Wimbledon. U. Radwańska: To wszystko przez kontuzje, trener jest w porządku

- Ten rok był dla mnie ciężki przede wszystkim przez kontuzje. Na początku odczuwałam skutki operacji barku, potem co chwila łapałam jakiś inny uraz. Żadnych gwałtownych ruchów robić nie będę. Spróbuję się odbudować grając w mniejszych turniejach - mówiła młodsza z sióstr Radwańskich po porażce w I rundzie Wimbledonu 2:6, 4:6 z rozstawioną z nr. 9. Niemką Angelique Kerber. Urszula w poniedziałek wypadła z pierwszej setki rankingu i nie jest już drugą rakietą w Polsce.

Wylosowanie w I rundzie Kerber, czyli byłej półfinalistki Wimbledonu i siódmej rakiety świata, to nie była dobra wiadomość dla przeżywającej kryzysowy sezon Urszuli. Polka popełniła za dużo błędów i zagrała zbyt nierówno, by nawiązać walkę z Niemką polskiego pochodzenia, prywatnie dobrą koleżanką obu sióstr z Krakowa.

- Nie jestem zadowolona z tego meczu, serwis mi dziś nie pomagał. Żeby wygrać, czy w ogóle nawiązać walkę na trawie, trzeba przede wszystkim dobrze serwować, a to mi dziś zupełnie nie wyszło. Andżelika zagrała dobrze, ja popełniłam za dużo błędów - komentowała Urszula.

Polka kilka tygodni temu w Rzymie nabawiła się kontuzji nogi, przez nią skreczowała w I rundzie Rolanda Garrosa. - Kontuzja na pewno przeszkodziła mi w przygotowaniach, bo jednak noga to jest uraz, który uniemożliwia poruszanie się i normalne treningi - podkreśliła Radwańska, która nie jest już drugą rakietą w Polsce, bo w poniedziałek w rankingu wyprzedziła ją Katarzyna Piter. Urszula wypadła z pierwszej setki WTA i zajmuje teraz 103. lokatę.

Polka tłumaczyła, że za kryzys odpowiadają przede wszystkim kontuzje prześladujące ją od wielu miesięcy. Jesienią poprzedniego roku przeszła operację barku, której konsekwencje czuła przez pół tego roku. Potem łapała nowe urazy, dopiero od niedawna nic jej nie dolega.

- Gdyby nie to, nie spadłabym tak bardzo w rankingu. Po prostu wiele razy w tym roku było tak, że nie miałam czasu dobrze się przygotować do kluczowych występów - powiedziała Radwańska.

Trudno jednak nie zauważyć, że jej spadek w rankingu zbiegł się nie tylko z operacją barku, ale także z zakończeniem współpracy z trenerem Maciejem Synówką, która ustała jesienią po US Open. Z Synówką u boku Radwańska była w okolicach 40. miejsca na świecie. Od końca poprzedniego sezonu Polka pracuje z czeskim trenerem z Pragi Martinem Fassatim.

- Wszystko jest OK, jestem bardzo zadowolona z Martina. Trenujemy albo u niego w Pradze albo u mnie w Krakowie. To bardzo doświadczony trener, w tenisie od 20 lat. Załamanie mojej formy nie ma nic wspólnego z nim, czuję, że mi pomaga, dostrzega wiele szczegółów. Porażki biorą się z kontuzji, z tego, że nie mogę normalnie trenować - podkreśliła stanowczo 23-letnia Radwańska.

Polka zaznaczyła, że po wypadnięciu z pierwszej setki z rankingu, musi na jakiś czas przestawić się na nieco mniejsze turnieje. - Mam nadzieję, że startując w nich będę mogła odbudować moją pozycję i wrócić do czołówki - zakończyła.

Czołowe tenisistki w efektownych kreacjach na imprezie przed Wimbledonem [ZDJĘCIA]

Więcej o: