Wimbledon. Eksperci oceniają faworytów wśród pań i panów

- Moim zdaniem to byłoby coś monumentalnego, gdyby Serena wygrała ten turniej. Jej nigdy nie można wykluczyć z grona faworytek - mówi Chris Evert, osiemnastokrotna zwyciężczyni turniejów Wielkiego Szlema w wywiadzie dla telewizji ESPN. Wraz z nią faworytów Wimbledonu oceniał Brad Gilbert, były zawodnik.

Dla Chris Evert, jednej z najlepszych tenisistek w historii, był to debiut w roli ekspertki ESPN. Amerykanka trzykrotnie w swojej karierze wygrywała na kortach Wimbledonu - w 1974, 1976 i 1981 roku. W sumie zwyciężyła w aż osiemnastu turniejach wielkoszlemowych.

Brad Gilbert aż takimi sukcesami w karierze zawodniczej pochwalić się nie może - jego najlepsze osiągnięcia to ćwierćfinały Wimbledonu i US Open oraz czwarte miejsce w rankingu ATP w styczniu 1990 roku. Dużo większą karierę zrobił jednak jako trener - kiedyś prowadził Andre Agassiego.

Faworyci turnieju męskiego

- Szukając faworytów, trzeba zacząć od czołowej czwórki. Rafa (Rafael Nadal) grał niesamowicie, Fed (Roger Federer) z obecnie grających zawodników ma najlepsze wyniki, Djoković jest w tym sezonie w gazie, a Murray właśnie wygrał turniej w Queens. Myślę więc, że to będzie ktoś z tej czwórki - uważa Gilbert.

- Zgadzam się z Bradem, że to będzie ktoś z tej czwórki - dodaje Evert. - To jest interesujące, bo wcześniej mieliśmy rywalizację tylko dwóch tenisistów (Nadala i Federera), a teraz stawka się powiększyła. Każdy z tego kwartetu ma takie same szanse. Murray na pewno będzie najbardziej zmotywowany grając na Wimbledonie i chyba jest z nich największym specjalistą od gry na trawie. Ale wygrać może każdy z nich.

Djoković jest jeszcze silniejszy

Gilbert i Evert odpowiedzieli także na pytanie, czy Djoković może być uznawany za faworyta, skoro nie jest specjalistą od gry na trawie i raczej lepiej radzi sobie na twardych nawierzchniach.

- Nie można tak na to patrzeć - mówi Gilbert. - Rok temu o tej porze dotarł do półfinału, a nie był w żadnym aspekcie tak dobrym tenisistą jak jest teraz. Miał problemy z serwisem, a jego forhend nie był tak dominujący. Szczególnie ulepszył podanie, różnica w statystykach jego serwisu z 2011 i 2010 roku jest niesamowita. Do tego zawsze miał świetny return. Już rok temu zdziwiłem się, że przegrał mecz o finał z Berdychem, a teraz jest zdecydowanie lepszym graczem.

- Myślę, że porażka we French Open dodatkowo go zmotywowała - dodaje Evert. - Pamiętam, że zawsze jak przegrywałam jakiś ważny turniej, to w następnym byłam jeszcze bardziej nakręcona. Poza tym teraz nie ciąży już na nim taka presja jak wtedy, gdy miał tą swoją niesamowitą serię.

Murray musi zapomnieć o przegranych

Andy Murray w pięciu najważniejszych meczach swojego życia ponosił jak dotąd porażki - przegrał w trzech finałach Wielkiego Szlema i dwóch półfinałach Wimbledonu. Co musi się zmienić, żeby wreszcie osiągnął sukces w kluczowym momencie?

- Gdy jest się tak jak ja w jego obozie, najważniejsze jest to, żeby zapominać o przegranych chwilę wcześniej piłkach - odpowiada trener Murray'a. - Andy teraz w wieku 24 lat jest już dużo bardziej dojrzały. Pamiętajmy też, że w tych pięciu meczach nie przegrywał z anonimowymi rywalami. Kilka razy przegrał z Fedem, przegrał z Nadalem, przegrał z Djokoviciem. Do tego jest teraz doskonale przygotowany - doszedł do półfinału Rolanda Garrosa, a ostatnio wygrał w Queens. I tym razem chce grać o pełną pulę. Nie przyjechał tu po to, żeby dojść do ćwierć czy półfinału, jego celem jest zwycięstwo.

- Jeśli mogę coś dodać, to moim zdaniem to już jest ten czas, by wyciągnąć wnioski z dotychczasowych porażek - wtrąca Evert. - Tyle razy nie udało mu się w samej końcówce wielkich turniejów, że powinien już dobrze wiedzieć dlaczego tak było. Może był zbyt pasywny przy kluczowych wymianach? A może przesadzał z siłą? Zawodnik musi po takich meczach zastanowić się nad tym, co poszło źle i jak to zmienić. Tak miałam ja w moich meczach z Martiną (Navratilovą). Zachowywałam się w kluczowych momentach zbyt pasywnie i przez to przegrywałam. Ale kiedy zaczęłam ją ogrywać, to właśnie dlatego, że zaczęłam ryzykować.

Evert kibicuje siostrom Williams

Siostry Williams niedawno wróciły na kort po długich kontuzjach i wszyscy będą je bacznie obserwować na kortach Wimbledonu. Czy mogą coś tu ugrać?

- Będę całym sercem za Sereną i Venus - deklaruje Evert. - Zawsze gdy startują w wielkoszlemowych turniejach, wprowadzają ze sobą ekscytację i intrygę. Razem z nimi pojawia się także zupełnie inny tenis, pełen siły i emocjonalnych reakcji. Moim zdaniem to byłoby coś monumentalnego, gdyby Serena wygrała ten turniej. Jej nigdy nie można wykluczyć z grona faworytek. Ale osobiście nie jestem przekonana, czy to po prostu jest po ludzku możliwe, żeby przez rok leczyć różne kontuzje i podchodzić do takiej imprezy tylko z jednoturiejową rozgrzewką. Prawdę mówiąc jej zwycięstwo by mnie zszokowało, ale tak jak mówię, znając Sereną i jej wcześniejsze powroty, nie można tego wykluczyć.

- Venus to z kolei "czarny koń" całej imprezy - wypowiada się o drugie z sióstr Evert. - Cała presja skupiona jest na Serenie, choć to przecież starsza z sióstr zdobyła tu więcej tytułów (pięć przy czterech Sereny - mariw) i to może jej wszystko ułatwić. Zawsze kochała grę na trawie i świetnie dawała sobie na takiej nawierzchni radę. Jeśli tylko wytrzyma psychicznie i, przede wszystkim, fizycznie, może tu dojść bardzo daleko.

Faworytki turnieju kobiecego

- Wśród pań nikt nie dominuje tak jak wśród mężczyzn - uważa Evert. - Słabiutko wygląda sytuacja Amerykanek. Oprócz sióstr Williams w czołówce nie ma żadnej. W ogóle oprócz pojedynków między Venus i Sereną nie ma jakichś długich rywalizacji między poszczególnymi zawodniczkami, których kilka mamy wśród panów. Jest bardzo dużo młodych, ekscytująco zapowiadających się tenisistek. Która miałaby być faworytką? Woźniacka, Azarenka, Petković, Szarapowa, Schiavone i jeszcze wiele innych. Spójrzmy na Li Na i to, co zrobiła dla Chin. Petković teraz jest w formie i świetnie się ją ogląda. Maria Szarapowa ma chyba za sobą najspokojniejszy rok w karierze. Można by jeszcze długo wymieniać.

- Ostatnie lata to chyba najbardziej wyrównany czas w historii kobiecego tenisa - dodaje Gilbert. - Przyzwyczailiśmy się do tego, że kilka pań dominuje przez dłuższy okres resztę stawki. Z punktu widzenia kibiców, teraz jest lepiej. W stawce jest 15-20 zawodniczek zdolnych do tego, by wygrywać w najważniejszych turniejach, dlatego też ciężko jest prognozować, która z nich ma szanse na wygranie turnieju. Powiem nawet więcej - 15-20 zawodniczek typowałem do zwycięstwa we French Open, ale wśród nich nie było Li Na, ponieważ nigdy nie radziła sobie taki dobrze. Ale w ciągu najbliższych dwóch-czterech lat powinna wypłynąć jakaś tenisistka, która zdominuje resztę, ktoś jak Nadal czy Federer. Taka, która będzie wygrywała dziesięć z dwudziestu głównych turniejów. Ale teraz takiej osoby nie mogę wskazać, różnica umiejętności między pierwszą i piętnastą w rankingu zawodniczką jest najmniejsza w historii - kończy Gilbert.

Jak zdobyć punkt w beznadzienej sytuacji. Niesamowite zagrania

 

Idzie nowe u Radwańskich ?

Więcej o: