Wimbledon 2011. Nadal zagra o tytuł z Djokoviciem

Rafael Nadal pokonał w półfinale Wimbledonu Andy'ego Murraya, a Novak Djoković wygrał z Jo-Wilfriedem Tsongą. Nawet jeśli znów zatriumfuje Hiszpan, Serb od poniedziałku będzie nowym liderem rankingu ATP.

Decydująca faza Wimbledonu: mężczyźni ? kobiety ?

Rozstawiony z jedynką Nadal zwyciężył Murraya (nr 4) 5:7, 6:2, 6:2, 6:4 i awansował do piątego w karierze wimbledońskiego finału. Hiszpan przegrał pierwszego seta i Wielka Brytania przez chwilę zaczynała wierzyć, że po 75 latach postu doczeka się wreszcie mistrza w Wielkim Szlemie. 24-letni Murray ciśnienia znów jednak nie wytrzymał i po raz trzeci z rzędu poległ w półfinale. Im dłużej grali, tym bardziej opuszczała Szkota koncentracja, a z nią pierwszy serwis i celność uderzeń z głębi kortu. Pojedyncze genialne returny, bajeczne woleje czy świetne minięcia wprawiały w ekstazę 15 tys. widzów na korcie centralnym. Ale kiedy dochodziło do najważniejszych wymian, górą prawie zawsze był psychicznie twardy jak skała Hiszpan.

Receptą na sukces Nadala były też niezwykle szybkie nogi, sprawiające, że nie popełniał właściwie żadnych błędów (siedem niewymuszonych pomyłek w meczu, Murray - aż 39). Kiedy tylko Szkot zagrywał krótszą piłkę, Nadal ruszał w kierunku siatki i posyłał w róg kortu topspinową bombę, czyli piłkę podkręconą do przodu tak mocno, że po kontakcie z trawą znikała natychmiast za linią końcową. Murray znikał wczoraj z kortu mniej więcej w takim właśnie tempie.

Nadal jest w Londynie niepokonany od 2007 r., bo w poprzednim sezonie i trzy lata temu sięgał po tytuł, a w 2009 r. nie wystartował z powodu kontuzji. Na US Open Kubot może zajść jeszcze dalej niż na Wimbledonie?

- W pewnym sensie przykro mi z powodu porażki Andy'ego, bo to świetny zawodnik, należy mu się tytuł. Musiałem zagrać najlepszy tenis, żeby go pokonać - pocieszał po meczu Nadal Brytyjczyków w rozmowie z BBC.

W drugim, bardziej zaciętym półfinale Djoković zwyciężył Tsongę 7:6 (7-4), 6:2, 6:7 (9-11), 6:3. Rozstawiony z dwunastką Francuz w ćwierćfinale sprawił niespodziankę, eliminując sześciokrotnego zwycięzcę Wimbledonu Rogera Federera (4). Tsonga często jest przyrównywany przez media do Muhammada Alego, bo z wyglądu, ale też ze sposobu poruszania się przypomina trochę bokserskiego mistrza. I przez moment na samym początku pojedynku z Djokoviciem wydawało się, że może znokautować kolejnego faworyta. Jego potężne serwisy, forhendy o sile bokserskich prawych prostych i efektowne akcje przy siatce dały mu prowadzenie w pierwszej partii.

Djoković tym różni się jednak od Federera, że zdecydowanie lepiej umie się bronić. Serb przetrzymał ataki Tsongi i spokojnie zaczął odrabiać straty. Im dłużej trwały wymiany, im więcej razy trzeba było przebiec wzdłuż linii końcowej, tym częściej punkty zdobywał 24-letni Serb. Djoković popełniał mniej błędów, uderzał dokładniej, z wyczuciem czytał też serwis Francuza. Tsonga grał falami - wybuchał z wielką siłą, ale równie szybko gasł, posyłając metrowe auty.

Pierwszego seta Djoković zgarnął ostatecznie po tie-breaku, w drugim dominował od początku do końca, w trzecim też prowadził, ale Tsonga przypuścił ostatnią szarżę. Przy siatce rzucał się do piłek w stylu Borisa Beckera i Stefana Edberga, dużo ryzykował, obronił dwa meczbole i wyszarpał seta. Francuza z trybun oklaskiwało wiele legend sprzed lat - m.in. Björn Borg, pięciokrotny mistrz Wimbledonu, i Goran Ivanisević, który równo 10 lat temu zdobył tytuł, grając z dziką kartą.

Tsonga dostał brawa za najefektowniejsze akcje, ale w czwartej partii Serb z zimną krwią przejął kontrolę nad meczem - w jego obronie nie było już większych luk. W tenisie Tsongi, który kilka tygodni temu rozstał się z wieloletnim trenerem Érikiem Winogradskym i pracuje bez żadnego szkoleniowca, było natomiast zdecydowanie za dużo chaosu. Sama siła i parcie do siatki to za mało, by powalić najlepiej broniącego się tenisistę świata.

Po ostatniej piłce Djoković rzucił się na plecy, potem uklęknął i pocałował trawę, a na koniec wpadł w objęcia Tsongi, dziękując za mecz.

Francuz znów jest tłem dla wielkich chwil Djokovicia. W 2008 r. Serb pokonał Tsongę, zdobywając w Melbourne pierwszy w karierze tytuł wielkoszlemowy. Wczoraj awansował do pierwszego finału w Londynie (piątego w Szlemie), ale chyba równie ważne jest to, że zapewnił sobie od 4 lipca prowadzenie na liście ATP. Djoković od grudnia 2010 r. wygrał 49 kolejnych spotkań, poniósł jedną porażkę (z Federerem w półfinale Rolanda Garrosa) i zdobył tak dużo punktów, że na pewno w poniedziałek wyprzedzi Rafaela Nadala. Hiszpan, broniący w Wimbledonie aż 2000 pkt za zeszłoroczny tytuł, nie utrzyma się na czele nawet w przypadku kolejnego zwycięstwa. Djoković kończy panowanie Nadala i Federera, którzy na zmianę prowadzili na liście ATP od lutego 2004 r. (z tronu ustępował wtedy Andy Roddick).

- Pracowałem na to całe życie. Od dziecka marzyłem o tej niedzieli, gdy przychodzi finał Wimbledonu, a ja wciąż jestem w turnieju. Myślę, że tego uczucia nie da się porównać z niczym innym na świecie - mówił po meczu Serb. Djoković w kilku poprzednich rundach miał chwile słabości - stracił seta z Marcosem Baghdatisem, a w ćwierćfinale był w dużych opałach przeciwko 18-letniemu Bernardowi Tomicowi. W tenisie Serba wróciło jednak to, czym imponował przez pierwsze pół sezonu - pewność siebie i umiejętność wygrywania kluczowych punktów. Wielu ekspertów zarzucało Serbowi, że jest nastawiony w Londynie na przesadną defensywę, że trzyma się za bardzo tyłu kortu i w końcu trafi na kogoś, kto będzie umiał go przycisnąć. Do wczoraj nie udało się to jednak nikomu. Czy uda się Nadalowi?

Męski finał w niedzielę, a w sobotę o tytuł powalczą Maria Szarapowa i Petra Kvitova. Za Rosjanką przemawia większe doświadczenie, bo to jej piąty wielkoszlemowy finał (wygrała m.in. Wimbledon w 2004 r.). Ale 21-letnia Czeszka w tym sezonie gra lepiej od Rosjanki - zwyciężyła już w trzech turniejach. W całym kobiecym tenisie nie ma dziś też chyba bardziej śmiercionośnej broni niż lewa ręka Petry Kvitovej. - Obie grają ofensywnie, ale Petra lepiej returnuje i będzie chyba szybciej dochodzić do kończących uderzeń. To może być decydujące - ocenia Martina Navratilova, ostatnia leworęczna triumfatorka Wimbledonu.

4-0 - to bilans tegorocznych pojedynków Djoković - Nadal

20-0 - to bilans Nadala w Londynie od 2007 r.

Niesamowite wymiany w meczu Djoković - Tsonga (galeria)

 

Czytaj relacje z meczów Djoković - Tsonga ? i Nadal - Murray ?

Czy Roger Federer jest jeszcze w stanie wygrać Wielkiego Szlema?
Więcej o: