hewitt, który w deblu umie wywijać rakietą nie mniej doskonale. Razem z Guccione (67. w rankingu deblistów, 201 cm, leworęczny) jeszcze w Pucharze Davisa nie przegrali. W 2011 r. pokonali szwajcarskich mistrzów olimpijskich Rogera Federera i Stanislasa Wawrinkę. W tym sezonie na imprezie ATP w San Jose obili Boba i Mike'a Bryanów, najlepszy duet świata. Hewitt ostatnią deblową porażkę w Pucharze Davisa zanotował w... 2007 r., gdy po drugiej stronie siatki stali Serbowie - Novak Djoković i Nenad Zimonjić.

Jest się czego bać? - Hewitt to wyborny deblista, świetnie returnuje, bardzo doświadczony. Guccione mocno serwuje, ale my na ziemi w tym roku mieliśmy dobre wyniki, zagraliśmy w ćwierćfinale Rolanda Garrosa, wygraliśmy duży turniej w Hamburgu. Nawierzchnia jest wolna, serwisy Guccione wyhamują. Australijczycy lubią chodzić do siatki, co nam pasuje, bo wolimy takie pary niż te, które okopują się z tyłu. Guccione to słabsze ogniwo, musimy wykorzystać jego słabość - odpowiedział Matkowski.

Kubot mówił, że postara się ułatwić im zadanie i zmęczyć Hewitta jak najbardziej. Ale nie ułatwił.

Więcej o: