Tenis. W poniedziałek rusza Wimbledon

Nadal, Federer, Djoković, Murray - tak ustawiają hierarchię faworytów turnieju fachowcy i bukmacherzy. Björn Borg stawia na Federera. Goran Ivanisević na Nadala. Za pierwszym przemawia serwis i ofensywa, za drugim - wolniejsza niż kiedyś trawa i silna psychika.

- Tak mocnej czołówki męskiego tenisa nie było nigdy. Tegoroczny turniej może być najlepszy w historii - entuzjazmuje się Borg, pięciokrotny zwycięzca Wimbledonu, tradycyjnie proszony o komentarz przez brytyjskie media. - Za moich czasów wybijało się dwóch graczy, czasem trzech, ale nigdy czterech na tak wysokim poziomie. Nie widzę nikogo poza Nadalem, Federerem, Djokoviciem i Murrayem, kto mógłby w tym roku wygrać - stwierdził 55-letni Szwed, po raz ostatni odbierający trofeum w Londynie w 1980 r., po pięciosetowym zwycięstwie nad Johnem McEnroe.

Borg uważa, że bardzo możliwa będzie powtórka z Rolanda Garrosa, na którym czterech najwyżej rozstawionych spotkało się w półfinale. Tym razem trafiają zresztą na siebie w identyczny sposób jak w Paryżu - Nadal na Murraya, a Federer na Djokovicia. - Każdy z nich może sięgnąć po tytuł, ale gdybym miał wybrać jednego, postawiłbym na Federera. Zagrał w Paryżu najlepszy w karierze turniej na czerwonej mączce, w finale przegrał, ale teraz wkracza na trawę, swoją ulubioną nawierzchnię. Jeśli przeniesie pewność siebie, serwis i ofensywne nastawienie z Rolanda Garrosa na korty w Londynie, powinien zwyciężyć - stwierdził Szwed, triumfator 11 Wielkich Szlemów.

W Londynie rzeczywiście czuć powrót wiary w Federera. Poza niesamowitą formą z Paryża za 29-latkiem przemawia ogromne doświadczenie - w końcu to on wygrał Wimbledon aż sześć razy (do rekordu Samprasa brakuje mu jednego zwycięstwa). Akcje serve&volley nokautujące Djokovicia w półfinale French Open dopiero na trawie staną się bronią naprawdę śmiercionośną, bo piłki odbijają się niżej, jest mniej czasu na reakcję. - Djokovicia mogę pokonać zawsze, na każdej nawierzchni - mówił Federer na konferencji prasowej. Roger gra wyluzowanego, ale widać, że bardzo nastawia się na Wimbledon. Chyba czuje, że to może być jedna z ostatnich szans na wielkoszlemowy sukces. Inaczej nie nadszarpywałby swojej reputacji, wycofując się w ostatniej chwili z imprezy w niemieckim Halle. Organizatorzy byli wściekli, bo cały marketing turnieju opierał się na występie Szwajcara, który zobowiązał się grać tam do końca kariery. Słowa nie dotrzymał, odpoczynek przed Wimbledonem i wyleczenie drobnego urazu pachwiny okazały się ważniejsze.

Amerykańska stacja Tennis Channel retransmitowała niedawno jedyne spotkanie Federera z Samprasem w 2001 r. Szwajcar zwyciężył w Londynie po zaciętej walce w pięciu setach. Uderzające było to, że Roger chodził wtedy znacznie częściej do siatki. Dziś robi to zaledwie w ok. 10 proc. akcji. Wszystkiemu winna jest zmiana trawy na kortach Wimbledonu. Kilka lat temu zasiano nową mieszankę i nawierzchnia stała się twardsza. Piłki odbijają się z nieco większym kozłem, a gracze bardziej defensywni, jak Nadal, Djoković czy Murray mają więcej czasu na bieganie za nimi.

O ogromnym znaczeniu zmiany trawy mówi Eddie Seaward, od 1990 r. tzw. groundsman, czyli człowiek odpowiedzialny za utrzymanie kortów. Przypomina, że domagali się jej sami gracze i trenerzy, twierdząc, że czas dać szansę innym, nie tylko wysokim, świetnie serwującym. Gdyby nie zmiana trawy, filigranowy "przebijaka" w typie Lleytona Hewitta nie miałby szans na zwycięstwo, a Australijczyk w 2002 r. wygrał przecież Wimbledon jako ostatni przed erą Federera i Nadala.

Djoković i Murray - zdecyduje psychika

- Wolniejsza trawa ma ogromne znaczenie. Dla mnie to bardzo korzystne - przyznaje Djoković. Jim Courier stwierdził, że nikt nie umie tak dobrze atakować z linii końcowej jak Serb. Novak doprowadził do perfekcji ofensywę z defensywnych pozycji na korcie. On też odpoczywał przed Wimbledonem, liżąc rany po paryskim nokaucie. Eksperci podkreślają, że Djoković będzie groźny, bo już przed rokiem dotarł do półfinału (przegrał z Berdychem), a teraz jest w genialnej formie. 43 zwycięstwa, siedem turniejów z rzędu i tylko jedna porażka - to wciąż miażdżąca statystyka sezonu. Kluczowe dla niego będzie poruszanie się po korcie i psychika. Czy naprawdę, jak zapewnia, dobrze zniósł klęskę z Federerem? Jak zachowa się, jeśli w półfinale rywal pośle trzy asy z rzędu?

Nerwy ze stali będą też decydujące u Murraya. 24-letni Szkot doszedł w styczniu do finału Australian Open, przegrał wtedy dotkliwie z Djokoviciem, potem popadł na kilka miesięcy w totalny dołek formy, ale ostatnio odżył. Paradoksalnie odrodził się trochę dzięki kontuzjom - na zastrzykach przeciwbólowych dotarł do półfinału w Monte Carlo, gdzie zagrał świetny mecz z Nadalem, potem skręcił kostkę na French Open i też osiągnął pierwszy w karierze półfinał, a tydzień temu wygrał turniej w Queen's Clubie, wyjawiając po finale, że w I rundzie miał ochotę się wycofać, bo bolała go kostka. To uświadamia, jak ważna u Murraya jest głowa. Szkot pod względem różnorodności gry i techniki pozostaje numerem jeden na świecie, ale potrzebuje usprawiedliwienia - np. w postaci kontuzji - by zmniejszyć ciążącą na nim presję. Dopiero wtedy gra na luzie i dobrze. Po zwycięstwie w Queen's Andy wreszcie sprawiał wrażenie człowieka, który uwierzył w siebie.

Czy to wystarczy? Presja, żeby zdobył pierwszy od 1936 r. tytuł w Szlemie dla Wielkiej Brytanii, będzie jak zwykle gigantyczna. W poprzednich trzech finałach Szlema zawiódł, nie wziął nawet seta. Są jednak pozytywne przykłady - Ivan Lendl i Goran Ivanisević triumfowali za czwartym podejściem. Pat Cash i John McEnroe w niedzielnym "The Sunday Timesie" podkreślali, że Murray może sprawić niespodziankę, ale w decydujących meczach musi stawiać na ofensywę. - Zgubą Andy'ego jest zbyt pasywna gra. Nie może zawsze czekać na błędy rywali - stwierdził Cash, australijski triumfator z 1987 r.

Williams - skazane na sukces?

- Jeśli w finale zagrają Federer i Nadal, stawiam na Hiszpana, bo Szwajcar ma psychiczny kompleks przeciwnika. W meczach przeciwko niemu popełnia błędy, jakich nie popełniłby w innych. W finale Rolanda Garrosa Federer grał lepiej niż w 2009 r., gdy zwyciężał w Paryżu, ale na Nadala i tak to nie wystarczyło - mówi Ivanisević. Chorwat równo dziesięć lat temu wygrał Wimbledon jako zawodnik z dziką kartą.

Jego zdaniem Nadalowi też pomagają wolniejsze korty. To samo mówi Francuz Henri Laconte. On stwierdził nawet, że londyńska zieleń jest... wolniejsza niż paryska czerwień.

Hiszpan nauczył się idealnie wykorzystywać nieco wyższy kozioł, zaadaptował swoją top-spinową grę na trawę. Jest w Londynie niepokonany od 2007 r., bo w 2008 i w 2010 r. nie było na niego mocnych, a dwa lata temu nie wystartował z powodu kontuzji kolan. Porażka w Queen's sprzed tygodnia wydaje się nie mieć znaczenia, Hiszpan rok temu też poległ w ćwierćfinale, a potem zwyciężył w Wimbledonie.

Największy znak zapytania dotyczy jego tegorocznych kłopotów z ofensywą. Po świetnym 2010 r. nieco cofnął się za linię końcową. Na French Open mógł sobie na to pozwolić, bo miał bardzo dużo czasu na dobieganie do piłek, w Londynie - choć trawa jest wolniejsza - będzie go znacznie mniej.

Wśród kobiet faworytkami są siostry Williams i Maria Szarapowa. Ta trójka wygrała w sumie 10 z 11 ostatnich Wimbledonów. Jeden zgarnęła Amelie Mauresmo, ale zakończyła już karierę. Siostry Williams nie podbiły Eastbourne, rozgrzewkowego turnieju przed Wimbledonem, odpadając przed półfinałami, ale wszyscy zgadzają się, że prawdziwą moc pokażą dopiero w Londynie. A to, że jedna z nich nie grała pół roku, a druga niemal rok, nie będzie miało żadnego znaczenia. By zatrzymać siostry, trzeba będzie nadludzkiego wysiłku. Czy ktoś mu podoła?

Relacje z turnieju w Polsacie Sport Extra

CYTAT WEEKENDU

"Rok temu zdążyłem pójść na trening, zagrać mecz, zjeść obiad, odwiedzić siłownię, obejrzeć film w telewizji, pójść spać, wstać, zaliczyć kolejny trening, a oni ciągle grali. W tym roku to niemożliwe, na pewno będzie dużo krótszy mecz".

Roger Federer o spotkaniu Isner - Mahut. Amerykanin i Francuz znów spotkają się w I rundzie. W 2010 r. Isner wygrał po 11 godz. i 5 min (spotkanie rozciągnęło się na trzy dni) wynikiem 70-68 w piątym secie, bijąc rekord najdłuższego meczu tenisowego w historii. Obaj posłali w sumie 215 asów.

BUKMACHERZY TYPUJĄ

Mężczyźni: Nadal 3,0 Federer 3,25 Djoković 5,0 Murray 7,0 Del Potro 31,0 Tsonga 34,0

Kobiety: S. Williams 4,0 Szarapowa 5,0 V. Williams 7,50 Li 8,0 Kvitova 9,0 .... Radwańska 41,0 Źródło: William Hill

Więcej o: