Wimbledon. Murray we łzach, Wimbledon w euforii

Szkot Andy Murray wygrał z Jo-Wilfriedem Tsongą i jako pierwszy Brytyjczyk od 74 lat zagra w finale londyńskiego turnieju. W niedzielę faworytem będzie jednak Szwajcar Roger Federer, który w piątek rozprawił się z liderem rankingu ATP Novakiem Djokoviciem.

Od początku spotkania Murray dominował na korcie. Mocnymi zagraniami zmuszał Francuza do błędów, przełamał go natychmiast i zdenerwowany rywal nie był w stanie się już podnieść. W drugim secie Tsonga odrodził, się ale tylko na chwilę. W piątym gemie partii Szkot znów go przełamał i wygrywając po chwili swoje podanie bezpiecznej przewagi nie wypuścił już z rąk.

Nadzieje Francuza na zwycięstwo powróciły wraz z początkiem trzeciego seta, gdy z łatwością wygrał pierwsze trzy gemy, a całą partię do trzech.

Ostatnie starcie należało do Murraya. Obydwaj tenisiści nie byli przy swoim podaniu już tak skuteczni jak wcześniej. Więcej sił zachował jednak Szkot. Pod koniec seta Tsonga znów zaczął seryjnie popełniać niewymuszone błędy (w sumie w ostatnim secie miał ich 14), ale mecz zakończył się popisowym returnem Brytyjczyka, który sprawił ogromną radość kibicom. Na męski finał Wimbledonu czekali oni od 74 lat. Ostatnim Brytyjczykiem, który grał w finale Wimbledonu, był Bunny Austin w 1938 roku.

Murray przegrał dwa ostatnie spotkania z Federerem, na trawie jeszcze nigdy nie grali, ale zdecydowanym faworytem będzie Szwajcar. Finałowe spotkanie odbędzie się w niedzielę.

Więcej o: