Wimbledon. Przysiężny zmarnował setbole i rozbolały go plecy

Michał Przysiężny przegrał w środę w II rundzie Wimbledonu z Yen-Hsun Lu z Tajwanu 4:6, 6:7 (7-9), 3:6. - Michał nie był w stanie biegać, bo miał kontuzję pleców - komentował po meczu jego ojciec Mirosław. - Jakby wykorzystał szansę i wygrał drugiego seta, to pewnie łatwiej by mu się grało nawet z tym bólem. Szkoda - mówił Wojciech Fibak.

W drugim secie Przysiężny (ATP 94) mógł kilkakrotnie odwrócić losy meczu z Tajwańczykiem (ATP 82) - nie wykorzystał w sumie trzech piłek setowych. Najlepszą okazję miał w samej końcówce tie-breaka - serwował przy stanie 6-5, ale zagrał wymianę zbyt pasywnie i Tajwańczyk zdołał wyrównać, a kilka chwil później to on cieszył się ze zwycięstwa w secie.

W trzeciej partii Przysiężny wezwał na kort fizjoterapeutę, który długo masował mu plecy. Wziął też środki przeciwbólowe. Przez moment wydawało się, że Polak jeszcze się poderwie do walki - udało mu się przełamać podanie Lu i prowadził 3:1. Ale potem zupełnie stanął i po prostu się poddał.

- Tak się nie robi - kręcił głową Wojciech Fibak. - Nie powinien w taki sposób oddawać meczu. Nawet jeśli bolały go plecy, trzeba było walczyć do samego końca - stwierdził Fibak. - Ale jego naprawdę strasznie bolało. Po spotkaniu z Ljubiciciem okazało się, że pojawił się jakiś tan zapalny - tłumaczył syna Mirosław Przysiężny.

Sam Michał na konferencji przyznał, że plecy były problemem, ale poza tym rywal i tak zasłużył na zwycięstwo. - Wyszedłem na kort spięty, grałem bardziej nerwowo, on robił mniej błędów, lepiej returnował. Ciągle jeszcze brakuje mi ogrania w dużych turniejach - powiedział Sport.pl Przysiężny, który dopiero po raz pierwszy w karierze grał w II rundzie Wielkiego Szlema.

W środę po południu Polak nie był jeszcze pewny, czy zagra w deblu. Według planu powinien wyjść na kort wieczorem w parze z z Izraelczykiem Dudim Selą. - Być może się wycofam, jeszcze nie wiem - mówił.

Więcej o: