Wimbledon. Koniec epoki Federera

Roger Federer nie wyrówna rekordu Samprasa i nie wygra Wimbledonu po raz siódmy. Słabość mistrza obnażył w ćwierćfinale doskonale grający Czech Tomas Berdych, który zwyciężył 6:4, 3:6, 6:1, 6:4

- Nie umiem na razie znaleźć słów, by to opisać. Wiem, że stało się coś niesamowitego, ale jeszcze to do mnie nie dotarło - mówił 24-letni Berdych, schodząc z kortu centralnego po największym zwycięstwie swojego życia.

Federer grał niechlujnie, momentami mylił się tak straszliwie, że aż bolały oczy, ale gdyby nie pewny serwis Czecha i jego doskonała ofensywna gra z głębi kortu, nie doszłoby do sensacji. Berdych, 13. w rankingu ATP, w tym roku już raz pokonał Szwajcara na turnieju w Miami. Teraz znów wbił go w kort swoim siarczystym forhendem. Federer próbował się podnieść, próbował przywołać na pomoc magię, która pozwoliła mu wygrać Wimbledon aż sześciokrotnie, ale nie zdołał. Był za słaby, zbyt niedokładny, podejmował złe decyzje.

Dla Berdycha to chwila wielkiego triumfu. Doszedł do drugiego w karierze, po Roland Garros sprzed miesiąca, półfinału Wielkiego Szlema. Z Federerem wygrał już kiedyś ważny mecz - eliminując go w 2004 r. z igrzysk w Atenach, ale dopiero środowe zwycięstwo zostanie mu zapamiętane na zawsze. Kończy bowiem epokę Federera, wielkiego wimbledońskiego zwycięzcy. Szwajcar od porażki z Chorwatem Mario Anciciem w 2002 r. nigdy nie przegrał w Londynie przed finałem, wygrał sześć turniejów, w sumie aż 52 mecze, przegrał tylko raz, w pamiętnym "pojedynku stulecia" z Rafaelem Nadalem w 2008 r. Tamtą porażkę traktowano jednak w kategoriach wyjątkowych - to była część większej układanki, rywalizacji dwóch najlepszych tenisistów, wojny dwóch światów. Z Berdychem Federer przegrał zwyczajnie, bo po raz pierwszy od ośmiu lat przyjechał do Londynu bez mistrzowskiej formy. Na konferencji prasowej mówił o kontuzjach, o tym, że bolała go noga i plecy, że musi odpocząć, ale wszyscy wiedzą, że to dobra mina do złej gry. Szwajcar od stycznia słabnie w oczach. Na dobrą sprawę, nie wiadomo, gdzie i dlaczego formę zgubił - czy przy dzieciach, które urodziły się przed rokiem i zabierają mu mnóstwo czasu, czy wraz z wygraniem szesnastu Wielkich Szlemów. W końcu ile można mieć motywacji do dalszego ich kolekcjonowania?

Znaczenie ma też jednak to, że zmienia się tenis. Trawa w Londynie jest wolniejsza, piłki są cięższe, odbijają się wyżej. Wszystko to sprzyja zawodnikom defensywnym, takim jak Nadal, i tym, którzy atakują, ale nie ruszając się z linii końcowej - jak właśnie Berdych. Czasy, gdy w Wimbledonie trawa była udeptana pod siatką, bo wszyscy atakowali i grali serve and volley, skończyły się bezpowrotnie. - Kiedyś atakowało się 50 proc. piłek po drugim serwisie, dziś już w ogóle się tego nie robi - mówił kilka dni temu Federer. Jego tenis, kiedyś też bardziej ofensywny, musiał się dostosować. Federer sam przestaje się ruszać z linii końcowej i jest mu trudniej wygrywać w Londynie.

Mistrz spada coraz szybciej, i spada coraz niżej - już wiadomo, że w rankingu ATP wyląduje po turnieju na trzecim miejscu, bo wyprzedzi go Novak Djoković. Tak nisko Szwajcar nie był od siedmiu lat. Do końca roku raczej nie ma co marzyć o powrocie na prowadzenie. Śmiać może się Pete Sampras, którego dwa ważne rekordy wciąż się ostaną - siedem zwycięstw w Wimbledonie i prowadzenie na liście ATP przez 286 tygodni. Federerowi, którego Rafael Nadal wyprzedził po triumfie w Roland Garros, do pobicia tego ostatniego zabrakło... jednego tygodnia.

W piątek Berdych zmierzy się w półfinale z rozstawionym z trójką Djokoviciem, który zakończył piękną bajkę o Tajwańczyku Yen-hsun Lu. Ćwierćfinał okazał się górnym pułapem dla pogromcy Andy'ego Roddicka i Michała Przysiężnego. Djoković wygrał z nim dość łatwo 6:3, 6:2, 6:2. W półfinale jest też Nadal - tak jak w finale w Paryżu pokonał Robina Soderlinga. Szwed znów uderzał bardzo mocno, ale Hiszpan wszystko przetrzymał, a potem rywala zabiegał. Rywalem Nadala będzie faworyt gospodarzy Andy Murray. Tsonga nawiązał walkę w dwóch pierwszych setach ćwierćfinalu, ale potem na korcie panował Szkot.

W czwartek półfinały kobiet. Broniąca tytułu Serena Williams zagra z rewelacyjną czeską 20-latką Petrą Kvitovą, a Bułgarka Cwetana Pironkowa zmierzy się z Rosjanką Wierą Zwonariewą. Mało kto wierzy, że przy takim układzie sił Serena Williams nie zdoła znów zwyciężyć w turnieju.

1/4 finału mężczyzn:

Rafael Nadal (Hiszpania, 2) - Robin Soderling (Szwecja, 6) 3:6, 6:3, 7:6 (7-4), 6:1

Tomas Berdych (Czechy, 12) - Roger Federer (Szwajcaria, 1) 6:4, 3:6, 6:1, 6:4

Novak Djoković (Serbia, 3) - Yen-Hsun Lu (Tajwan) 6:3, 6:2, 6:2

Andy Murray (Wielka Brytania, 4) - Jo-Wilfried Tsonga (Francja, 10) 6:7 (5-7), 7:6 (7-5), 6:2, 6:2

1/4 finału gry podwójnej mężczyzn:

Wesley Moodie, Dick Norman (RPA, Belgia, 7) - Bob Bryan, Mike Bryan (USA, 2) 7:6 (7-4), 7:6 (7-5), 6:7 (3-7), 7:5

1/4 finału gry podwójnej kobiet:

Jelena Wesnina, Wiera Zwonariewa (Rosja) - Serena Williams, Venus Williams (USA, 1) 3:6, 6:3, 6:4

Wyniki spotkań trzeciej rundy gry mieszanej:

Cara Black, Leander Paes (Zimbabwe, Indie, 2) - Alicja Rosolska, Igor Zelenay (Polska, Słowacja) 6:1, 6:3

Iveta Benesova, Lukas Dlouhy (Czechy, 9) - Zi Yan, Mariusz Fyrstenberg (Chiny, Polska, 8) 6:4, 6:4

Specjalny tenisowy serwis o Wimbledonie ?

Więcej o: