Wimbledon. Celt: Sabina to strzelba, będzie ciężko, ale stawiam na Agnieszkę

- Ta dziewczyna to strzelba, ale gdyby miała dziury w technice, nie doszłaby do wimbledońskiego finału debla - mówi o Sabinie Lisickiej Dawid Celt. W ubiegłym roku były tenisista pomagał w treningach Niemce polskiego pochodzenia, która w półfinale Wimbledonu zmierzy się z Agnieszką Radwańską. - Sabina jest w wielkiej formie, wszystko u niej hula, ale można ją przycisnąć. Stawiam na Agnieszkę - mówi komentator Eurosportu i zarazem sparingpartner naszej najlepszej zawodniczki. Relacja na żywo w Sport.pl ok. godz. 16.

Łukasz Jachimiak: W ubiegłym roku był pan sparingpartnerem Sabiny Lisickiej, proszę o niej opowiedzieć.

Dawid Celt: Sparingpartner to może za dużo powiedziane. Byłem z nią na dwóch turniejach, pomagałem jej w Dausze i w Dubaju, gdzie dostała łomot od Agnieszki [2:6, 1:6 w ćwierćfinale]. Chciałbym, żeby tak było i tym razem, ale wiem, że na wimbledońskiej trawie, na której Sabina czuje się bardzo dobrze, będzie o to trudno. Ta dziewczyna to strzelba, a nawierzchnia jej bardzo pasuje. Udowodniła to już w 2011 roku, dochodząc do półfinału i dopiero tam przegrywając z Marią Szarapową i przed rokiem, kiedy zrewanżowała się Rosjance w czwartej rundzie i dotarła do ćwierćfinału [przegrała w nim z Andżeliką Kerber, późniejszą, półfinałową rywalką Radwańskiej]. Nie ulega wątpliwości, że jest mocna, ale jednak nie jest Sereną Williams. To dobrze, że Agnieszka zagra z Sabiną, a nie z Amerykanką. Sabina ma duże wahania formy, ona nie kalkuluje, nie zwalnia ręki, bo tak jest nauczona. Jak trafia, jest ciężko. Ale bywa, że nie trafia.

Radwańska nie może liczyć i na pewno nie liczy tylko na gorszy dzień rywalki.

- Oczywiście. Ale aspekt psychologiczny nie jest bez znaczenia. Agnieszka wie, że Sabina nie jest tak mocna jak Serena. Ma olbrzymi atut w postaci serwisu [jest tenisistką, która zaserwowała najmocniej w historii - 210 km/h], jeżeli on dobrze funkcjonuje, to ciężko ją zatrzymać. Ale Agnieszka wie, że bez względu na wszystko nie może dać się zdominować, że musi od początku meczu stopować rywalkę, załapać się na grę. Jeśli to zrobi, to będę spokojny. Agnieszka ma taki styl gry, że w równej walce wymanewruje Sabinę. Uważam, że może znaleźć receptę na mocne uderzenia Niemki i jej bardzo szybki serwis. Czuje swoją szansę na ogromny sukces w tym turnieju. Głośno o tym nie mówi i dobrze robi, bo musi się spokojnie koncentrować na każdym kolejnym meczu. Jest doświadczona, umie radzić sobie z presją. Dlatego jestem dobrej myśli.

Nawet jeśli Lisicka, tak jak w meczu z Williams, zaserwuje 10 asów i zagra 35 kończących piłek?

- Na mnie jeszcze większe wrażenie zrobiło to, że w decydującym secie wygrała z Sereną pięć gemów z rzędu. To pokazuje, że ma ogromną siłę gry. I jest na fali. W zeszłym roku miała taki czas, że wszystko przegrywała w pierwszych rundach. Wtedy nie dało się patrzeć na to, jak gra. Ale pozbierała się, niedawno grała w finałach dwóch mniejszych turniejów, powoli wspina się w rankingu, widać u niej progres. Zresztą, na Wimbledonie nie miała łatwych przeciwniczek. Przed Sereną pokonała m.in. Franceskę Schiavone i Samanthę Stosur. Ona nie pęka, idzie za ciosem, trzeba na nią uważać, ale liczę, że dobra gra obronna i fajna, miękka ręka, a więc firmowe znaki Agnieszki, na nią wystarczą. Radwańska umie zwolnić, przyspieszyć, zaskoczyć pójściem do siatki. Dlatego w nią wierzę.

Do sztabu Lisickiej dołączył pan, żeby pomóc jej rozwinąć właśnie takie umiejętności?

- Nie było konkretnych założeń. Mieliśmy zobaczyć, jak ta nasza współpraca będzie wyglądała i dopiero zdecydować, co dalej. W końcu wszystko potrwało tylko chwilę i nie ma co do tego wracać.

Lisicka ma inne atuty niż siła? Jaka jest jej technika?

- Potrafi uderzyć i z forhendu, i z bekhendu, ma dobry return, wolej. Dwa lata temu była w wimbledońskim finale debla. To odpowiedź dla tych, którzy twierdzą, że nie jest dobra technicznie. Gdyby w technice miała dziury, takiego sukcesu by nie osiągnęła. Jej problemem jest to, że się spieszy. Czasami podejmuje wariackie decyzje, ma niebywałe pomysły i przez nie się gubi. Kiedy się pogubi, traci pewność swojej gry. Wtedy bywa, że nie potrafi zaserwować, popełnia podwójne błędy serwisowe, a w końcu stawia na bezpieczne podanie, co się od razu przekłada na grę z głębi kortu. Ale ma atuty. Kiedy jest w takiej formie, jak teraz, to naprawdę potrafi je wykorzystać. I wtedy wszystko hula. Przewaga Agnieszki jest taka, że ona cały czas trzyma równy poziom.

Niemcy twierdzą, że przewagą Lisickiej będzie jej mocna psychika. Chyba nie chcą pamiętać, jak płakała w Dubaju, nie mając szans przeciwstawić się Radwańskiej?

- Zwycięstwa budują, dodają pewności siebie. Ale Sabina to dziewczyna, którą można przycisnąć. Kiedy w ubiegłym roku była pogubiona, to cały czas szukała różnych usprawiedliwień. Na pewno można ją złamać, chociaż w tym momencie ma prawo czuć się mocna. Lubi Wimbledon, jest w formie, na rozkładzie ma mocne rywalki, już wie, jak w tym wielkim turnieju smakują mecze o największą stawkę. Nie ma co liczyć na to, że zje ją presja.

To samo można powiedzieć o Radwańskiej.

- Oczywiście, rok temu grała w finale, więc jeszcze lepiej zna atmosferę wielkich meczów. Myślę, że wszystko rozstrzygnie się tylko w sferze aktualnej formy. I stawiam na Agnieszkę, bo jestem pod wielkim wrażeniem jej gry w ćwierćfinale z Na Li. Ona pokazała olbrzymi charakter i cały swój kunszt. W obronie była znakomita, w kontrze fantastyczna. Były momenty, w których sama zaczynała przyspieszać, prowadziła grę, walczyła o każdą piłkę, niesamowicie biegała. Wszystkim malkontentom pokazała, ile potrafi. Udowodniła, że w pełni zasługuje na to, by być tam, gdzie jest.

Zagraniczni eksperci zachwycali się, pisząc, że ten mecz stał na poziomie tuż pod sufitem.

- Rozmawialiśmy przed tym spotkaniem, mówiłem, że to będzie przedwczesny finał i tak było. Poziom był genialny, fachowcy musieli to zauważyć. Li też nie odpuszczała, nie obroniła dopiero ósmej piłki meczowej, do końca wierzyła, że uda jej się odwrócić losy meczu. Ale Agnieszka poczuła krew i już nie odpuściła. To jest klasa. Pokazała ją też później, kiedy była pytana o zmęczenie. Powiedziała "tak, jestem zmęczona, bo grałam trzy ciężkie, trzysetowe mecze, ale będę gotowa na półfinał". Super, że nie narzeka, tylko przekonuje, że będzie dalej zasuwać. Ona wie, że to Wielki Szlem, a nie czas na odpoczynek. W kontekście następnych meczów to jest budujące. Oczywiście może teraz przegrać, ale na pewno będzie walczyć do ostatniej piłki i po tym turnieju nikt nie będzie jej mógł odmówić charakteru.

Przestój Radwańskiej podobny do tego z meczu z Cwetaną Pironkową, kiedy zaczęła od 0:4, już się nie powtórzy?

- Na Li przełamała Agnieszkę w pierwszym gemie do zera, ale zaraz straty zostały odrobione. Takie 4:0 Sabinę mocno by napędziło, ale może być też odwrotnie. Znam nie tylko tę dobrą, ale i tę gorszą Lisicką, wiem, że ma przestoje. Jednak w tym nie szukam szans Agnieszki. To będzie nowy mecz, nie ma co wracać do tych, które za dziewczynami. Dubaj też nie jest już ważny. Agnieszka ostatnio dostawała lanie od Li, a teraz z nią wygrała, pokazując, że liczy się tylko tu i teraz. Trzeba się odciąć od tego, co było.

Przed meczem Radwańskiej z Na Li powiedział pan, że szanse są 50 na 50. Jak typuje pan teraz?

- Stawiam na Agnieszkę. Trudno, niech się dzieje, co się ma dziać. Po tym, co pokazała z Chinką muszę na nią postawić. Wiem, że to będzie ciężki mecz, nie będę oceniał szans procentowo, ale uważam, że Agnieszka sobie poradzi.

Więcej o: